Materiał powstał we współpracy z Bankiem Millennium
Debata o przyszłości przemysłu coraz częściej wychodzi poza prosty schemat zagrożeń i kosztów. Owszem, rosnące ceny energii, presja regulacyjna i globalna konkurencja tworzą wymagające otoczenie dla firm. Jednocześnie jednak to właśnie te czynniki wymuszają zmianę modelu rozwoju i otwierają przestrzeń do budowy nowych przewag. W centrum tej zmiany znajduje się dziś pytanie nie tylko o to, czy przemysł przetrwa, ale w jakiej formie będzie funkcjonował za kilka lat i kto sfinansuje tę transformację. W tym kontekście szczególnego znaczenia nabiera rola sektora finansowego. Jak podkreślali uczestnicy panelu „Przemysł w czasach kryzysu” na Europejskim Kongresie Gospodarczym, nie wycofuje się on z rynku, lecz redefiniuje swoje podejście do inwestycji i ryzyka, coraz częściej stając się partnerem w procesie zmiany, a nie tylko dostawcą kapitału.
– Jak najbardziej jesteśmy gotowi do wsparcia. Myślę tutaj nie tylko o nas, ale o większości banków. Chcemy finansować wszystkie rodzaje projektów – podkreślała Magdalena Zmitrowicz, członkini zarządu Banku Millennium, otwierając dyskusję o przyszłości przemysłu. Jej głos wybrzmiewał jako wyraźny kontrapunkt wobec dominującej narracji o kryzysie: problemem nie jest dziś brak kapitału, lecz jakość projektów, stabilność otoczenia i zdolność do podejmowania decyzji. Jak zaznaczała, banki nie tylko oceniają inwestycje, ale coraz częściej wspierają klientów już na etapie ich przygotowania, pomagając przejść przez złożone procesy transformacyjne.
Rosnące ceny energii oraz brak stabilności regulacyjnej rzeczywiście podkopują fundamenty polskiego przemysłu, szczególnie w sektorach energochłonnych. W praktyce oznacza to ograniczanie produkcji, przesuwanie inwestycji lub relokację działalności. Jednak coraz wyraźniej widać, że nie jest to wyłącznie opowieść o utracie przewag, lecz także o konieczności ich redefinicji. Energia stała się kluczowym czynnikiem decydującym o opłacalności produkcji, ale problem nie sprowadza się jedynie do poziomu cen. Równie istotna jest ich przewidywalność. Bez niej przedsiębiorcy wstrzymują decyzje inwestycyjne, a to właśnie inwestycje będą decydować o przyszłej pozycji przemysłu.
Koniec przewagi kosztowej, początek nowego modelu
Jeszcze kilka lat temu Polska była przede wszystkim konkurencyjna kosztowo. Dziś ta przewaga wyraźnie się kurczy, co wcale nie musi być złą wiadomością. – Uważam, że dzisiaj niskie koszty pracy w Polsce nie mają takiego znaczenia. One oczywiście są niższe od niektórych państw zachodnich, ale już nie tak znacząco, jak były dekadę temu. Często od firm inwestujących w Polsce słyszymy, że to nie koszty pracy są kryterium, które jest kluczowe w podejmowaniu decyzji o inwestowaniu – mówił Ignacy Niemczycki, sekretarz stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych.
To przesunięcie nie oznacza jednak osłabienia pozycji Polski. Wręcz przeciwnie – może być impulsem do budowy bardziej zaawansowanego modelu gospodarczego. – Zadbajmy o nasze potencjały – wskazywała Ewa Lipka, wiceprezes zarządu KSEE SA, podkreślając, że Polska przestaje być „tańszą alternatywą”, a zaczyna konkurować jakością. Taki model wymaga jednak zupełnie innych fundamentów: stabilnego prawa, sprawnego państwa, dostępu do kapitału i, co kluczowe, przewidywalnej energii.
Zmiana ta wpisuje się w szersze procesy globalne. Jak zauważał Maciej Kalbarczyk, moderator debaty, dyrektor zarządzający Orphoz w Polsce, handel coraz bardziej reorganizuje się wokół powiązań geopolitycznych, a kraje częściej współpracują z „bliższymi” partnerami. To rodzi pytanie nie tylko o zagrożenia, ale i o szanse: czy Polska potrafi wykorzystać tę zmianę do budowy nowych relacji gospodarczych i wzmocnienia swojej pozycji w Europie?
Energia jako bariera czy impuls?
