Dużo mówi się dziś o transformacji energetycznej, która dokonuje się na całym świecie, także w Polsce. Państwa firma przeprowadziła badanie dotyczące przygotowania polskich przedsiębiorstw do tego procesu. Czy polskie firmy rzeczywiście się transformują? Mamy do czynienia z konkretnymi działaniami, czy są to deklaracje?

W marcu tego roku przeprowadziliśmy niezależne badanie na próbie prawie sześciuset decydentów reprezentujących różne gałęzie przemysłu oraz firmy o różnej skali działalności. Chcieliśmy lepiej zrozumieć, na jakim etapie znajduje się dziś transformacja energetyczna w polskich przedsiębiorstwach i co można zrobić, aby ten proces przyspieszyć. Mamy już sporo danych dotyczących dojrzałości energetycznej polskich firm. Widać wyraźnie, że przedsiębiorstwa zaczynały od działań najłatwiejszych do wdrożenia, takich, które są widoczne i stosunkowo proste do wycenienia. Przykładowo 38 proc. firm zainwestowało w technologie LED, a około 30 proc. w ocieplenie budynków. Natomiast tam, gdzie potrzebna jest wiedza specjalistyczna, pojawia się znacznie większe wyzwanie. Z naszego raportu wynika, że jedynie 10–12 proc. firm zainwestowało w technologie związane z zarządzaniem energią albo kupuje energię z OZE. A ta – jak słyszeliśmy również dziś podczas głównego panelu Kongresu – jest po prostu tańsza. W weekendy mamy nawet do czynienia z ujemnymi cenami energii. Tymczasem co piąta firma nie wdrożyła żadnych planów dotyczących zarządzania energią. W przypadku małych przedsiębiorstw takich firm jest już co druga.

Rynek transformacji oczywiście istnieje, a regulacje będą ten proces przyspieszać. Niezależnie jednak od poziomu gotowości polskich przedsiębiorstw widać jedną bardzo wyraźną prawidłowość: firmy, które wdrożyły strategię ESG, nie rezygnują z dobrodziejstw transformacji energetycznej i nie wycofują się z inwestycji w swoje systemy energetyczne. Z kolei wśród firm, które takiej strategii nie mają, ponad 60 proc. nie ma żadnych planów związanych z inwestycją w zarządzanie energią.

Jak ocenia pani wyniki tego badania? Są budujące?

Powiedziałabym, że wyglądają raczej średnio. Najważniejsza i zarazem najbardziej niepokojąca informacja jest taka: 48 proc. firm działa bez podstawowej świadomości tego, jak kontrolować energię i jak nią zarządzać. Jedynym narzędziem monitorowania jest dla nich comiesięczna faktura. A przecież jeśli czegoś nie mierzymy, nie jesteśmy w stanie tym zarządzać. Jeżeli coś nie jest opomiarowane, nie da się tym skutecznie kierować. Z kolei bez zarządzania energią nie da się budować odpornego systemu, także systemu energetycznego. Dobra wiadomość jest jednak taka, że mamy tu przede wszystkim problem edukacyjny i świadomościowy, bo technologia jest dziś na wyciągnięcie ręki.

Wspomniała pani o fakturze za energię. Trzeba powiedzieć wprost, że polskie firmy płacą jedne z najwyższych rachunków w Europie. Co na to sami przedsiębiorcy? Badanie pokazuje, jak postrzegają ten problem?

I to jest właśnie kolejna niepokojąca informacja. Generalnie firmy, które nie zarządzają energią, często w ogóle nie widzą, że mają problem.

Bo nie mają punktu odniesienia.

Dokładnie. Zazwyczaj kupują energię po najwyższych cenach i nie mają świadomości, że można inaczej. Natomiast firmy, które zdywersyfikowały swoje źródła energii, wiedzą, jak wykorzystywać elastyczne taryfy i zmienność cen rynkowych. Co więcej, budują dzięki temu swoją przewagę kosztową i rynkową. Wzmacniają również autonomię energetyczną i niezawodność dostaw, a to ma fundamentalne znaczenie dla zapewnienia ciągłości działania przedsiębiorstwa czy zakładu przemysłowego.

Rozumiem, że to ma znaczenie także z punktu widzenia inwestorów zagranicznych. Już nieraz pojawiały się sygnały, że inwestorzy rozważający wejście do Polski zaczynają obawiać się wysokich cen energii i myślą o budowaniu własnych, rozproszonych źródeł zasilania.

Powiedziałabym: i tak, i nie. Z jednej strony wysokie ceny energii są oczywiście czynnikiem ryzyka, ale z drugiej firmy mają dziś realne alternatywy i konkretne możliwości działania. Jak wspomniałam wcześniej, inwestycja w rozproszone i niezależne źródła energii pozwala w dużym stopniu zarządzać zużyciem i korzystać z energii wtedy, kiedy jest ona najtańsza. Firmy energochłonne już z tych technologii korzystają, ponieważ energia stanowi 20 proc. lub więcej ich kosztów operacyjnych. W sytuacji, gdy ceny energii gwałtownie wzrosły, część takich przedsiębiorstw była zmuszona ograniczać zatrudnienie nawet o 40 proc. To pokazuje skalę problemu. Technologia istnieje i trzeba z niej korzystać: dywersyfikować źródła energii, zwiększać niezależność i kupować energię w tych momentach, kiedy jest wyraźnie tańsza.

Czy pani zdaniem obecna sytuacja geopolityczna – napięcia na Bliskim Wschodzie, wzrost cen paliw, a szerzej: niepewność energetyczna – może stać się impulsem do przyspieszenia transformacji energetycznej w Polsce?

Zdecydowanie tak. Może to być bardzo silny bodziec, chociażby na rzecz elektryfikacji. Wystarczy spojrzeć na przykład transportu. Samochody elektryczne przy obecnych kosztach paliw stają się coraz bardziej racjonalnym wyborem. Oczywiście mamy dziś do czynienia z pewną interwencją regulacyjną, więc ceny paliw nie odzwierciedlają w pełni tego, co dzieje się na rynku, ale kierunek zmian jest wyraźny. Elektryfikacja - w szerokim kontekście - pozwala korzystać z tańszego źródła energii, ale przede wszystkim buduje niezależność energetyczną, tak bardzo nam teraz potrzebną.

-oprac. Maria Szpakowska