[b]Rz: Jest pani zadowolona ze sposobu wprowadzania obniżenia wieku szkolnego?[/b]

[b]Katarzyna Hall, minister edukacji:[/b] Jestem zadowolona z zapisów, jakie mamy teraz w przyjętej przez Sejm ustawie o systemie oświaty.

[b]Z tego, że sześciolatki nie muszą obowiązkowo od września iść do szkoły, też?[/b]

Od początku było moją intencją, by to rodzice mieli prawo wyboru, czy posłać sześciolatka do szkoły, czy nie. W pierwotnych zapisach, które obejmowały dzieci obowiązkiem szkolnym według wyznaczonego kalendarza, i tak rodzice mogli decydować, czy przyspieszyć posłanie dziecka do szkoły, czy też opóźnić. Wersja ostateczna jeszcze bardziej akcentuje, że niczego rodzicom przez trzy kolejne lata nie nakazujemy. A obowiązkowe obniżenie wieku szkolnego wchodzi w życie, tak jak było planowane, w 2012 roku.

[b]Skoro od początku taka była pani intencja, to czemu ten zapis pojawił się dopiero po ogłoszeniu przez premiera Donalda Tuska, że z powodu szukania oszczędności w budżecie przesuwa rozpoczęcie reformy na 2010 rok?[/b]

Premier powiedział, że warto przesunąć środek ciężkości reformy. I jest to przesunięcie środka ciężkości. Chodzi też o to, że poprzednie zapisy nakładały na samorządy obowiązek związany z utworzeniem w szkołach już w tym roku pewnej liczby miejsc dla sześciolatków. Rząd przewidywał wsparcie finansowe dla samorządów – 347 mln zł. Skoro tyle pieniędzy nie będzie, uznaliśmy, że nie można nakładać na samorządy tego obowiązku.

[b]Czyj to był pomysł, by zaoszczędzić na sześciolatkach?[/b]

Nie była to moja inicjatywa. Mam jednak pełne zaufanie do ministra finansów, jeśli mówi, że nie można teraz zaplanować wydania takiej kwoty. Staramy się obecnie szukać innych źródeł wsparcia samorządów. Z powodu różnic kursowych MEN ma

40 mln euro, które można przeznaczyć na zakup specjalistycznego sprzętu dla szkół. Pracujemy wraz z Ministerstwem Rozwoju Regionalnego nad możliwością przekazania tych pieniędzy samorządom na doposażenie szkół, do których trafią sześciolatki.

Autopromocja
LOGISTYKA.RP.PL

Branża, która napędza polską gospodarkę

CZYTAJ WIĘCEJ

[b]Jeszcze kilka tygodni temu posłanie sześciolatków do szkół było dla rządu ważne. Minister Michał Boni mówił „Gazecie Wyborczej”, że „sześciolatki muszą iść do szkół”, bo to „element polityki rynku pracy, bez tego nie będzie miał kto zarabiać na nasze emerytury”. Co się stało, że nie jest to już tak znaczące dla gospodarki?[/b]

Z panem premierem, ministrem finansów i ministrem Michałem Bonim rozmawiam osobiście. Rząd solidarnie postanowił, że na pewne wydatki państwa polskiego dziś może nie być stać.

[b]Publicznie toczyła się dyskusja, że posłanie sześciolatków do szkół jest ważne, więc pytam, dlaczego teraz się mówi, że można to odłożyć.[/b]

Ależ tego nikt nie powiedział! Wprowadzamy sześciolatki do szkół od września 2009 roku, z tym że tempo tej zmiany dostosowujemy do możliwości finansowych samorządów i budżetu państwa.

[b]Rodzice niepokoją się, że nie będą mieli wyboru i będą musieli posłać sześciolatki do szkół, bo samorządy likwidują zerówki w przedszkolach.[/b]

W wielu samorządach przeprowadzenie tzw. zerówek do szkół nastąpiło już jakiś czas temu, niezależnie od reformy.

[b]Tyle że w ustawie jest zapis, iż pięciolatki mają prawo do miejsca w przedszkolu. To nakłada na samorządy obowiązek przygotowania dla nich miejsc.[/b]

Tego nie powoduje ustawa, lecz polityka samorządu, który przenosi zerówki do szkół, by tworzyć miejsca dla młodszych dzieci. Trzeba to robić, bo jesteśmy na ostatnim miejscu w Europie pod względem odsetka dzieci, które chodzą do przedszkola.

[b]Nie obawia się pani, że reforma traci walor wyrównywania szans? Może się zdarzyć, że nawet w tej samej szkole jedne sześciolatki w pierwszej klasie będą się uczyły czytać i pisać, a te w zerówce układać z patyczków zbiory.[/b]

Dzieci rozwijają się w różnym tempie. Nie zmienimy faktu, że część pięciolatków zaczęła w tym roku chodzić do przedszkola, a część nie. W przyszłym roku chcemy zagwarantować miejsca w przedszkolach dla pięciolatków tym wszystkim rodzicom, którzy uważają, że warto, by ich dzieci jako sześciolatki poszły do szkół. W tym momencie nastąpi wyrównanie szans.

[b]Ustawa czeka na podpis prezydenta, który zapowiedział, że może ją zawetować, jeśli uzna, że doprowadzi do decentralizacji oświaty.[/b]

Pan prezydent wyrażał swoje wątpliwości jeszcze przed debatą parlamentarną. W trakcie prac nad projektem nastąpiło wiele zmian, na przykład samorządy będą mogły przekazywać fundacjom i stowarzyszeniom tylko małe szkoły, i to za zgodą kuratora. Jestem przekonana, że pan prezydent do tej ustawy podejdzie merytorycznie. Jest w niej bardzo wiele wartościowych rozwiązań, na przykład możliwość tworzenia oddziałów międzynarodowych. Uwzględniliśmy też wiele uwag opozycji.

[b]Pamięta pani jakąś uwzględnioną uwagę PiS?[/b]

PiS cały czas sugerował złagodzenie sformułowań dotyczących posłania sześciolatków do szkół i tak się stało.

[b]To była poprawka PO. Podczas prac Sejmowej Komisji Edukacji przyjmowano z reguły poprawki Platformy i Lewicy.[/b]

Posłowie PiS też brali udział w dyskusji. Niektóre głosy były konstruktywne, na przykład jak zorganizować dowóz uczniów niepełnosprawnych do szkół.

[b]Spotka się pani z prezydentem?[/b]

Miałam okazję widzieć się z panem prezydentem podczas powołania ministra sprawiedliwości Andrzeja Czumy. Zapewniłam wtedy, że jestem do dyspozycji, jeżeli tylko będzie chciał, by przybliżyć mu szczegóły dotyczące tej ustawy.