Lieberman skomentował w ten sposób protesty do jakich doszło w północnym Izraelu, po tym jak w ubiegłą środę Donald Trump uznał w imieniu USA Jerozolimę jako stolicę Izraela.

Minister obrony ocenił, że uczestnicy tych protestów "powinni być zbojkotowani". - Muszą zrozumieć, że nikt ich tu nie chce, nie są częścią nas - powiedział minister w rozmowie z jedną ze stacji radiowych. Lieberman dodał, że mieszkańcy rejonu Wadi Ara "nie mają związków z tym państwem (Izraelem - red.)".

- Zbojkotujmy region Wadi Ara. Nie jeździjcie tam, nie róbcie tam zakupów. Oni muszą zrozumieć, że nie można demonstrować pod flagami Hezbollahu, flagami Palestyny i ze zdjęciami (lidera Hezbollahu Hassana) Nasrallaha. Nie można przyjmować miliardów z Narodowego Instytutu Ubezpieczeń (odpowiednik polskiego ZUS) i jednocześnie niszczyć nas od wewnątrz - mówił minister.

Na pytanie czy jego słowa dotyczą wszystkich mieszkańców regionu Lieberman odpowiedział: - Widziałem tysiące na pogrzebach terrorystów. Słyszałem kazania w meczetach, kazania, w których podżegano do przemocy.

Z kolei minister edukacji Naftali Bennett stwierdził, że "izraelscy Arabowie nie powinni testować cierpliwości" rządu.

W środę prezydent USA Donald Trump ogłosił decyzję o uznaniu przez jego kraj Jerozolimy za stolicę Izraela; zapowiedział też przeniesienie amerykańskiej ambasady z Tel Awiwu do Jerozolimy.

Wspólnota międzynarodowa nie uznaje Jerozolimy za stolicę Izraela, a prawie 90 ambasad mieści się w Tel Awiwie. Izrael kontroluje całe miasto od 1967 roku, gdy w trakcie wojny sześciodniowej zajął wschodnią jego część.