Reklama

Talibowie mogą wejść do rządu

Powinniśmy negocjować z talibami, ale to nie oni będą stawiać warunki – mówi „Rz” były szef afgańskiego MSZ dr Abdullah Abdullah.

Aktualizacja: 22.11.2008 07:50 Publikacja: 22.11.2008 01:39

Dr Abdullah Abdullah był szefem dyplomacji Sojuszu Północnego walczącego z reżimem talibów. Po ich u

Dr Abdullah Abdullah był szefem dyplomacji Sojuszu Północnego walczącego z reżimem talibów. Po ich upadku, w latach 2001 – 2006 był ministrem spraw zagranicznych Afganistanu

Foto: Rzeczpospolita, Radek Pasterski RP Radek Pasterski

[b]RZ: Czy ceną za pokój w Afganistanie będzie dopuszczenie talibów do władzy?[/b]

[b]Abdullah Abdullah:[/b] Drzwi do pojednania powinny być otwarte, ale pod pewnymi warunkami. Nie można pójść na ustępstwa w sprawie konstytucji. Konstytucja, która daje demokratyczne prawa wszystkim obywatelom, musi pozostać w niezmienionym kształcie. Negocjacje są więc możliwe z tymi, którzy są skłonni zaakceptować proces demokratyczny w Afganistanie i wyzbyć się przemocy. W określeniu „talibowie” mieści się wiele grup islamskich radykałów i część z nich rzeczywiście można przekonać, aby zrezygnowały z użycia siły jako narzędzia do osiągania politycznych celów.

[b]Ale talibowie znowu oblewają kwasem dziewczynki, które idą do szkoły. Są tacy, którzy zaakceptują prawa demokratyczne np. dla kobiet? [/b]

Nie może być powrotu do talibanizacji kraju. Nikt nie będzie negocjować, ile stosowanych dawniej przez talibów praktyk można przywrócić. Scena polityczna musi być jednak szeroko otwarta dla wszystkich grup, które chcą wykorzystać do walki o władzę demokratyczny proces. Jeśli ktoś chce interpretować religię w sposób bardzo radykalny, ma do tego prawo. Ale żeby swoje poglądy wcielać w życie, musi do nich przekonać wyborców. Nie zapominajmy, że 8 milionów Afgańczyków z 30-milionowego społeczeństwa wzięło udział w ostatnich wyborach, w większości głosując przeciwko talibom. Dlatego radykałowie nie mogą stawiać warunków wyjściowych. To byłoby ignorowanie faktu, że ludzie tak licznie wzięli udział w wyborach i masowo wcześniej ginęli, aby mieć do tego prawo.

[b]Talibowie mówią, że nie złożą broni, jeśli zachodnie wojska nie opuszczą Afganistanu. Taki warunek stawia też niezwykle wpływowy były przywódca mudżahedinów Gulbuddin Hekmatiar.[/b]

Reklama
Reklama

Hekmatiar doprowadził do wojny domowej w 1992 roku. Po wycofaniu się wojsk sowieckich z Afganistanu i upadku wspieranego przez nie reżimu prowadzono rozmowy o stworzeniu nowego rządu w Kabulu. Najsłynniejszy afgański dowódca Ahmed Szah Masud apelował do Hekmatiara, aby nie wkraczał do stolicy, ale on nie posłuchał i zaczął bombardowanie miasta. Talibowie, którzy w swoich zamachach zabijają teraz głównie cywilów, również ich mordowali, zanim w Afganistanie pojawiły się wojska międzynarodowe. Zarówno jedni, jak i drudzy wysuwają żądanie wycofania obcych wojsk, bo mają nadzieję, że kiedy już ich nie będzie, z łatwością przejmą władzę. Wiedzą, że Afganistan nie jest dość silny, aby sam zapewnić sobie wewnętrzne bezpieczeństwo. To są ich prawdziwe motywy.

[b]Ale coraz więcej Afgańczyków traktuje siły międzynarodowe jak wojska okupacyjne.[/b]

Na pewno nie jest to większość. W 2002 roku Afgańczycy z radością witali zachodnie wojska. Większość ludzi ciągle uważa, że ich obecność jest niezbędna. Ale oczywiście jest wiele żalu i pretensji, że z rąk sojuszników giną cywile. Wojska koalicji muszą pokazać, że robią wszystko, aby uniknąć ofiar cywilnych. A kiedy już się zdarzy tragedia, to zamiast jej zaprzeczać, należy przeprowadzić rzetelne dochodzenie. Ludzie muszą mieć poczucie, że ze śmierci ich bliskich ktoś jednak wyciąga wnioski. Chcieliby też widzieć efekty obecności wojsk. Tymczasem postęp w odbudowie kraju został przyćmiony przez spadek poczucia bezpieczeństwa. Część prowincji jest znowu pod kontrolą talibów. W 2003 roku można było bez problemu pojechać z Kabulu do Kandaharu, a teraz nie można wyjechać kilkadziesiąt kilometrów poza stolicę. Na trzech z czterech głównych dróg do Kabulu można stracić życie.

[b]Gdzie popełniono błąd?[/b]

Po obaleniu talibów ich niedobitki znalazły schronienie w Pakistanie, a kiedy społeczność międzynarodowa skoncentrowała się na Iraku, talibowie zdołali odbudować siły. Kolejna sprawa to demobilizacja naszych mudżahedinów. Trzeba było ich wykorzystać do pilnowania porządku w okresie przejściowym. Tymczasem rozwiązaliśmy ich armię, a bohaterom wojennym, którzy walczyli z Sowietami, a potem talibami i al Kaidą, za ich życiowe osiągnięcia wręczono po sto dolarów, odebrano broń i odesłano do domu.

To był błąd zarówno nasz, jak i naszych sojuszników.

Reklama
Reklama

[b]Co pan radzi polskim żołnierzom w Afganistanie?[/b]

Powinni pamiętać, że najwięcej zdziałają uprzejmością. Budowa zaufania z mieszkańcami i lokalnymi władzami to podstawa sukcesu. Tylko wtedy się dowiedzą, jakie są potrzeby ludzi i jak im pomóc. Wiem, że Polakom idzie całkiem nieźle.

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama