Reklama

Memches: Demaskatorzy „religii smoleńskiej”

W piątą rocznicę katastrofy smoleńskiej nie zabrakło w polskich mediach tekstów, które cały problem związany z tamtym wydarzeniem sprowadzają do obecności w życiu politycznym nad Wisłą Jarosława Kaczyńskiego i jego partii.

Aktualizacja: 10.04.2015 19:53 Publikacja: 10.04.2015 19:40

Memches: Demaskatorzy „religii smoleńskiej”

Tak można interpretować chociażby komentarz Jarosława Kurskiego na czołówce „Gazety Wyborczej". Tonacja pierwszej kolumny tego dziennika jest z pewnością żałobna. Ale kiedy przeczyta się tekst Kurskiego można odnieść wrażenie, że jest to żałoba spowodowana nie śmiercią pary prezydenckiej oraz pozostałych 94 pasażerów tupolewa, lecz działalnością PiS w sprawie wyjaśnienia przyczyn katastrofy.

Zastępca redaktora naczelnego „Wyborczej" właściwie nie formułuje żadnych zastrzeżeń do błędów (co najmniej błędów) popełnionych przez obóz władzy i instytucje państwa, nie odnosi się też do poczynań strony rosyjskiej, skutkujących raportem MAK czy podobnymi wrzutkami, atakuje natomiast formację Kaczyńskiego oskarżając ją – jakże to przewidywalne – o rozpętanie polskiego piekła.

To samo źródło wszelkiego zła wskazał w swoim felietonie na portalu Krytyka Polityczna (Dziennik Opinii) Cezary Michalski. Publicysta ten już przed 10 kwietnia 2010 roku kreślił manichejski obraz polskiej polityki, opowiadając się za sojuszem wszystkich sił światłości, takich jak PO i SLD, przeciwko ugrupowaniu ciemności – PiS.

Tym razem Michalski napisał o tym, że gdyby katastrofy nie było, to by partia Kaczyńskiego nie zyskała quasi-religijnego paliwa w postaci „religii smoleńskiej", a co za tym idzie – zniknęłaby ze sceny politycznej. W rezultacie – twierdzi publicysta – Platforma stałaby się rozsądną formacją konserwatywno-liberalną, która zagospodarowałaby prawicowy elektorat, a na jej głównego rywala wyrósłby jakiś sensowny lewicowy byt.

Michalski ubolewa, że do tego nie doszło. W swoim wywodzie jednak nie stroni od – delikatnie rzecz ujmując – przeinaczeń. Ot chociażby próbuje czytelnikom wmówić, że przed katastrofą Kaczyński był jeszcze umiarkowanym eurosceptykiem, a po niej stał się antyeuropejskim radykałem, napędzanym wrogimi świeckiej nowoczesności resentymentami. Tyle że fakty temu przeczą.

Reklama
Reklama

Weźmy na przykład wystąpienie prezesa PiS na XXI Forum Ekonomicznym w Krynicy we wrześniu 2011 roku. Kaczyński opowiadał się tam za „eurorealizmem" i wzmocnieniem Unii Europejskiej w obliczu rozmaitych zewnętrznych zagrożeń. Wskazywał konieczność utworzenia europejskich sił zbrojnych.

Podobnych wypowiedzi tego polityka wygłoszonych w ciągu ostatnich pięciu lat można byłoby znaleźć więcej. Ale po co? Zamiast argumentów wystarczy teza, która zredukuje obraz polskiej rzeczywistości do klarownego podziału na „my" i „oni".

Piąta rocznica Smoleńska to przecież sposobna okazja do manichejskich obrzędów. Najczęściej słyszymy, że odprawiają je zwolennicy pośmiertnego kultu Lecha Kaczyńskiego i rozmaitych smoleńskich teorii spiskowych – że tylko oni dzielą Polaków. Tyle że warto też zwrócić uwagę na to, co robi strona przeciwna. A ta unika niuansów i kreuje prezesa PiS na diabła polskiej polityki. Bo w gruncie rzeczy demaskatorzy „religii smoleńskiej" – tacy jak Kurski czy Michalski – sami mają w sobie coś z „kapłanów".

Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Wydarzenia
Totalizator Sportowy ma już 70 lat i nie zwalnia tempa
Polityka
Andrij Parubij: Nie wierzę w umowy z Władimirem Putinem
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama