Tak można interpretować chociażby komentarz Jarosława Kurskiego na czołówce „Gazety Wyborczej". Tonacja pierwszej kolumny tego dziennika jest z pewnością żałobna. Ale kiedy przeczyta się tekst Kurskiego można odnieść wrażenie, że jest to żałoba spowodowana nie śmiercią pary prezydenckiej oraz pozostałych 94 pasażerów tupolewa, lecz działalnością PiS w sprawie wyjaśnienia przyczyn katastrofy.
Zastępca redaktora naczelnego „Wyborczej" właściwie nie formułuje żadnych zastrzeżeń do błędów (co najmniej błędów) popełnionych przez obóz władzy i instytucje państwa, nie odnosi się też do poczynań strony rosyjskiej, skutkujących raportem MAK czy podobnymi wrzutkami, atakuje natomiast formację Kaczyńskiego oskarżając ją – jakże to przewidywalne – o rozpętanie polskiego piekła.
To samo źródło wszelkiego zła wskazał w swoim felietonie na portalu Krytyka Polityczna (Dziennik Opinii) Cezary Michalski. Publicysta ten już przed 10 kwietnia 2010 roku kreślił manichejski obraz polskiej polityki, opowiadając się za sojuszem wszystkich sił światłości, takich jak PO i SLD, przeciwko ugrupowaniu ciemności – PiS.
Tym razem Michalski napisał o tym, że gdyby katastrofy nie było, to by partia Kaczyńskiego nie zyskała quasi-religijnego paliwa w postaci „religii smoleńskiej", a co za tym idzie – zniknęłaby ze sceny politycznej. W rezultacie – twierdzi publicysta – Platforma stałaby się rozsądną formacją konserwatywno-liberalną, która zagospodarowałaby prawicowy elektorat, a na jej głównego rywala wyrósłby jakiś sensowny lewicowy byt.
Michalski ubolewa, że do tego nie doszło. W swoim wywodzie jednak nie stroni od – delikatnie rzecz ujmując – przeinaczeń. Ot chociażby próbuje czytelnikom wmówić, że przed katastrofą Kaczyński był jeszcze umiarkowanym eurosceptykiem, a po niej stał się antyeuropejskim radykałem, napędzanym wrogimi świeckiej nowoczesności resentymentami. Tyle że fakty temu przeczą.