Prokurator generalny Andrzej Seremet długo objaśniał w Sejmie przypadek zamiany ciał Anny Walentynowicz i innej ofiary smoleńskiej katastrofy. Niestety, wyjaśnienia pozostały niejasne. Teza, że zawinił błąd rodzin, nasuwa pytanie o badania genetyczne. Rodzina Anny Walentynowicz kwestionuje słowa Seremeta. Skądinąd przywołał on dwa dalsze przypadki zamian, gdzie winę miałyby ponosić służby: rosyjskie lub polskie.
Czy należy za to obwiniać Ewę Kopacz, Tomasza Arabskiego? Premier Tusk przypomniał, że żadne nie miało prawnego obowiązku doglądać identyfikacji. Ale obowiązek rządu był niewątpliwy, więc ministrowie są bardziej naturalnym celem krytyki niż anonimowi urzędnicy.
Dodatkowo w przypadku Ewy Kopacz rodziny smoleńskich ofiar i politycy opozycji rozliczają ją za wszystko. Za uspokajające zapewnienia, że „nie było żadnej pomyłki”. I za inne pozbawione podstaw twierdzenia: o obecności polskich lekarzy przy sekcjach czy o przesiewaniu ziemi na miejscu katastrofy. Możliwe, że minister pada ofiarą własnej nadgorliwości, z pewnością dała się zwieść Rosjanom, przedstawiając ich informacje jako własne spostrzeżenia. Za takie błędy się jednak płaci. A także za poczucie, że sprawy nie wyjaśniono jak należy.
Obowiązek prokuratora
Donald Tusk kontrował to poczucie erystycznymi sztuczkami. Połączył ogólnikowe przeprosiny z obroną swoich ludzi, a rytualne oskarżenia prawicy o polityczną grę tragedią powiązał z niejasnymi aluzjami oznaczającymi powrót do tezy o współwinie tych, co zginęli. Tak naprawdę już odniósł sukces, bo udało mu się zaszczepić w większości Polaków przekonanie, że kto wraca do tamtych wydarzeń, jest wariatem albo cynicznym graczem.
Dlatego chaotyczne oskarżenia posłów PiS nie są produktem kalkulacji. Oni naprawdę sądzą, że stało się coś złego i to wykrzykują. Kalkulacja powinna nakazać Jarosławowi Kaczyńskiemu po sukcesie odniesionym debatą z ekonomistami dbać o swój nowy, spokojny wizerunek. Jeśli nie dba, to nie dlatego, że chce coś na tym ugrać.