Wałęsa w Radiu Zet zadeklarował, że ma 25 takich koszulek. Dodał, że miał 50, ale 25 rozdał.
Wałęsa podkreślił, iż jest przekonany, że w tej sprawie to on ma rację. - Ja bywałem w podobnych sytuacjach jak jego brat Lech i zawsze kapitan pytał się: „Proszę pana, mamy taki i taki stan. Co robimy?”. Oczywiście kapitan podejmuje decyzje, pilot, ale jednak można zasugerować, można też zabronić, zakazać. I takie decyzje powinien był podjąć któryś z Kaczyńskich - stwierdził.
Zdaniem Wałęsy dowód na to, że to Jarosław Kaczyński kazał lądować w Smoleńsku, jest "na taśmie", na której znajduje się zapis ostatniej rozmowy braci Kaczyńskich, do której doszło tuż przed katastrofą. Na uwagę, że takiej taśmy nie ma, były prezydent stwierdził, iż "to znaczy, że (ją) skradziono".
Wałęsa zapowiedział też, że odwoła się od decyzji sądu I instancji w tej sprawie do sądu apelacyjnego.
- Ja go (Kaczyńskiego) kocham jako człowieka. Tylko nie pozwolę na to, by oszustwo zwyciężało i by łamano prawo i zasady. Na to nigdy nie pozwoliłem i nie pozwolę - zapowiedział były prezydent.
Wałęsa stwierdził też, że gdyby "on czy ktokolwiek inny był na miejscu braci Kaczyńskich" 10 kwietnia 2010 roku, wówczas "nie podjąłby w ogóle takich decyzji, samolot by nie wystartował, a na pewno by nie wylądował w takim miejscu". - I dlatego nie byłoby tego nieszczęścia, gdyby ktoś odpowiedzialny był na ich miejscu - dodał.