Reklama
Rozwiń
Reklama

Widoczne symbole statusu

Rozmowa z Jarosławem Bachowskim, partnerem zarządzającym firmy doradczej Egon Zehnder w Polsce

Publikacja: 17.05.2013 01:36

Widoczne symbole statusu

Foto: archiwum prywatne

Rz: Zdarza się, że menedżerowie, negocjując kontrakt, budzą zdziwienie swoimi oczekiwaniami. Czy menedżer może się domagać od firmy np. pokrycia kosztów fryzjera czy osobistego trenera fitness?

Jarosław Bachowski:

Teoretycznie może, ale to się nie zdarza. Kiedyś menedżerowie negocjowali w ramach kontraktu łączny pakiet reprezentacyjny, gdyż chcieli mieć jasne wytyczne dotyczące takich wydatków. Ale w ostatnich latach się od tego odchodzi – w większości firm z zagranicznym kapitałem wydatki reprezentacyjne regulują wewnętrzne kodeksy postępowania, a menedżer, podpisując kontrakt,  akceptuje firmowe zasady.

Czy takie regulacje są też w krajowych spółkach?

Coraz częściej tak, szczególnie w dużych firmach. Niektóre spółki nie mają jednak wewnętrznych uregulowań  i tam podczas negocjacji kontraktu może dojść do dyskusji o wydatkach reprezentacyjnych, najczęściej tych związanych z samochodem służbowym, telefonem. Nie spotkałem się z pytaniami o fryzjera czy  limit wydatków w restauracji. Byłoby to nie do pomyślenia w firmach na Zachodzie, które zwracają dużą uwagę na ryzyko reputacyjne. Oczywiście pozwalają rozliczać wydatki na lunche czy kolacje służbowe, ale robią to, zadając pytanie, czy wydatek był uzasadniony biznesowo, nie zaś proponując limit.

Reklama
Reklama

Nawet jeśli ze względu na wizerunek  firmy jej szef powinien mieć dobrą fryzurę i garnitur?

Nawet wtedy. Polscy top menedżerowie są już na tyle dobrze wynagradzani, że mogą sami sfinansować takie wydatki. Co innego narzędzia pracy, takie jak samochód, klasa przelotów samolotem, czy dodatkowe korzyści, jak kursy menedżerskie lub opieka zdrowotna.

Słyszałam, że służbowe auto jest ważnym elementem kontraktu?

Owszem, i zdarza się, że ta kwestia jest kością niezgody, choć firmy zwykle nie narzucają  konkretnej marki. Proponują kilka do wyboru, określając wysokość budżetu na kupno auta. Niedawno zachodnia spółka wycofała się z negocjacji z menedżerem, który w ostatniej fazie rozmów nie chciał ustąpić ze swych wymagań dotyczących samochodu. Przekraczały one o połowę budżet jego poprzednika, na co firma się nie zgodziła.  Jednak zazwyczaj polscy menedżerowie są bardzo racjonalni i akceptują ofertę firm, które często proponują samochody wyższej klasy marek, takich jak Audi albo BMW, czasem Volvo, choć nie te najdroższe modele.

To kwestia pokryzysowych oszczędności?

Raczej wizerunku. Auto jest widocznym symbolem statusu, który może kłuć w oczy pracowników, konsumentów czy akcjonariuszy. Firmy i sami menedżerowie wolą tego unikać. Na przykład zarząd Netii przez długi czas jeździł oplami, a Orange – skodami, choć naturalnie świetnie wyposażonymi.

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama