Liczący 71 stron protokół z ponadrocznych prac komisji szefa MSWiA Jerzego Millera trafił do Internetu. Wraz z nim siedem załączników (nie upubliczniono tylko jednego – opisującego m.in. charakter obrażeń ofiar katastrofy smoleńskiej).
Na upublicznienie dokumentów dotyczących badania przyczyn wypadku pod Smoleńskiem zgodę wyraził premier Donald Tusk.
Z protokołu wypadło jedno zdanie
– Protokół jest spójny z ujawnionym wcześniej raportem – mówi "Rz" Małgorzata Woźniak, rzecznik MSWiA.
Płk Mirosław Grochowski, wiceszef komisji, w rozmowie z "Rz" podkreśla: – Zgodnie z procedurami komisja kończy pracę po opracowaniu protokołu wraz załącznikami, ujawniony w lipcu raport był zrobiony dodatkowo.
Protokół w pierwszej kolejności trafił m.in. do Ministerstwa Obrony Narodowej i Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie, prowadzącej śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej.
Śledczy i resort mieli dwa tygodnie na przedstawienie swoich poprawek.
– Taka jest procedura – tłumaczy Grochowski. – Tylko prokuratura zaznaczyła, że dla dobra śledztwa z protokołu powinno być usunięte jedno zdanie, i tak też się stało.
Nie wiadomo, czego dotyczył usunięty fragment.
Ujawnione dokumenty potwierdzają tezy przedstawione wcześniej w raporcie komisji. Wskazują, że wina za katastrofę leży zarówno po stronie polskiej (m.in. złe wyszkolenie załogi i patologie w 36. Specjalnym Pułku Lotnictwa Transportowego), jak i rosyjskiej (m.in. wprowadzanie załogi Tu-154M w błąd przez smoleńskich kontrolerów).
Ponad tysiąc stron upublicznionych dokumentów opisuje szczegółowo m.in. sposób szkolenia lotniczego prowadzony w zlikwidowanym niedawno 36. Specjalnym Pułku Lotnictwa Transportowego, odpowiedzialnym za transport VIP-ów.
Przedstawia też wizualizację ostatniej fazy lotu Tu-154M ze wszystkimi parametrami i opisuje sposób zabezpieczenia meteorologicznego załogi prezydenckiego samolotu.
Kazana prosił o zgodę na wejście do kokpitu
Wśród materiałów jest również pełny stenogram (130 stron) rozmów zarejestrowanych przez pokładowy rejestrator MARS-BM znajdujący się na pokładzie tupolewa oraz znajdujący się na wieży lotniska Siewiernyj w Smoleńsku magnetofon P-500 (77 stron). Wynika z niego m.in., że zarówno załoga samolotu, jak i rosyjscy kontrolerzy byli zaskoczeni bardzo szybko gęstniejącą mgłą.
Stenogramy potwierdzają, że na załogę samolotu nie były wywierane żadne naciski.
Z odczytanych przez Centralne Laboratorium Kryminalistyczne Policji słów zarejestrowanych przez pokładowe urządzenia wynika, że Mariusz Kazana, dyrektor protokołu dyplomatycznego, przed wejściem do kokpitu poprosił o zgodę na to dowódcę załogi Arkadiusza Protasiuka. Z kolei po jego wyjściu załoga zaczęła przygotowywać się do lądowania na jednym z lotnisk zapasowych.
"To jednoznacznie potwierdza tezę, że załoga realizowała podjętą wcześniej decyzję i oczekiwała na decyzję głównego dysponenta [prezydenta – red.] jedynie w zakresie wyboru lotniska zapasowego" – czytamy w protokole.
Na decyzje załogi nie wpłynęła także obecność w kokpicie gen. Andrzeja Błasika, dowódcy Sił Powietrznych.
Protokół oraz załączniki – wbrew zapowiedziom medialnym – nie zawierają nazwisk osób odpowiedzialnych pośrednio i bezpośrednio za katastrofę.
– Komisja nie orzeka o winie, tym samym nie mogła sporządzić takiej listy – podkreśla Małgorzata Woźniak.
– Nie znalazłem żadnych sensacji – komentował treść ujawnionych dokumentów Edmund Klich, były polski przedstawiciel przy Międzypaństwowym Komitecie Lotniczym (MAK).
Antoni Macierewicz (PiS), szef parlamentarnego zespołu ds. katastrofy smoleńskiej, był rozczarowany: – Mamy bardzo duży kłopot, powstaje bardzo wiele niejasności, na które te materiały miały odpowiedzieć, ale niestety nie odpowiedziały.