Reklama

Tajemnice zmarłego

Coraz częściej rodziny proszą o wykonanie sekcji zwłok bliskiej osoby, bo nie mogą pogodzić się z jej śmiercią – mówi prof. Andrzej Marszałek, patomorfolog.

Aktualizacja: 11.01.2021 20:31 Publikacja: 11.01.2021 18:30

Prof. Andrzej Marszałek, patomorfolog

Prof. Andrzej Marszałek, patomorfolog

Foto: Fotorzepa, Robert Gardziński

Kiedyś sekcje zwłok wykonywało się rutynowo przy każdej śmierci w szpitalu. Dzisiaj przeprowadza się je rzadko. Dlaczego?

Przepis sprzed II wojny światowej mówił, że sekcja zwłok musi być wykonana u każdego pacjenta zmarłego w szpitalu. 30 lat temu te przepisy uległy poluzowaniu i bada się tylko niektóre osoby. W ujęciu lekarskim sekcja zwłok jest jednak ostatnią możliwością klinicznego zbadania pacjenta. Są w tej chwili choroby nowe i choroby stare, które mogą dawać inne objawy ze względu na to, jak są leczone, i nie wszystko, co zapisano w książkach, przystaje do obecnego świata. Sekcja daje możliwość zrozumienia procesu chorobowego, a czasem zdiagnozowania pacjenta. W ciągu ostatnich 30 lat 80 chorób zostało zdiagnozowanych na nowo dzięki badaniu sekcyjnemu.

Dziś o zgodę na wykonanie sekcji lekarze proszą rodzinę. Czy to wymóg formalny?

Zgodnie z prawem nie trzeba pytać rodziny o taką zgodę. To raczej gest wobec bliskich zmarłego. Zwłoki należą do państwa. Z chwilą śmierci pacjent znika w systemie NFZ, bo jego PESEL ulega zniwelowaniu. Według prawa zwłoki są rzeczą. Fakt niezgody na sekcję zwłok może wynikać z niezrozumienia jej istoty. To nie tylko fakt otwarcia jam ciała, by zrozumieć, co w nim jest, a czego nie ma, a takie samo badanie kliniczne jak badanie fizykalne, radiologiczne czy możliwość pobrania materiału do dalszych badań. Rodzina może obawiać się tego, jak zwłoki wyglądają po sekcji, że są naruszone. Cała nauka – tanatologia – zajmuje się tym, jak przygotować ciało do pochówku, co zrobić, by przypominało osobę za życia. Z doświadczenia wiem, że jeżeli rodzina zrozumie powód wykonania sekcji zwłok, to raczej się na nią zgodzi. Ostatnio zauważamy, że coraz częściej rodziny same proszą o jej wykonanie.

Chcą odkryć przyczyny zgonu, czy podejrzewają błąd lekarski?

Reklama
Reklama

Dzieje się tak wówczas, gdy bliscy nie mogą pogodzić się ze śmiercią członka rodziny i chcą udowodnić, że doszło do niej w związku z błędem leczącego i uzyskać zadośćuczynienie finansowe.

Można sobie zażyczyć sekcji?

Nie, chyba że osoba zmarła zapisała wcześniej w dokumentach, że oddaje swoje ciało nauce. Nie ma możliwości, by rodzina w jakikolwiek sposób wymusiła wykonanie sekcji zwłok, jeśli nie ma przesłanek medycznych. Jeżeli mamy ponad 100-letniego pacjenta, który od wielu lat choruje na rozsiany nowotwór, to jego śmierć jest zgonem spodziewanym, a nie żadnym zaskoczeniem. Trzeba pamiętać, że badanie sekcyjne jest wykonywane z poszanowaniem godności człowieka. Otwarcie powłok i jam ciała wymaga zastosowania narzędzi, by dostać się do środka, a narządy należy zbadać, pokroić, pobrać wycinki i na końcu zwłoki uporządkować i przygotować do pochówku w taki sposób, by, zgodnie ze zwyczajami panującymi w polskim kręgu kulturowym można je było okazać rodzinie. Podczas badania sekcyjnego najpierw przeprowadza się oględziny zewnętrzne, które pozwalają ujawnić ślady związane z działalnością medyczną, a następnie otwiera się czaszkę, klatkę piersiową i jamę brzuszną. Techniki są różne, ale celem jest sprawdzenie, czy są widoczne zmiany mogące ewentualnie doprowadzić do jego zgonu.

Czy w dobie diagnostyki obrazowej podczas sekcji zwłok lekarzom zdarza się odkryć coś, czego się nie spodziewali?

To wciąż się dzieje. I często pozwala chronić żywych. Dzięki badaniu sekcyjnemu okazało się, że stosowanie chemio- albo radioterapii może spowodować drugi wtórny nowotwór nawet po 30 latach. To taki, którego wystąpienie można połączyć z terapią zastosowaną nawet kilkadziesiąt lat wcześniej. Załóżmy, że 15 lat po terapii raka piersi u pacjentki pojawił się mięsak kości – nie wznowa, ale zupełnie inna choroba. O tym się nie mówi, ale np. dzieci, u których udało się wyleczyć nowotwór złośliwy za pomocą radio- lub chemioterapii, są populacją, u której jest dużo wyższe ryzyko wystąpienia za kilkanaście–kilkadziesiąt lat kolejnego nowotworu.

Prof. Andrzej Marszałek, konsultant krajowy w dziedzinie patomorfologii, prezes Polskiego Towarzystwa Patologów

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama