fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Konflikt na Ukrainie

Zełenski nie uległ Putinowi

Wołodymyr Zełenski podkreślił, że federalizacja Ukrainy nie jest możliwa
AFP
Długofalowych ustaleń w sprawie Donbasu w Paryżu nie było. Uzgodniono natomiast wielką wymianę jeńców.

Poniedziałkowe spotkanie „czwórki normandzkiej" zakończyło się bez sensacyjnych decyzji. Po północy przywódcy Francji, Niemiec, Ukrainy i Rosji wygłosili krótkie oświadczenia. Opublikowano też komunikat, z którego wynika, że do końca roku ma się odbyć wielka wymiana jeńców w Donbasie na zasadzie „wszyscy na wszystkich".

Jeszcze w tym roku ma dojść do całkowitego zawieszenia broni i rozpocząć się wycofanie sił na kolejnych odcinkach linii frontu. Nie ma jednak żadnego kompromisu w sprawie politycznego uregulowania tlącej się od ponad pięciu lat wojny. Władimir Putin i Wołodymyr Zełenski zaprezentowali zupełnie odmienne i sprzeczne ze sobą stanowiska, Angela Merkel i gospodarz spotkania Emmanuel Macron biernie się temu przysłuchiwali. Wszyscy byli jednak zgodni co do tego, że wydarzeniem jest fakt, że doszło do tego spotkania.

Putin bez zmian

Ukraiński przywódca zdradził, że najtrudniejszym tematem paryskich rozmów była kwestia przeprowadzenia wyborów samorządowych w niekontrolowanej obecnie przez Kijów części Donbasu. Zełenski utrzymywał, że najpierw Ukraina chciałaby odzyskać kontrolę nad kilkusetkilometrowym odcinkiem ukraińsko-rosyjskiej granicy. Wyraźnie też określił „czerwone linie", na których przekroczenie „nigdy nie zgodzi się naród ukraiński". – Federalizacja Ukrainy nie jest możliwa, to unitarne państwo, to niezmienny punkt konstytucji – oświadczył.

Mówił o tym, że Ukraina jest państwem niepodległym i „nikt nie będzie wywierał wpływu" na jej politykę wewnętrzną i zagraniczną. – Nie jest możliwy kompromis poprzez ustępstwa terytorialne. Dla każdego Ukraińca zarówno Donbas, jak i Krym to Ukraina – przemawiał.

Gospodarz Kremla w tym momencie patrzył w sufit, a gdy prezydent Ukrainy skończył, Putin wyciągnął kartkę. – Powinniśmy dążyć do przeprowadzenia politycznych reform na Ukrainie, przewidzianych w „porozumieniach mińskich". W pierwszej kolejności chodzi o zmianę konstytucji odnośnie do nadania na stałe specjalnego statusu dla Donbasu – mówił prezydent Rosji. Z tego wynikało, że nie znaleźli wspólnego języka podczas pierwszego spotkania w cztery oczy. Rozmawiali zaledwie 15 minut.

– Rosja ma czas i może poczekać aż zmieni się sytuacja polityczna na Ukrainie. Zełenski tego czasu nie ma, niebawem jego zaczną rozliczać zawiedzeni Ukraińcy – mówi „Rzeczpospolitej" Siergiej Markow, rosyjski politolog blisko związany z Kremlem.

Zełenski nie zawiódł

– To był chyba największy do tej pory egzamin dla Zełenskiego, z którym sobie dobrze poradził. Wielu się obawiało, że przegra w negocjacjach z Putinem, a okazało się, że potrafi nawet narzucać swoją agendę. To, że „czwórka normadzka" zaczęła rozmawiać o przywróceniu ukraińskiej kontroli na granicy już jest sukcesem – mówi „Rzeczpospolitej" Wołodymyr Fesenko, czołowy ukraiński politolog. – Myślę, że nieszybko dojdzie do przełamania impasu w kwestiach politycznych. Dzisiaj jednak możemy mówić, że jest remis – dodaje.