Największym wyzwaniem pozostaje energia, ale jej rola w debacie wyraźnie się zmienia. – Dziś mówimy o tym, żeby energia była dostępna, a nie żeby była tania – podkreślał Adam Sikorski, prezes zarządu Unimot SA. Uczestnicy debaty nie mają wątpliwości, że Europa nie wygra konkurencji cenowej z regionami, takimi jak USA czy Bliski Wschód. Może jednak budować przewagę w oparciu o jej stabilność i bezpieczeństwo. To podejście pokazuje zmianę myślenia: Europa prawdopodobnie nie będzie konkurować najniższą ceną energii, ale może budować przewagę w oparciu o jej stabilność i bezpieczeństwo. – Dobra cena energii to taka, jaką mają nasi konkurenci. Bez tego inwestowanie w projekty, które wiążą się z dużym zużyciem energii, niezależnie od jej źródła, będą trudne – dodawał Sikorski.
Wysokie koszty energii oraz ich zmienność utrudniają planowanie inwestycji, co podkreślał Tomasz Ślęzak, prezes zarządu Węglokoks SA. Jednocześnie jednak presja ta przyspiesza transformację. Rozwój OZE, magazynów energii czy nowych modeli zarządzania zużyciem energii przestaje być wyborem, ale staje się koniecznością i jednocześnie szansą na modernizację całego sektora.
W tym procesie kluczową rolę odgrywa sektor finansowy. Jak zaznaczała Magdalena Zmitrowicz, banki aktywnie wspierają transformację i uczą się nowych obszarów finansowania. – Patrzymy nie tylko na projekt, ale też na to, gdzie firma będzie za kilka lat, jeśli tej inwestycji nie zrealizuje – podkreślała. To podejście przesuwa punkt ciężkości z oceny ryzyka na budowanie przyszłej konkurencyjności.
Transformacja projektem do wykorzystania
Transformacja energetyczna coraz wyraźniej jawi się nie tylko jako obowiązek, ale jako projekt rozwojowy. Polska ma dziś dostęp do szerokiego wachlarza narzędzi finansowych i regulacyjnych, które (odpowiednio wykorzystane) mogą przyspieszyć modernizację przemysłu. – Te instrumenty nie są po to, żeby tylko raportować. One mają pomóc zidentyfikować braki i je uzupełnić – wskazywała Zmitrowicz. Jak podkreślała, obecny moment to czas, w którym firmy mają możliwość przygotowania się do zmian i skorzystania z dostępnego wsparcia. Kryzysy pełnią w tym kontekście funkcję edukacyjną, ponieważ zmuszają do wyciągania wniosków, poprawy jakości projektów i bardziej świadomego podejmowania decyzji.
Eksperci wskazują, że kluczowe jest znalezienie równowagi między ambicjami a możliwościami gospodarki. Kierunek zmian, czyli rozwój OZE, energetyki jądrowej i infrastruktury, jest jasny, ale ścieżka dojścia musi być racjonalna i przewidywalna. Bez inwestycji w stabilne źródła energii nie da się stworzyć środowiska sprzyjającego przemysłowi. Sektor finansowy deklaruje jednak gotowość do jeszcze większego zaangażowania. Banki chcą finansować nie pojedyncze inwestycje, lecz całe procesy transformacyjne, wspierając przedsiębiorstwa w długim horyzoncie. Warunkiem jest jednak większa przewidywalność regulacyjna i lepsze przygotowanie projektów.
Coraz częściej zwraca się także uwagę na rolę sektora ubezpieczeniowego. Nowe technologie, takie jak magazyny energii czy zaawansowany recykling, generują ryzyka, które muszą być uwzględnione już na etapie projektowania inwestycji. Bez tego część projektów może okazać się po prostu „nieubezpieczalna”, co zablokuje ich finansowanie. – Bez mocnego rynku finansowego dzisiaj będziemy przegrywać – zaznaczał Sikorski.
Globalna gra o przemysł
Decyzje inwestycyjne coraz częściej zapadają w kontekście globalnej konkurencji o kapitał. Wysokie koszty energii i niepewność regulacyjna wpływają na wybór lokalizacji inwestycji, ale jednocześnie światowa gospodarka tworzy nowe możliwości. Reorganizacja łańcuchów dostaw, rosnące znaczenie bezpieczeństwa surowcowego i zmiany geopolityczne otwierają przestrzeń dla krajów, które potrafią szybko się dostosować.
