– Rozumiemy, że może to być dla niektórych bolesne, ale w tym wypadku dobrem nadrzędnym jest jawność. Zdecydowaliśmy się na ten krok, by wreszcie przeciąć wszelkie spekulacje, jakie narosły wokół zapisów z czarnych skrzynek i okoliczności tego tragicznego wypadku – przekonuje „Rz” rzecznik rządu Paweł Graś.
Zapewnia, że wtorkowe przyspieszenie publikacji zapisów rozmów nie ma żadnego związku z kampanią wyborczą. – W tym kontekście każdy termin byłby zły. I właśnie dlatego uznaliśmy, że im wcześniej, tym lepiej – tłumaczy.
[srodtytul]Gotowe materiały[/srodtytul]
Premier Donald Tusk jeszcze w poniedziałek mówił w TVP 2, że upublicznienia stenogramu z rozmów w kokpicie prezydenckiego samolotu, który rozbił się pod Smoleńskiem, można się spodziewać 7 czerwca.
Dlaczego dzień później zdecydował o ich ujawnieniu?
– Premier był jeszcze przed spotkaniem z ministrem Jerzym Millerem, który przywiózł materiały z Moskwy. Nie wiedział, w jakim one są stanie i jaki mają kształt – tłumaczy poniedziałkową zapowiedź szefa rządu Graś. – Nagrania wymagają jeszcze obróbki, ale się okazało, że same stenogramy w każdej chwili nadają się do upublicznienia. Nie było więc na co czekać. Po konsultacjach z ministrem sprawiedliwości oraz prokuratorem generalnym stenogramy zostały ujawnione w pierwszym możliwym terminie. Doszukiwanie się tu jakichkolwiek podtekstów politycznych jest nieuprawnione.
W związku z szybszą publikacją zapisów przyspieszono też posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Premier deklarował bowiem, że chce, by ostateczna decyzja o publikacji tych materiałów zapadła przy udziale polityków zasiadających w RBN. Choć formalnie ich głos nie miałby znaczenia.
– Rada nie podejmie żadnych decyzji w sprawie upublicznienia zapisów, ale wszyscy będą się mogli wypowiedzieć w sprawie, którą żyje opinia publiczna – zapowiadał wykonujący obowiązki prezydenta marszałek Sejmu Bronisław Komorowski.
Pierwotnie RBN miała się w tej sprawie zebrać w piątek. Nadzwyczajne zebranie rady zwołano jednak na wtorek.
[wyimek][b][link=http://grafik.rp.pl/grafika2/500987]Przeczytaj zapis rozmów[/link][/b] (PDF, ~230kB)[/wyimek]
– Jej członkowie zapoznają się z zapisami czarnych skrzynek i będą mogli przedstawić swoje opinie w sprawie sposobu ich upublicznienia – zapowiadał przed posiedzeniem rady Krzysztof Luft, szef sejmowego biura prasowego.
Decyzja o nagłym zwołaniu rady nie spodobała się opozycji.
Jej posiedzenie opuścił lider Sojuszu Lewicy Demokratycznej Grzegorz Napieralski. – Tu nie powinno być żadnego uprzywilejowanego grona. Albo to zobaczymy wszyscy, albo nie powinien tego widzieć nikt oprócz osób, które prowadzą śledztwo – argumentował.
W ogóle na posiedzenie RBN nie przyszedł prezes PiS Jarosław Kaczyński. – Cieszę się, że mamy kopie skrzynek, ale oczekuję, że w Polsce znajdą się ich oryginały. Polskie śledztwo nie powinno być kopią rosyjskiego – komentował kandydat PiS na prezydenta. Stwierdził też, że pierwszeństwo w poznaniu materiałów powinny mieć rodziny ofiar i ich pełnomocnicy.
Powiedział też, że nie przyjmuje zasady „pełnego zaufania w sprawie prowadzonego przez Rosję śledztwa”.
[srodtytul]Kaczyński wysłał mecenasa[/srodtytul]
Szef PiS do Belwederu w swoim zastępstwie wysłał we wtorek mecenasa Rafała Rogalskiego, pełnomocnika rodzin kilku ofiar katastrofy smoleńskiej. – Mam nadzieję, że marszałek uchyli przed nim drzwi – mówił Kaczyński.
Rogalski nie został jednak wpuszczony na posiedzenie rady. Jacek Michałowski, p. o. szefa Kancelarii Prezydenta, wyjaśnia „Rz”, że nie ma formuły prawnej, która by umożliwiła mecenasowi udział w posiedzeniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Dlaczego? Ponieważ nie został do niej powołany.
– Pytaliśmy prawników, czy może uczestniczyć. Mówią, że to niemożliwe – przekonywał Michałowski.
– Nie ma takiej formuły – mówił też Bronisław Komorowski.
W zarządzeniu dotyczącym trybu działania RBN, które marszałek Sejmu podpisał 24 maja, wyraźniej jest jednak zaznaczony zapis, że do udziału w jej pracach mogą zostać dopuszczeni nie tylko byli prezydenci oraz byli premierzy, ale „również inne osoby, których udział jest wskazany ze względu na przedmiot rozpatrywanych spraw”.
