Korespondencja z Londynu
Dwudniową wizytę minister Rostowski rozpoczął od spotkań w Szkołach Przedmiotów Ojczystych w Londynie, pojawił się też na polskim festynie.
Później, nie zrażony zapowiedziami pikiety, na którą przez Facebook umawiali się przeciwnicy ministra, Jacek Rostowski pojawił się na w Polskim Ośrodku Społeczno Kulturalnym, gdzie przez blisko dwie godziny odpowiadał na pytania Polonii.
Emocje wywołała uwaga ministra o tym, że polskie urzędy skarbowe są przychylniejsze dla podatnika, bo ewentualne zaległości w Polsce przedawniają się szybciej niż w Wielkiej Brytanii. – Pana obowiązkiem jest egzekwować wszystko do zera. Pan nie dba o dobro kraju – posypały się głosy z sali. Chwilę później kilka osób demonstracyjnie wyszło ze spotkania.
Rostowski mówił także o potrzebie stworzenia „innego modelu polskości", dzięki któremu ludzie mieszkający i pozostający na stałe za granicą mieliby szansę wciąż być stuprocentowymi Polakami. To znaczy, m.in. biegle władać językiem polskim. Minister obiecywał więc znaczne dotacje na funkcjonowanie społecznych szkół sobotnich. Zapowiedział wygospodarowanie w przyszłym roku na ten cel ok. 5 mln zł. Lwia część tej kwoty, ok. 75 proc., miałaby trafić na Wyspy, gdzie takich szkół jest najwięcej.
– Trzeba także podtrzymywania osobistych więzi z krajem. Młodzi ludzie wychowywani na Wyspach muszą podczas każdej wizyty widzieć, że Polska też jest fantastycznym krajem – mówił.
Po spotkaniu doszło do incydentu. Przed budynkiem na ministra czekał mężczyzna, którego nie wpuszczono na spotkanie. Z kamerą w ręku domagał się odpowiedzi, czemu Rostowski, nie chce stanąć do debaty z Zytą Gilowską. Interweniowała ochrona.
W niedzielę szef Rostowski odleciał do Dublina, gdzie spotkał się m.in z irlandzkim ministrem finansów Michaelem Noonanem. Spotkał się także z Polonią.
Wizyta na Wyspach przedstawicieli partii startujących w wyborach to już właściwie obowiązkowy punkt kampanii. Polacy tam mieszkający coraz chętniej bowiem biorą udział w wyborach. Podczas wyborów prezydenckich w 2005 r., głos oddało zaledwie 4 tys. osób. W parlamentarnych w 2007 roku już prawie 31 tys., a w ubiegłorocznych prezydenckich blisko 40 tys.