Polska stoi więc przed pytaniem nie tylko o to, jak zatrzymać przemysł, ale jak go rozwijać w nowych warunkach. W tym kontekście kluczowe stają się inwestycje w produktywność, innowacje i skalowanie biznesu. Jak zauważał Kalbarczyk, niewielka grupa firm odpowiada za większość wzrostu produktywności. – 2 proc. firm, które zatrudniają 25 proc. pracowników, odpowiadają za ponad 60 proc. wzrostu produktywności. To znaczy, że potrzebujemy liderów, również w Polsce, którzy będą ciągnąć ten wzrost produktywności. Pytanie, czy mamy takie firmy, regulacje oraz wsparcie inwestycji – pytał, wskazując na potrzebę budowy silnych, konkurencyjnych przedsiębiorstw w naszym kraju.
Równolegle rośnie znaczenie kapitału ludzkiego. Przyciąganie talentów, budowa ekosystemów współpracy oraz rozwój kompetencji stają się fundamentem przyszłej konkurencyjności. W obliczu wyzwań demograficznych automatyzacja i robotyzacja przestają być opcją, tylko stają się koniecznością. – Talent dzisiaj nie wybiera firmy, tylko wybiera cały ekosystem, który jest wokół tej firmy. My jako Polska mamy ogromny kapitał, który nie tyle musimy zatrzymać, ale który musimy z powrotem przyciągnąć. Dzisiaj jesteśmy na etapie, kiedy sporo aktywnych ludzi, docenianych na świecie, wyjechało. Musimy stwarzać im warunki do tego, żeby chcieli tutaj wrócić, a jednocześnie prowadzić szereg działalności, by ci najmłodsi, którzy będą dopiero wchodzić na rynek pracy, chcieli zostać – tłumaczyła Ewa Lipka.
Czas decyzji i wykorzystania szansy
Debata pokazała jasno: Polska znajduje się w punkcie zwrotnym. To moment, który niesie ryzyka, ale jednocześnie otwiera realne możliwości. – Mamy czas. Albo go wykorzystamy, albo zostaniemy w tyle – podkreślała Magdalena Zmitrowicz.
Jej zdaniem najbliższe miesiące będą kluczowe i wymagają działania na trzech poziomach: stabilniejszego prawa po stronie regulatorów, bardziej kompleksowego finansowania po stronie banków oraz większej odwagi inwestycyjnej po stronie firm. – Dzisiaj brak inwestycji może być większym ryzykiem niż inwestowanie – zaznaczała.
Równie istotna jest współpraca. – Przedsiębiorcy chcą rozwijać swoje firmy, banki chcą ich wspierać. Musimy się nawzajem słuchać i szanować – mówiła, wskazując, że to właśnie jakość dialogu może przesądzić o powodzeniu transformacji.
Dzisiejsza sytuacja nie jest więc wyłącznie testem odporności polskiego przemysłu. To moment, w którym mogą powstać nowe fundamenty jego konkurencyjności, oparte na jakości, innowacjach i długoterminowym myśleniu. Pytanie nie brzmi już, czy zmiana nastąpi, ale czy Polska wykorzysta ją jako szansę.
OPINIA EKSPERTA
Magdalena Zmitrowicz członkini zarządu Banku Millennium
Banki są przygotowane do finansowania transformacji energetycznej i postrzegają ją jako konieczny element dalszego rozwoju gospodarki. Kluczowe znaczenie ma jednak jakość projektów inwestycyjnych – ich spójność biznesowa, realność założeń, policzony cash flow, kompletność pozwoleń i gotowość do realizacji. To właśnie te elementy decydują dziś o możliwości zaangażowania finansowania.
Z perspektywy sektora bankowego nie chodzi o samą atrakcyjność koncepcji, lecz o projekty, które są operacyjnie i finansowo przygotowane w sposób umożliwiający ich wdrożenie. Oczekiwania wobec inwestorów są naturalną konsekwencją trzydziestu lat transformacji polskiej gospodarki – jesteśmy w momencie, w którym wiemy, jakie inwestycje są potrzebne i jak powinny być przygotowane. Jednocześnie banki coraz częściej pełnią rolę partnera, który wspiera przedsiębiorców w dopracowaniu struktury projektu i zarządzaniu ryzykami.
Obecny okres można porównać do momentu wejścia Polski do Unii Europejskiej – z punktu widzenia skali dostępnych środków i potencjału wzrostu. Dziś mamy konkretne instrumenty finansowe na inwestycje, w tym w transformację energetyczną, sektor obronny czy projekty o charakterze dual use. Banki są gotowe aktywnie uczestniczyć w tym procesie, pod warunkiem większej decyzyjności po stronie przedsiębiorców oraz bardziej stabilnego i przewidywalnego otoczenia regulacyjnego, które umożliwia planowanie inwestycji w dłuższym horyzoncie.
Materiał powstał we współpracy z Bankiem Millennium