– Kompromitacja, która świadczy nie tylko o tym, że mimo ogromnych pieniędzy na bezpieczeństwo i obronność, my się tym szczycimy, chwalą nas Amerykanie, nie przeistaczamy tego w to, co jest istotne – ocenił gen. Leon Komornicki w rozmowie z Gońcem.

Jak wskazywał, chodzi przede wszystkim o realne zdolności obronne państwa, gotowość sił zbrojnych oraz funkcjonowanie systemu obrony cywilnej.

– Do czego powołane są siły zbrojne, czym jest potencjał obronny państwa, czym są zdolności, czym jest gotowość, systemy i tym także siły zbrojne i obrona cywilna kraju, która jest dedykowana przecież społeczeństwu – mówił generał.

Czytaj więcej

Nowe ustalenia ws. rakiety, która spadła na Polskę. Wyprodukowano ją w Rosji

Dlaczego F-16 nie zestrzeliły rosyjskiej rakiety?

Kluczowym problemem, na który zwraca uwagę gen. Komornicki, są przepisy regulujące użycie broni przez polskie lotnictwo.

W sytuacji, gdy Polska formalnie nie znajduje się w stanie wojny z Rosją, pilot musi przed użyciem uzbrojenia odpowiednio zidentyfikować obiekt. W praktyce może to oznaczać konieczność identyfikacji wzrokowej lub za pomocą systemów obserwacyjnych. – Oni nie zniszczyli rakiety, bo Polska nie jest w stanie wojny z Rosją – mówił Komornicki. Jednocześnie podkreślał, że jego zdaniem Polska znajduje się w warunkach rosyjskiej wojny hybrydowej.

– Polska jest w wojnie z Rosją hybrydowej i w tej wojnie hybrydowej Rosja stosuje użycie siły militarnej, zbrojnej, czyli twardej siły w postaci niezmasowanego użycia rakiet, dronów, lotnictwa – przekonywał.

– To był element trwającego trzeciego etapu wojny hybrydowej prowadzonej z Polską. Zadaniem, jakie sobie stawia Rosja, jest wywołanie poważnego kryzysu politycznego – ocenił.

Według niego obecny incydent może być kolejnym etapem eskalacji, a następnym mogłoby być uderzenie, w wyniku którego pojawiłyby się ofiary i poważne straty materialne. – I o to Rosji chodzi. Stwarza się zamęt i pojawiają się pytania, po co te ogromne pieniądze wydajemy, skoro nie potrafimy się przed pojedynczą rakietą obronić – mówił.

Czytaj więcej

Rosyjski pocisk spadł na Polskę. Ekspert: Trzeba skończyć z mitem o szczelnym niebie

Generał Komornicki: Prawo jest niedostosowane do wojny hybrydowej

Generał krytycznie ocenia obowiązujące regulacje dotyczące reagowania na zagrożenia powietrzne.

Jego zdaniem przepisy zostały stworzone w warunkach, które nie odpowiadają obecnej sytuacji bezpieczeństwa w Europie.

– Prawo, które jest, nie przystaje do tego, co nas w wyniku tej wojny dotyka – powiedział.

Generał podkreślał, że w przypadku rakiet manewrujących czas na reakcję może być bardzo krótki. Tego rodzaju pociski lecą na niskich wysokościach i mogą wykorzystywać ukształtowanie terenu. – Lotnictwo tu już mało przydatne jest, tak jak systemy rakietowe są mało efektywne w zwalczaniu rakiet manewrujących, bo one lecą na bardzo niskich poziomach 50 do 120 metrów, manewrują, lecą wzdłuż konfiguracji terenu – tłumaczył.

Dlatego, jego zdaniem, kluczowe znaczenie powinny mieć naziemne systemy obrony przeciwrakietowej, takie jak Patriot.

Czytaj więcej

Około 20 rosyjskich rakiet leciało w kierunku Polski. Potwierdzono, że jedna była Ch-101

„Pilot nie może bać się prokuratora”

Według Komornickiego problemem jest także odpowiedzialność, jaką może ponosić pilot podejmujący decyzję o użyciu uzbrojenia.

– Oczywiście, wtedy miałby komfort, wiedząc o tym, że nie grozi mu tu żaden prokurator – odpowiedział, pytany o sytuację, w której zmiana prawa pozwalałaby pilotowi na natychmiastowe zniszczenie nadlatującego pocisku.

Generał przekonywał, że żołnierz wykonujący zadanie bojowe powinien mieć jasne reguły użycia broni i pewność, że działając w obronie obywateli, nie zostanie później potraktowany jak sprawca przestępstwa.

– On mógł podjąć decyzję, bo on ma ten palec na przycisku odpalającym rakiety w celu zniszczenia. On tego nie uczynił, bo dowódca operacyjny nie dał zgody. On nie wykonał zadania – mówił.

Komornicki porównał tę sytuację do problemów, jakie wcześniej pojawiały się w związku z użyciem broni przez żołnierzy na granicy. – To jest identyczna sytuacja. Piloci nie mają warunków do wykonania zadania bojowego – stwierdził.

