Słowo „evil” (zły) jest najczęstszym określeniem seryjnych morderców. Jest ono wpisane w filozofię i teologię i jest naznaczone metafizycznym wymiarem. Ty jednak nie lubisz go używać.
Nazywanie kogoś „złym” w sensie, o jakim mówisz, kończy dla mnie rozmowę. Używa się go po to, by powiedzieć, że ktoś nie jest człowiekiem. To jest czyste odhumanizowanie, więc jestem jego przeciwnikiem. Powinniśmy chcieć zrozumieć, dlaczego ludzie czynią złe rzeczy, a stygmatyzując ich słowem, które ma znaczenie religijne czy filozoficzne, budujemy mur. Określając kogoś „złym”, stawiamy barierę między nami i nim. Oceniamy go i w sztuczny sposób separujemy go od siebie. To oczywiście powoduje, że my się lepiej czujemy, bo nie jesteśmy tym „złym”. Co jednak z tego? Nie chodzi o nasze uczucia, ale o to, że mamy powstrzymać jego przed czynieniem zła. Mamy dotrzeć do źródła jego złych wyborów, a nie go stygmatyzować.