Spotkanie czwórki normandzkiej zakończyło się tak jak przewidywało wielu analityków. Czy Pani też nie oczekiwała przełomu?
Iryna Wereszczuk: Nie miałam jakichś zawyżonych oczekiwań i zdawałam sprawę z tego, że są takie pytania, których nie potrafimy rozwiązać podczas tego spotkania. Społeczeństwo ukraińskie również nie miało złudzeń, ale wyznaczyło „czerwone linie”, których nie przekroczył prezydent Zełenski. Głównie chodziło o to czy wybory samorządowe w Donbasie mają się odbyć przed tym jak Ukraina odzyska kontrolę nad granicą czy jednak później. Uważamy, że powinniśmy powrócić na granicę przed wyborami, a Putin uważa, że później. Dla nas najważniejsze są kwestię bezpieczeństwa, bez rozwiązania których nie jest możliwe przeprowadzenie wyborów. Putin nie chce tego rozumieć. Nawet Merkel sugerowała, że „porozumienia mińskie” są giętkie i trzeba szukać mechanizmów ich wykonania.