Miejscowość Duma to palestyńska wioska w pobliżu Nablusu na ziemiach okupowanych przez Izrael. W piątek do jednego z palestyńskich domów nieznani sprawcy wrzucili ładunek zapalający.

Dom spłonął, a w nim półtoraroczny chłopiec Saed Dawabsze. Jego matka i brat doznali ciężkich poparzeń. Zamach był dobrze przygotowany. Najeźdźcy pozostawili po sobie graffiti „Niech żyje mesjasz" oraz „odwet". Izraelskie władze wojskowe nie mają wątpliwości, że sprawcami zamachu byli żydowscy terroryści. „Nie jesteśmy wcale lepsi od nich" – pisał w niedzielę „Jedijot Achronot", porównując Izraelczyków do Palestyńczyków. To oni byli odpowiedzialni za wiele zamachów terrorystycznych ostatnich dziesięcioleci nie tylko w Izraelu, ale i na całym niemal świecie.

Nad akcjami żydowskich terrorystów w Izraelu szybko przechodzono do porządku dziennego. A były ich dziesiątki, jeżeli nie setki, licząc od czasów mandatu brytyjskiego po akcje wymierzone w Palestyńczyków i ich wioski, zamachy na meczety, samochody i instytucje. – Izraelscy obywatele są odpowiedzialni za co najmniej dziewięć pożarów palestyńskich domów na ziemiach okupowanych od lata 2012 r. – mówi „Rz" Sarit Michaeli z izraelskiej organizacji obrony praw człowieka B'Tselem. Trzy lata temu koktajl Mołotowa wrzucono także do palestyńskiej taksówki i pięć osób zostało mocno poparzonych.

Zamach w Dumie wywołał falę krytyki pod adresem rządu premiera Beniamina Netanjahu, a przede wszystkim służb bezpieczeństwa zajętych wyłącznie tropieniem Palestyńczyków i przymykających oczy na to, co się dzieje w obozie żydowskich radykałów.

Nie brak ich także wśród ultraortodoksyjnych Żydów. Jeden z nich w ubiegły czwartek zaatakował w Jerozolimie uczestników Gay Pride Parade, czyli Parady Równości. Ranił kilka osób, w tym 16-letnią dziewczynę, której nie udało się uratować. Zmarła w niedzielę. W sobotę w Tel Awiwie i Hajfie odbyły się wielotysięczne demonstracje przeciwko aktom terrorystycznym w wykonaniu członków społeczności żydowskiej.

– Musimy zgasić płomień, zanim przerodzi się w pożar, który zniszczy nas wszystkich – nawoływał prezydent Reuwen Riwlin. Premier Netanjahu zapowiedział, że nie będzie żadnej tolerancji w tego typu sprawach. Podejrzani o dokonanie tego rodzaju aktów będą traktowani tak jak podejrzani Palestyńczycy i trafią do aresztów śledczych na wiele miesięcy bez postępowania sądowego.

– Ale czy Netanjahu zburzy dom rodzinny sprawcy pożaru w Dumie? Czy próbki DNA zostaną pobrane od wszystkich mężczyzn całej osady żydowskiej, jak to ma miejsce w przypadku podejrzeń pod adresem ludności palestyńskiej? – pytał Ahmad Tibi, jeden z liderów palestyńskich w rozmowie z „Jerusalem Post". Pytanie retoryczne, gdyż tak daleko rząd nie ma zamiaru się posunąć.

Na ziemiach okupowanych mieszka obecnie 547 tys. izraelskich osadników w setce osiedli. Nad ich bezpieczeństwem czuwa armia, której zadaniem jest także ochrona ludności palestyńskiej mieszkającej najczęściej w bezpośrednim sąsiedztwie osadników. Nie brak wśród nich religijnych Żydów, którzy są przekonani, że ziemie te są darem Boga dla narodu wybranego. Takie mniej więcej opinie przedstawia publicznie Cipi Hotowely, wiceminister spraw zagranicznych, posługując się publicznie cytatami z Biblii jako wskazówkami dla polityki zagranicznej państwa żydowskiego.