Dlaczego w tym wypadku marszałek nie zdecydował się skorzystać z tego zapisu? Luft wyjaśnia, że do udziału w pracach rady można zapraszać osoby spoza niej, ale w zapisie tym nie chodzi o postronne osoby. – Tu cały czas chodzi jednak o funkcjonariuszy państwa lub ekspertów – podkreśla.
Szef Klubu PO Grzegorz Schetyna nieobecność Kaczyńskiego ocenił, jako „niepotrzebną demonstrację”. – Zostawmy to, co dotyczy bezpieczeństwa, zapisów skrzynek, przyczyn katastrofy, analizie Rady Bezpieczeństwa Narodowego. Kwestie postępowania, pełnomocnictwa rodzin to zupełnie inne sprawy – powiedział.
Ok. godziny po posiedzeniu RBN zapis rozmów z rejestratora prezydenckiego samolotu został umieszczony na stronach internetowych Kancelarii Premiera i MSWiA. – Nikt nie wyraził sprzeciwu wobec tej decyzji – zapewnił marszałek.
[ramka]
[srodtytul]Opinia: dr Artur Wołek, politolog z Polskiej Akademii Nauk[/srodtytul]
Widać, że Donald Tusk postanowił przejąć inicjatywę na scenie politycznej. Wobec pojawiających się oskarżeń, że rząd nie prowadzi dobrze śledztwa dotyczącego katastrofy i coś przed Polakami ukrywa, premier postanowił ujawnić zapisy z czarnych skrzynek, aby przeciąć te spekulacje. To dobry ruch, który zdecydowanie utrudni opozycji krytykowanie rządu w tej sprawie. Ruch przy tym nieco zaskakujący, jeśli przypomnimy sobie wypowiedzi niektórych ministrów i polityków sprzed kilku dni, z których wynikało, że do ujawnienia zbyt szybko nie dojdzie. O ile ujawnienie zawartości czarnych skrzynek to dobre posunięcie ze strony PO, o tyle ciągłe zwoływanie przez Bronisława Komorowskiego Rady Bezpieczeństwa Narodowego jest lekką przesadą. Sam pomysł jej powołania był dobry i pomógł zaprezentować Komorowskiego jako męża stanu, który konsultuje ważne sprawy z opozycją. Zwoływanie jej raz za razem musi jednak budzić skojarzenia z kampanią wyborczą. Trudno się dziwić, że Jarosław Kaczyński i Grzegorz Napieralski nie chcieli w niej uczestniczyć. —js[/ramka]
[ramka][srodtytul]Opinia: dr Ryszard Piotrowski, konstytucjonalista z UW[/srodtytul]
Konstytucja mówi, że Rada Bezpieczeństwa Narodowego jest jedynie organem doradczym głowy państwa. Nie jest więc ciałem decyzyjnym i nie podejmuje żadnych decyzji. Tym bardziej zaś w sprawie upublicznienia zapisu z czarnych skrzynek, ponieważ to nawet nie należało do prezydenta.
Moim zdaniem istnieje jednak uzasadnienie, że rada się tym zajmowała. W jej kompetencjach leżą bowiem wszelkie sprawy związane z bezpieczeństwem państwa. A wyjaśnienie okoliczności katastrofy smoleńskiej oraz rozwianie wątpliwości i spekulacji, jakie wokół tego narosły, bez wątpienia jest istotne z punktu widzenia bezpieczeństwa kraju.
Rada jest organem doradczym prezydenta i członkostwo w niej ma taki charakter, że wydaje się wykluczone wykonywanie tej funkcji za pośrednictwem innych osób. A zatem nie byłoby właściwe, żeby wykonywanie funkcji członka rady powierzono pełnomocnikowi. Jak to wynika z artykułu 135 konstytucji, funkcja ta powinna być bowiem sprawowana osobiście przez osoby, którym prezydent powierzył zadania doradców. —mns[/ramka]
[ramka][srodtytul]Opinia: Joanna Gepfert, ekspert od wizerunku politycznego[/srodtytul]
Lepiej późno niż wcale – tak najkrócej można skomentować decyzję premiera o podaniu do publicznej wiadomości zapisów z czarnych skrzynek. Do tej pory pojawiało się zbyt wiele niejednoznacznych sygnałów w sprawie wyjaśnienia przyczyn katastrofy. Co jakiś czas w mediach ukazywały się kolejne strzępy informacji na ten temat, z których próbowano poskładać całość. Z drugiej strony opinia publiczna zdecydowanie domagała się pełnej jawności w tej sprawie. Pokazywały to wszystkie publikowane sondaże. Dlatego z wizerunkowego punktu widzenia odtajnienie zapisów z czarnych skrzynek to dobra decyzja premiera.
Z kolei zamieszanie wokół Rady Bezpieczeństwa Narodowego może zaszkodzić obu stronom: i PO, i PiS. Z pewnością pojawią się oskarżenia pod adresem Bronisława Komorowskiego, że próbuje on wykorzystywać jej posiedzenia do prowadzenia swojej kampanii. Z drugiej strony odmowa udziału w jej posiedzeniu przez Jarosława Kaczyńskiego kolejny raz daje możliwość stawiania mu zarzutów, że jego przemiana w polityka koncyliacyjnego była nieprawdziwa. —js[/ramka]
[i]Masz pytanie, wyślij e-mail do autora: [mail=k.manys@rp.pl]k.manys@rp.pl[/mail][/i]