Ukraińska opozycja opublikowany po spotkaniu w Paryżu komunikat odczytuje zupełnie inaczej. Wynika z niego m.in., że krytykowana w kraju formuła Steinmeiera ma „zostać włączona do ukraińskiego ustawodawstwa". W ciągu czterech miesięcy szefowie MSZ i doradcy przywódców „czwórki" mają też znaleźć wspólny język co do tego, kiedy, w jaki sposób i pod jakim warunkiem w Donbasie miałyby się odbyć wybory samorządowe. Następne spotkanie ma odbyć się już w kwietniu.

– Myślę, że ten rewanż opłaca się Putinowi. Nikt nie rozmawia o wycofaniu stamtąd rosyjskich wojsk, nikt nie rozmawia o Krymie, a Putin narzucił jeszcze Ukrainie formułę Steinmeiera – mówi „Rzeczpospolitej" Ołeksij Honczarenko deputowany Rady Najwyższej z opozycyjnej partii Europejska Solidarność, który siedział w pierwszych rządach podczas konferencji przywódców w Pałacu Elizejskim. – Nie odczułem tego, że Merkel i Macron byli na stronie Zełenskiego. Kanclerz Niemiec przemawiała bardzo sucho, a francuski przywódca próbował się przypodobać Putinowi. Na własne oczy widziałem zamieszanie wokół rosyjskiego cara i członków jego delegacji. Służba prasowa Macrona nawet szczególnie traktowała dziennikarzy kremlowskich, specjalnie przyprowadzanych i odprowadzanych – dzieli się wrażeniami ukraiński deputowany.

Opinia dla „Rzeczpospolitej"

Iryna Wereszczuk, Deputowana rządzącej partii Sługa Narodu w Radzie Najwyższej, wcześniej reprezentowała rząd w ukraińskim parlamencie.

Społeczeństwo ukraińskie wyznaczyło czerwone linie, których nie przekroczył w Paryżu prezydent Wołodymyr Zełenski. Głównym tematem rozmów było to, czy wybory samorządowe w Donbasie mają się odbyć przed tym, jak Ukraina odzyska kontrolę nad granicą, czy dopiero po nich. Uważamy, że powinniśmy powrócić na granicę przed wyborami, a Władimir Putin uważa inaczej. Dla nas najważniejsze są kwestie bezpieczeństwa. Bez ich rozwiązania nie jest możliwe przeprowadzenie wyborów. Rosyjski przywódca w Paryżu nie chciał jednak tego zrozumieć.

Do następnego spotkania czwórki normandzkiej, które odbędzie się w kwietniu, chcemy więc zaproponować kilka rozwiązań. Mówimy o międzynarodowej misji pokojowej ONZ albo policyjnej misji OBWE z poszerzonym mandatem.

Nie możemy czekać, musimy proponować i działać. Merkel i Macron widzą, że Ukraina naprawdę chce rzeczowo rozwiązać problem, a nie tylko mówi i nie zamierza nic robić, jak to było pięć lat temu. Wycofaliśmy wojska na kilku odcinkach linii frontu, mimo że była ogromna presja ze strony opozycji i wolontariuszy w Donbasie. Teraz porozumieliśmy się co do kolejnych odcinków, na których zamierzamy wycofać siły. To wszystko prowadzi do rozładowania napięcia. Z kolei nie zgodziliśmy się na pułapkę Putina co do jednorazowego wycofania sił na całej linii frontu, ponieważ wszystko powinno się odbywać na zasadach wzajemności. Jeżeli my robimy krok naprzód, to i Rosja powinna go zrobić. Jedno jest pewne, Rada Najwyższa nie poprze zmian konstytucji dotyczących specjalnego statusu dla części Donbasu. To ta czerwona linia, której Ukraina nie przekroczy pod żadnym warunkiem.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA