"Dlaczego im tak zależy na wysokiej frekwencji w wyborach? Bo chcą pochwalić się przed Właścicielami Innych Republik, że ich bydełko zostało sprawniej zagonione do urn. A kto głosuje - ten bierze na siebie odpowiedzialność za złodziejstwa i głupoty popełnione przez swoich wybrańców" - pisze na swoim profilu na Facebooku polityk Konfederacji.

Następnie Korwin-Mikke apeluje, by "nie słuchać tych, co mówią: 'Idźmy głosować, bo wysoka frekwencja dobrze o nas świadczy!'".

"Nie bądźmy baranami - bądźmy światłymi wyborcami. Przypominam: światły wyborca nie idzie głosować po to by zwiększyć frekwencję - tylko po to, by wygrał jego kandydat" - podkreśla.

Następnie Korwin-Mikke przytacza swój felieton z tygodnika "Angora", w którym tłumaczy jak za pomocą "parowania" można sprawić, iż absencja wyborcza nie wpłynie na wynik wyborów.

"Zamiast kłócić się z kolegami w pracy, sąsiadami, znajomymi, nawet z rodziną (moja siostra chce głosować na p. Rafała Trzaskowskiego – moja żona na JE Andrzeja Dudę...) trzeba się z nimi pogodzić. I zawrzeć obopólnie korzystny układ:
Ja daję słowo honoru, że nie pójdę głosować na mojego – ty dajesz słowo honoru, że nie zagłosujesz na swojego!" - pisze.

"Dzięki temu wynik będzie dokładnie taki sam – a oszczędzimy sobie trudów podroży do komisyj wyborczych, stania w kolejkach, zarażenia się gruźlicą, grypą, wirusowym zapaleniem wątroby, albo i tym mitycznym koronawirusem. Po co się narażać?" - pyta.

Sam Korwin-Mikke deklarował już, że nie weźmie udziału w II turze wyborów prezydenckich.

Przed I turą wyborów prezydenckich Korwin-Mikke proponował wyborcom Konfederacji, by ci namawiali wyborców Andrzeja Dudy i Rafała Trzaskowskiego do oddania w I turze głosu na Krzysztofa Bosaka - w zamian za to, że wyborca Konfederacji w II turze odda głos na popieranego przez nich kandydata.