Z umiarkowanym entuzjazmem ludowcy przyjęli swój wynik. W Domu Chłopa, gdzie zorganizowano wieczór wyborczy, zgromadzonym przygrywał zespół. Rozległy się nawet dźwięki wyborczej piosenki stronnictwa, a sala falowała w takt muzyki.
– Znam ją na pamięć. Nawet moje dzieci to śpiewają – mówi „Rz" jedna z działaczek PSL, które ochoczo pląsały na parkiecie. Gościom wieczoru zieleniły się w klapach metalowe czterolistne koniczynki, nie brakowało też krawatów z partyjnym logo.
Nastroje poprawiła ludowcom prognoza, według której mogą razem z Platformą rządzić kolejne cztery lata. Ale o przyszłej koalicji mówią ostrożnie.
– Trzeba poczekać na ostateczne wyniki wyborów i dopiero wtedy wrócimy do dyskusji – mówił „Rz" Waldemar Pawlak, prezes PSL i wicepremier w rządzie PO – PSL. – Na pewno to dobry wynik.
– Nasz wynik jest niedoszacowany – dodaje Marek Sawicki. – Wierzę, że po ogłoszeniu wyników będzie dwucyfrowy.
O rozmowach koalicyjnych i składzie nowego rządu nie chciał spekulować. – Koalicja z PO jest możliwa – stwierdził tylko, ale i zastrzegł, że jeśli będzie trzeba, to PSL w opozycji też się odnajdzie.
Na fakt, że w badaniu TNS OBOP wyprzedził ich Ruch Palikota, sala buczała. Ludowcy nie kryli irytacji. – Jeśli wyborcom podobają się gadżety typu świński ryj czy sztuczny penis, to widać tak musi być. Może trzeba mniej poważnie traktować politykę – mówił Sawicki. Stanisław Żelichowski, szef Klubu PSL, argumentował: – My umiemy siać pszenicę, a Palikot konopie indyjskie. Taka jest między nami różnica.
Prezes PSL stwierdził: – Widać wyraźnie, że kasa rządzi światem. Kolejność wygranych jest taka, jak pieniądze wydane na kampanię.