Decyzja Małgorzaty Kidawy-Bońskiej spowodowana była głównie jej bardzo niskimi notowaniami w sondażach oraz falą krytyki, jaka spadła na nią po poinformowaniu o bojkocie majowych wyborów.

Jak mówiła dziś była już kandydatka PO, dzięki temu właśnie politycy partii rządzącej zauważyli, że wybory te odbyć się nie mogą, a "Kaczyński się zatrzymał".

Kandydaturę Rafała Trzaskowskiego poparli wszyscy koalicjanci wchodzący w skład KO.

Sam Trzaskowski, komentując decyzję zarządu PO, podkreślił, że najważniejsze dla Polaków w zmieniającym się świecie jest znalezienie odpowiedzi na najtrudniejsze pytania.

Dowiedz się więcej: Co jeśli Trzaskowski wygra? Komisarz w Warszawie

- Biorę na siebie olbrzymią odpowiedzialność walki o silne, demokratyczne państwo. Idę się o nie bić - mówił Rafał Trzaskowski. - Zmienia się jeszcze jedno: wszyscy idziemy na wybory, demokratyczne i bezpieczne.

Kandydat stwierdził, że sytuacja nie jest łatwa, rządzący będą bowiem opozycyjnym kandydatom "rzucać kłody pod nogi", dlatego potrzebna jest maksymalna determinacja wszystkich wyborców.

Trzaskowski podziękował Małgorzacie Kidawie-Błońskiej. - Bez takich silnych kobiet mężczyźni nie daliby sobie rady, potrzebują takiej opoki, takich kobiet jaką jest pani Małgorzata Kidawa-Błońska. Gdyby nie ona, dziś Andrzej Duda byłby prezydentem wybranym w niedemokratycznych wyborach - mówił Trzaskowski.

O Rafale Trzaskowskim jako potencjalnym zastępcy Kidawy-Błońskiej "Rzeczpospolita" pisała już wczoraj.

Autopromocja
ORZEŁ INNOWACJI

Ogłoszenie wyników konkursu już 28 września

Dowiedz się więcej

Trzaskowski miał potencjalnego rywala - gotowość do startu w wyborach prezydenckich deklarował były marszałek Sejmu i szef MSZ w rządzie Donalda Tuska Radosław Sikorski, który przybył na dzisiejsze obrady zarządu PO, mimo że nie jest jego członkiem.

Mimo sprzeciwu opozycji wybory prezydenckie miały odbyć się 10 maja. Ostatecznie, po odrzuceniu pomysłu przedłużenia kadencji Andrzeja Dudy  i odejściu z rządu Jarosława Gowina, kilka dni przed tym terminem prezes PiS Jarosław Kaczyński i lider Porozumienia "odwołali" je oświadczeniem, a orzeczenie  PKW otworzyło drogę marszałek Sejmu Elżbiecie Witek do ogłoszenia kolejnego terminu.

Dotychczas nie wiadomo, kiedy wybory się odbędą. Ustawa o mieszanej - korespondencyjno-tradycyjnej - formie została przyjęta przez Sejm i trafiła do Senatu.

Ten ustami marszałka Grodzkiego zapewnił, że prace nad nią być może nie będą trwały 30 dni, jak w przypadku poprzedniej ustawy o wyborach kopertowych, ale Senat zamierza wykonać "tę pracę, której nie wykonał Sejm"