Czytaj więcej

Coraz więcej informacji o rakiecie, która spadła na Polskę. Wiadomo, gdzie i kiedy powstała

„Do czego tu dochodzi? To jest kabaret”

Generał bardzo ostro ocenił sposób tłumaczenia incydentu przez przedstawicieli władz.

– Do czego tu dochodzi? To jakieś jest towarzystwo kabaretowe. To jest kabaret. W sytuacji poważnej panowie sobie uprawiają kabaret – powiedział.

Jego zdaniem w sytuacji zagrożenia priorytetem powinno być bezpieczeństwo obywateli, a nie obawa przed konsekwencjami formalnymi.

– Jeżeli sytuacja jest zagrażająca, a ona była, bezpieczeństwo obywateli Rzeczypospolitej, to nie patrząc na żadne przepisy, w imię ich bezpieczeństwa, nawet łamiąc to, polityk musi być gotowy do poniesienia odpowiedzialności za ten stan rzeczy i wykonać zadanie, żeby do tragedii nie doszło – argumentował.

Czytaj więcej

„Nie możemy potykać się cały czas o ten sam kamień”. Gen. Roman Polko uderza w RCB

Komornicki: Rosja mogła celowo wybrać moment po spotkaniu Tusk–Zełenski

Generał uważa również, że znaczenie mógł mieć moment przeprowadzenia rosyjskiego ataku.

Przypomniał, że wcześniej prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski miał informować premiera Donalda Tuska o spodziewanym rosyjskim uderzeniu. – To uderzenie było na drugi dzień. To też miało znaczenie polityczne. To nie przypadek. To nie rakieta zabłądzona. To było zamierzone uderzenie – powiedział.

Według Komornickiego jednym z celów Rosji mogło być pokazanie Polsce, że nie jest ona przygotowana do odparcia podobnego ataku. Jego zdaniem Moskwa może w ten sposób próbować wykazać różnicę między zdolnościami obronnymi Ukrainy i Polski.

– Ukraina ma tę zdolność zbudowaną, chociaż cierpi na brak rakiet PAC-3, ale sobie radzi, ale wy jesteście bezradni jak małe dzieci – stwierdził.

Zamknięcie przestrzeni powietrznej mogło ograniczyć ryzyko

Według Komornickiego jednym z elementów przygotowania do spodziewanego rosyjskiego ataku powinno być wcześniejsze ograniczenie ruchu w polskiej przestrzeni powietrznej.

Jego zdaniem pozwoliłoby to zmniejszyć ryzyko pomyłki podczas działań polskiego lotnictwa. – Zamykam pierwszą przestrzeń powietrzną. Parokrotnie przestrzeń powietrzna była zamknięta. Tym razem ten krok nie został podjęty – mówił.

W jego ocenie wcześniejsze zamknięcie przestrzeni nie gwarantowałoby całkowitego bezpieczeństwa, ale ograniczałoby liczbę potencjalnych obiektów, które mogłyby zostać błędnie rozpoznane.

Czytaj więcej

W nocnym ataku, w czasie którego rakieta wleciała do Polski, Rosjanie użyli broni z Korei Płn.

Obrona cywilna Polski. „Nie wyciągnęliście żadnych wniosków”

Drugim obszarem krytyki Komornickiego jest obrona cywilna. Generał uważa, że szczególnie województwa położone przy granicy z Ukrainą powinny mieć przygotowane procedury alarmowania mieszkańców, schrony i miejsca ukrycia.

– Żeby zabezpieczyć, by zagwarantować to minimum bezpieczeństwa dla mieszkańców tych okolic, schrony i ukrycia, piwnice. One wcześniej powinny być przygotowane, zidentyfikowane – mówił.

Jego zdaniem państwo powinno skoncentrować większe nakłady właśnie w regionach najbardziej narażonych na skutki rosyjskich ataków.

SMS-y dla mieszkańców i schrony. Tak powinien działać system?

Komornicki przekonuje, że obrona cywilna powinna zaczynać działać jeszcze przed pojawieniem się rakiet nad Polską.

Jego zdaniem, jeżeli wojsko ma informację o planowanym rosyjskim uderzeniu, administracja państwowa i samorządowa powinna zostać odpowiednio wcześnie powiadomiona.

– Pierwsze to jest powiadamianie. Wtedy, kiedy wszystkie instytucje, jak wojsko wzięło informację, że takie uderzenie będzie wykonane w nocy, to przeddzień administracja samorządowa, wojewodowie tych obszarów, ściany wschodniej są powiadomieni o takim zagrożeniu – tłumaczył.

Kolejnym etapem powinno być ostrzeżenie mieszkańców.

– Mieszkańcy otrzymają SMS-y, tak jak przy anomaliach pogodowych, że jutro jest spodziewane w nocy uderzenie rakietowe i mieszkańcy mogą być zagrożeni. W związku z tym proszę sprawdzić schrony, ukrycia, awaryjne oświetlenie i tak dalej – mówił.

Według generała takie procedury powinny być wcześniej przećwiczone. Wówczas, gdy w nocy poderwane zostają polskie samoloty, mieszkańcy terenów zagrożonych powinni wiedzieć, jak reagować.