– Jeśli ktoś mnie zapyta, kim jest Józef Oleksy, odpowiem: to polski lewicowy polityk starszo-średniego pokolenia – podkreślał wczoraj w Radomiu Jarosław Kaczyński.
Przyjaznych gestów pod adresem SLD było więcej. Prezes PiS przypomniał, że w katastrofie pod Smoleńskiem zginęli także wybitni politycy tej formacji, zwrócił uwagę na bliskość PiS i Sojuszu w wielu sprawach społecznych.
– Można się radykalnie nie zgadzać, ale rozmawiać z nimi będę. Różne były czasy, ale jeśli sobie tego nie zapomnimy, będzie źle. A ja chcę, żeby było dobrze – mówił.
Dostało się za to PO. Kaczyński, odnosząc się do pomysłu komercjalizacji szpitali, użył słów „radykalny liberalizm”.
Czy przyjazne gesty wobec SLD przyniosą skutek? – Wątpię. Jarosław Kaczyński byłby o wiele bardziej wiarygodny, gdyby kilka miesięcy temu odciął się od swoich słów o powiązaniu Sojuszu ze światem przestępczym – twierdzi prof. Wawrzyniec Konarski.
Innego zdania jest dr Rafał Chwedoruk: – Jakiś procent wyborców Grzegorza Napieralskiego mógłby poprzeć Kaczyńskiego. Wydaje się jednak, że PiS bardziej chodzi o zdemobilizowanie elektoratu lewicy, pokazanie, że nie warto głosować na PO.
Tymczasem PiS przed drugą turą przygotowuje prawdziwą ofensywę w terenie. „Rz” dotarła do esemesów, które trafiły do parlamentarzystów tego ugrupowania. Politycy z władz klubu informują w nich o obowiązku zaangażowania się w kampanię prezydencką.
Jak ustaliliśmy, od najbliższego poniedziałku podzieleni na kilkunastoosobowe zespoły parlamentarzyści PiS mają jeździć po kraju. – Już wcześniej podczas wizyt Jarosława Kaczyńskiego w regionie towarzyszyli mu wszyscy lokalni posłowie partii. Teraz będziemy docierać do tych regionów, do których siłą rzeczy nie da rady dojechać nasz kandydat – tłumaczy „Rz” członek władz PiS.
– Zaangażowanie wszystkich polityków w kampanię to standard. Osoby z pierwszych stron gazet mogą doskonale zjednać ludzi ze środowisk, których problematykę znają – komentuje dr Chwedoruk.