Susan Braudy oskarżyła Douglasa o to, że sposób w jaki ją traktował sprawił, że czuła się "upokorzona". Kobieta twierdzi, że aktor miał w jej obecności dopuścić się "aktu seksualnego".

- To całkowite kłamstwo, sfabrykowane informacje, nie ma w tym ani krzty prawdy - skomentował aktor na 10 dni przed publikacją wyznania Braudy w "The Hollywood Reporter".

Braudy pracowała dla firmy Douglasa Stonebridge Productions w drugiej połowie lat 80-tych. Michael Douglas miał używać przy kobiecie wyrażeń o podtekście seksualnym, w tym otwarcie mówić o romansach pozamałżeńskich.

Kobieta oskarżyła Douglasa również o to, że ten komentował wygląd części jej ciała - przez co zaczęła do pracy chodzić w luźnych, czarnych ubraniach.

Najpoważniejsze z oskarżeń dotyczy sytuacji, w której Douglas miał masturbować się w jej obecności podczas spotkania w jego mieszkaniu w 1989 roku.

- Zrozumiałam wtedy, że mógłby zrobić wszystko co chciał, ponieważ był znacznie potężniejszy ode mnie - powiedziała dodając, że cała sytuacja sprawiła, iż "poczuła się upokorzona".

W 1989 roku Braudy zakończyła pracę dla Douglasa.

Sam aktor zapewniał wcześniej, że "nie ma żadnych trupów w szafie". Dodał, że nie ma żadnych dowodów przeciwko niemu.

Odpowiadając na pytanie, dlaczego mówi o wszystkim dopiero teraz, Braudy podkreśliła, że "potrzebowała 30 lat i ruchu (#metoo), żeby zdobyła się na odwagę".