Gdyby wybory prezydenckie odbyły się w najbliższą niedzielę, Bronisław Komorowski zdobyłby w nich 50 proc. głosów – wynika z najnowszego sondażu GfK Polonia dla "Rz".

Kandydatowi PO nie zaszkodziły medialne doniesienia o zamiłowaniu do polowań, kontrowersyjne wypowiedzi członków jego komitetu honorowego ani zaprezentowana przez niego samego ocena powodzi – pytany o wysoką wodę odpowiedział, że "ma to do siebie, że się zbiera i stanowi zagrożenie, a potem spływa do Bałtyku". Po tym zdaniu nadano mu nawet złośliwy przydomek Hydrolog.

Okazuje się jednak, że poparcie dla Komorowskiego rośnie – jest o 2 pkt proc. wyższe niż przed tygodniem ("Rz" będzie przeprowadzać sondaże prezydenckie co tydzień przez całą kampanię). Kandydat PO zaczął oddalać się w notowaniach od głównego konkurenta – prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego, którego poparcie pozostało na poziomie 30 proc.

Trzeci jest lider SLD Grzegorz Napieralski z 5 proc. głosów.

[srodtytul]Wielki nieobecny[/srodtytul]

– Widać, że ludzie doskonale znają kandydatów. I wielu z nich docenia zalety marszałka Komorowskiego – komentuje sondaż poseł PO Andrzej Halicki.

PiS ma nadzieję na odrobienie strat. – Nasz kandydat na dobre jeszcze nie rozpoczął kampanii, ale wkrótce będzie bardziej aktywny i wtedy poparcie dla niego urośnie – twierdzi Jan Dziedziczak (PiS).

Eksperci twierdzą, że na wynik ma wpływ taktyka Kaczyńskiego – nieobecność w kampanii. Dotąd wywiadów udziela bowiem oszczędnie i nie bywa na konferencjach prasowych.

– Na początku był to strzał w dziesiątkę, bo pozwolił pokazać kandydata PiS w nieco innym, spokojniejszym świetle – ocenia politolog Wojciech Jabłoński z Uniwersytetu Warszawskiego. – Jednak nie może być tak, że kandydat przez całą niemal kampanię się nie pokazuje, bo może mu to tylko zaszkodzić.

Autopromocja
Bezpłatny e-book

WALKA O KLIMAT. Nowa architektura energetyki

POBIERZ

Zdaniem Jabłońskiego wystąpienia Kaczyńskiego w najbliższych dniach mogą być kluczowe dla kampanii. Szef PiS ma rozpocząć kampanię w sobotę w stolicy. – Jeśli zaskoczy wyborców czymś pozytywnym, to może ponownie zacząć zyskiwać. Jak nie, to nadal będziemy tkwili w tym wyborczym impasie – prorokuje.

Politolog Rafał Chwedoruk z Uniwersytetu Warszawskiego nie spodziewa się przełomu przed pierwszą turą. Jego zdaniem Kaczyński zmobilizował już niemal cały swój elektorat. – Podobnie jest z Bronisławem Komorowskim, na którego chcą głosować ci wyborcy, którzy boją się prezesa PiS – zaznacza Chwedoruk. – Efekt: do poważnych zmian w sondażach może dojść jedynie w przypadku jakiegoś rażącego błędu, zaliczenia bardzo spektakularnej wpadki przez którąś ze stron.

[srodtytul]Wojna pozycyjna[/srodtytul]

Do tej pory obaj kandydaci są jednak bardzo ostrożni. – Tegoroczna kampania przypomina I wojnę światową po bitwie nad Marną – ocenia Chwedoruk. – Obie strony wiedzą, że nie ma się co rzucać do szaleńczej szarży, tylko lepiej okopać się na z góry upatrzonych pozycjach. Dlatego nie spodziewałbym się żadnych szaleńczych ataków przed pierwszą turą wyborów. Ewentualna kampania negatywna na dużą skalę może pojawić się dopiero przed drugą turą.

[srodtytul]Dogrywka dla kandydata PO[/srodtytul]

Platforma marzy o szybkim zwycięstwie. – Zrobimy wszystko, by Komorowski zwyciężył już w pierwszej turze – zapowiada Halicki. – Uniknęlibyśmy problemów z głosowaniem podczas wakacji oraz zaoszczędzilibyśmy sporo pieniędzy.

Obaj politolodzy nie wierzą w takie rozstrzygnięcie wyborów prezydenckich. Chwedoruk uważa, że skoro PO zawsze jest nieco przeszacowana w sondażach, to z Komorowskim może być podobnie. Jabłoński dodaje, że sondaże prognozują dużą frekwencję.

– W rzeczywistości nieco mniej ludzi pójdzie głosować, co bardziej odbije się na wyniku kandydata PO niż PiS – zauważa. – Gdyby Komorowski miał wygrać już w pierwszej turze, to w sondażach musiałby notować poparcie grubo powyżej 50 proc.

Na razie druga tura nie pozostawia kandydatowi PiS żadnych złudzeń. W naszym sondażu Komorowski bije w takim starciu Kaczyńskiego na głowę stosunkiem głosów 60 do 34 proc.