Reklama
Rozwiń
Reklama

Prywatnym wejściem do Feminy

Działka pod kinem i główny hol wróciły do spadkobierców dawnego właściciela. Ci zapewniają, że nie odetną widzów od sal projekcyjnych

Publikacja: 21.01.2008 00:11

Prywatnym wejściem do Feminy

Foto: Rzeczpospolita

Femina, jedno z najstarszych stołecznych kin, mieści się na parterze przedwojennego budynku przy al. Solidarności 115. Jesienią Naczelny Sąd Administracyjny przyznał spadkobiercom byłego właściciela prawo do gruntu.

Decyzją sądu odzyskali też połowę budynku ze 100 mkw. holu kina prowadzącego do sal projekcyjnych. Działka i fragment kamienicy zostały im właśnie zwrócone.

Szefostwo Feminy nową sytuacją jest zaniepokojone. – Bez holu kino nie ma wejścia od al. Solidarności – tłumaczy Edward Durys, kierownik kina. Tomasz Jagiełło, prezes Centrum Filmowego Helios, dzisiejszego operatora kina, uspokaja: – Femina będzie działała normalnie. Podpisaliśmy już z nowym właścicielem umowę najmu na czas nieokreślony.

Spadkobiercy zaś podkreślają, że kino będą chcieli utrzymać także wtedy, gdy przejmą całą nieruchomość. Sprawa dotycząca odzyskania drugiej połowy kamienicy nadal jest w sądzie.

Janina Trepczyńska, wnuczka Dawida Bachracha, który na mocy dekretu Bieruta kino stracił, akcentuje rodzinne dziedzictwo. – Mój dziadek był kamienicznikiem, dziś powiedziałoby się: deweloperem – wspomina. – Przed wojną zbudował ten budynek z mieszkaniami i kinem. Naszym rodzinnym obowiązkiem jest zachowanie funkcji tego miejsca.

Reklama
Reklama

Trepczyńska dodaje, że przed kilkoma laty proponowali Max-Filmowi, który kinem zarządzał, by odkupił roszczenia do działki. Nie spotkało się to jednak z zainteresowaniem. – A szkoda. To było dobre rozwiązanie – wzdycha dziś Lech Jaworski, nowy prezes Max-Filmu. – W przypadku kina Wisła, o którego budynek również upominają się dawni właściciele, chcemy roszczenia wykupić.

Max-Film zarządzał Feminą od 1958 r. Najpierw jako firma państwowa, po przekształceniu jako spółka samorządowa. Zamierza się domagać od przyszłych właścicieli zwrotu m.in. nakładów poniesionych na generalny remont kina w latach 1994 – 1996. Kosztem 2 mln dol. zmieniono jednosalowe kino w najnowocześniejszy wtedy czterosalowy kompleks z barami i przestronnymi holami.

Spółka czeka teraz na zakończenie sprawy spadkowej. – Zarząd rozważy ubieganie się o zwrot nakładów w momencie ustalenia nowego właściciela nieruchomości – mówi Katarzyna Kostro reprezentująca Max-Film.– Decydując się na remont, zarządca miał świadomość, że od 1991 r. zabiegamy o odzyskanie budynku – zaznacza Trepczyńska. – Poza tym taka inwestycja zwraca się w kilka lat.

Dyskusja na temat tekstu na blog.rp.pl/warszawa

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama