Rząd chce skorzystać na aferze taśmowej PSL i przeforsować ustawę powołującą komitet nominacyjny przy premierze, który rekomendowałby kandydatów do rad nadzorczych państwowych spółek. Ludowcom się to nie podoba. Jak dowiedziała się „Rz", mają już prawie gotowy projekt ustawy o narodowej radzie powierniczej, która byłaby powoływana przez Sejm w celu obsadzania rad nadzorczych państwowych spółek.
– To będzie nasza odpowiedź na powrót PO do komitetu nominacyjnego – tłumaczy rzecznik PSL Krzysztof Kosiński. – Jeżeli Platforma zechce przeforsować ten projekt, to my przedstawimy własną, lepszą propozycję na obsadzanie rad nadzorczych.
Pomysł ludowców jest następujący: Sejm na początku kadencji wybiera członków narodowej rady powierniczej, którzy rekomendują kandydatów do rad nadzorczych kluczowych spółek państwowych.
Radę tworzyliby fachowcy nominowani przez wszystkie kluby, a jej skład odzwierciedlałby układ sił w Sejmie. PSL proponuje, by decyzje w radzie zapadały np. większością dwóch trzecich głosów, żeby uniknąć sytuacji, iż przedstawiciele koalicji rządzącej narzucaliby swoje decyzje personalne przedstawicielom opozycji. Rada kończyłaby swoją pracę wraz z końcem kadencji Sejmu.
– To lepsze rozwiązanie od tego, które przygotowuje PO – przekonuje Kosiński. – Bo przecież chyba lepiej, żeby nadzór właścicielski sprawowała instytucja zależna od władzy ustawodawczej, a nie od premiera.
PSL i PO chcą udawać, że państwowe spółki są obsadzane apolitycznie
Ludowcy jednak nie zamierzają wyrywać się ze swoją propozycją. Zgłoszą ją dopiero wówczas, gdy PO postanowi forsować komitet nominacyjny. A wiele wskazuje na to, że może dojść do tego już jesienią. Bo choć?to stary pomysł, to odżył po aferze z taśmami Władysława Serafina.
Czytaj więcej
Czy nabycie samochodu może być tak proste, jak zamówienie sprzętu online? O tym, jak wygląda transformacja tego sektora oraz jak należy odpowiedzie...
Ministerstwo Skarbu już w ubiegłej kadencji, wiosną 2011 r. przygotowało projekt ustawy o nadzorze właścicielskim, która m.in. powoływała komitet nominacyjny. Bez jego rekomendacji nie można by było zasiadać w radach nadzorczych kluczowych spółek Skarbu Państwa. Projekt nie został jednak uchwalony, przeszedł tylko przez pierwsze czytanie i utknął w Sejmowej Komisji Skarbu Państwa.
Ekspertom oba pomysły się?nie podobają. Grażyna Kopińska z programu Przeciw Korupcji Fundacji Batorego uważa, że ani komitet nominacyjny, ani rada powiernicza nie będą skutecznym lekiem na chorobę, która się nazywa „zatrudnianie kolesi w spółkach państwowych".
– Teoretycznie możemy założyć, że w takim gremium zasiądzie grupa wybitnych fachowców, praktyków ekonomii o wielkim autorytecie, którzy natychmiast zapomną, kto ich wybrał i w swoich decyzjach będą się kierowali wyłącznie dobrem państwa. Ale ja w to nie wierzę – mówi Kopińska.
Jeszcze ostrzej ocenia oba pomysły ekonomista Andrzej Sadowski z Centrum im. Adama Smitha. – Powoływanie takich instytucji to jest strata pieniędzy i rozmywanie odpowiedzialności – mówi. – Politycy chcą uciec od oskarżeń?o upolitycznienie państwowych spółek i wymyślają takie łamańce, żeby stworzyć wrażenie odpolitycznienia. A to przecież nieprawda.
W opinii Sadowskiego pomysł PSL jest jeszcze gorszy niż rządowy, bo zakłada wciągnięcie opozycji do podziału politycznych łupów. – W takiej sytuacji już nikomu nie będzie na rękę wyciąganie na jaw nieprawidłowości – mówi ekonomista. I?dodaje, że to jest model włoski, który – w jego opinii – ma charakter korumpujący opozycję.
Ale pomysł na istnienie podobnych instytucji nie jest polskim wynalazkiem. Komitety nominacyjne istnieją np. w Norwegii. Wybierają kandydatów na członków zarządu spółek Skarbu Państwa. Udział przedstawicieli państwa w takich komitetach jest proporcjonalny do udziału w akcjonariacie spółki. Ale instrukcje dotyczące polityki kadrowej wydaje Ministerstwo Handlu i Przemysłu, które sprawuje nadzór właścicielski. Osoby zasiadające w radach i zarządach muszą posiadać doświadczenie na danym rynku w sektorze prywatnym. Zarobki są podobne do rynku prywatnego.