[b]Rz: Która partia po tych wyborach samorządowych ma mocną pozycję w walce o Sejm?[/b]
Dr Artur Wołek, politolog: Na pewno Platforma. Ale te wybory pokazały też, że układ dwubiegunowy PO – PiS się rozpadł.
[b]Dlaczego?[/b]
PO wygrała tylko tam, gdzie miała wyraźnego rywala z innej partii. Tak było choćby w Lublinie (PiS – red.). Elektorat reagował na znaczek PO, gdy kontrkandydatem był PiS. Potwierdza to też wysoka frekwencja na wschodzie w wyborach do sejmików. Tam PiS jest silny i to mobilizowało zwolenników PO.
[b]Czyli siła PO tkwi w PiS?[/b]
Tak, bo Platforma może się przedstawiać jako wiarygodna zapora przeciwko PiS. W drugiej turze wyborów, gdy zagrożenia PiS poza Lublinem nie było, wielu wyborców Platformy zagłosowało na tych, którzy się przedstawiali jako niezależni.
[b]PO próbowała wykorzystać tę potrzebę apolityczności. [/b]
Ale mimo hasła: z dala od polityki, przegrała tam, gdzie byli kandydaci niezależni, którzy od polityki dystansowali się jeszcze bardziej. Poza tym to hasło miało przeciwstawić PO Jarosławowi Kaczyńskiemu z jego silnym przekazem politycznym. To ostatnie takie zwycięstwo oparte na przesłaniu negatywnym.
[b]PO wyciągnie wnioski? [/b]
Myślę, że tak. Politycy z Platformy powinni znaleźć inny niż straszenie PiS pomysł na kampanię.
[b]Minister kultury Bogdan Zdrojewski w rozmowie z „Rz” oburza się na to, że jego partia ciągle musi się tłumaczyć z niskich wyników, mimo że wygrywa wybory... [/b]
Wśród lokalnych polityków PO widać jednak zawód. Mówią, że dostali na jakimś szczeblu 40 proc., a na innym – nie. Skala oczekiwanego sukcesu rozminęła się z wynikami. A następnego takiego sukcesu nie będzie, jeśli przestaje działać straszak PiS. Bo SLD już takim straszakiem nie jest. W Zielonej Górze czy Częstochowie kandydaci PO przegrali z lewicowymi. Logika konfliktu z PiS nie przekłada się na walkę z innymi.
[b]W Łodzi Zdanowska wygrała z kandydatem SLD. [/b]
Tak, ale tam uzyskała szerokie poparcie innych kandydatów, także z PiS.
[b]Prawdziwym przegranym jest chyba partia Jarosława Kaczyńskiego. [/b]
W liczbach bezwzględnych ta przegrana nie jest aż tak duża. Zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę wyniki wyborów do sejmików – jako prognostyk parlamentarnych. Ale katastrofalnie wygląda wynik PiS w średnich i dużych miastach. Poza Radomiem nie znalazłem miasta powyżej 100 tys. mieszkańców, w którym byłby prezydent związany z Prawem i Sprawiedliwością. Nawet jeśli było tych kilkudziesięciu kandydatów z PiS w drugich turach, to żaden nie zbliżył się do 50 proc. PiS jest w niszy.
Dość dużej, ale trudno będzie z niej wyjść.
[b]Wiceprezes PiS Adam Lipiński winą za porażkę obarcza rozłamowców. I sugeruje, że to tylko przejściowe kłopoty. [/b]
Zdziwiłbym się, gdyby były przejściowe. Nic nie wskazuje na to, by PiS był w stanie odzyskać tych, którzy zagłosowali na Jarosława Kaczyńskiego podczas ostatnich wyborów prezydenckich. Wygląda na to, że siły witalne z PiS odpłynęły. Rozłam był przejawem dekadencji, a nie przyczyną złego wyniku. Ciekawe będzie, czy PiS uda się w jakimś rozpoznawalnym miejscu wejść do koalicji.
[b]A co z SLD? [/b]
Zyskał. Okazał się bardziej akceptowalny dla ludzi niegłosujących na PO. Mógł przejąć część dawnego elektoratu Jarosława Kaczyńskiego. Tego o wrażliwości socjalnej.
[b]Jak to wpływa na szanse nowych inicjatyw, np. Polska Jest Najważniejsza?[/b]
Jeśli organizacji Joanny Kluzik-Rostkowskiej uda się przedstawić jako ogólnopolski odpowiednik Rafała Dutkiewicza i Ryszarda Grobelnego, ma szansę na kilkanaście procent.
[b]Jak można być niezależnym i apolitycznym, jednocześnie należąc do partii, jaką pewnie stanie się PJN?[/b]
Można się przedstawiać tak: jesteśmy fachowcami, jedliśmy chleb z niejednego pieca, ale jesteśmy kompetentnymi specjalistami od zarządzania.
[b]A Janusz Palikot też ma szansę jeszcze na taki wizerunek? [/b]
Miałby. Ale nazbyt zaangażował się w walkę z Kościołem. I teraz trudno będzie mu się przedstawić jako technokrata.