W środę do holenderskiego Eindhoven dotarły pierwsze dwa samoloty z ciałami ofiar katastrofy malezyjskiego boeinga 777. W pociągu-chłodni wysłanym przez rebeliantów do Charkowa było ok. 200 ciał, nie wiadomo, czy odnaleziono już kolejne zwłoki. Premier Australii Tony Abbott wyraził wątpliwości w tym względzie, mówiąc, że we wraku wciąż może znajdować się nawet 80 ciał.
Wiele ciał jest w złym stanie, dlatego ich identyfikacja będzie możliwa dopiero po analizie DNA. Władze Malezji i Indonezji rozpoczęły zbieranie materiału genetycznego pochodzącego od członków rodzin ofiar.
Zagraniczni eksperci mogli pojawić się na miejscu tragedii dopiero po czterech dniach. W środę przedstawiciele misji obserwacyjnej OBWE potwierdzili, że dostęp do szczątków samolotu „jest już względnie dobry". Od początku tygodnia na miejscu pracują eksperci z Holandii i Malezji. Rebelianci przekazali im odnalezione wcześniej rejestratory danych lotu (tzw. czarne skrzynki). Malezyjczycy potwierdzili, że były nienaruszone i odesłali je do Wielkiej Brytanii.
Przesyłka dotarła już do Ośrodka Badania Wypadków Lotniczych (Air Accidents Investigation Branch – AAIB) w Farnborough, instytucji podległej Ministerstwu Transportu. Po skopiowaniu zawartości czarnych skrzynek, co powinno potrwać ok. 24 godzin, dane zostaną przeanalizowane. AAIB swoje wnioski przedstawi międzynarodowej komisji prowadzącej śledztwo w sprawie katastrofy.
Trwa zbieranie dokumentacji fotograficznej dokonanej przez dziennikarzy docierających w pierwszych godzinach po upadku samolotu, zanim wschodnioukraińscy rebelianci mogli usunąć lub przenieść jakiekolwiek jego części. Takie sugestie pojawiły się w mediach ukraińskich.
Justin Bronk, analityk wojskowy brytyjskiego Royal United Services Institute (RUSI), na podstawie zdjęć ocenił, że ślady uderzenia odłamków rakiety SA-11 sugerują, że eksplodowała ona w niewielkiej odległości, pod lewym skrzydłem boeinga 777.
Eksperci prowadzący ożywioną dyskusję w internecie potwierdzają, że już sam obraz podziurawionego odłamkami aluminiowego poszycia samolotu pozwala na wyciągnięcie daleko idących wniosków. Będą one jeszcze bardziej prawdopodobne, jeśli pokryją się z analizą zdjęć satelitarnych wskazujących miejsce wystrzelenia rakiety i miejsce jej eksplozji.
Ciągle nie wiadomo, czy uda się zebrać wszystkie przedmioty należące do pasażerów pechowego samolotu. Świadkowie potwierdzili, że w pierwszych godzinach po jego upadku na miejscu znajdowali się przypadkowi ludzie grzebiący w szczątkach. Istnieje podejrzenie, że wiele przedmiotów po prostu ukradziono.
Zdaje się to potwierdzać „rozkaz nr 432" wydany przez głównodowodzącego sił samozwańczej Donieckiej Republiki Ludowej, którego kopia pojawiła się w internecie. Igor Striełkow wzywa w nim „wszystkie osoby" do zwrotu przedmiotów znalezionych na miejscu upadku samolotu. Kuriozalne w „rozkazie" jest zdanie, że przedmioty cenne, wykonane z metali szlachetnych „zostaną przekazane na fundusz obrony DRL".