We wtorek w Warszawie zmarł Aleksander Milinkiewicz. Miał 79 lat. Jesienią przeszedł skomplikowaną operację i od miesięcy zmagał się z powikłaniami. O tym, jakim był człowiekiem, świadczy chociażby fakt, że gdy w maju jego bliscy ogłosili zbiórkę środków na rehabilitację, w ciągu niespełna trzech dni uzbierano niezbędną kwotę.
Dla tysięcy swoich rodaków od dekad był niepodważalnym autorytetem, liderem opinii, intelektualistą i nauczycielem. Jego przekaz był prosty – nie tracić nadziei, dostrzegać promyki słońca w ciemności, szukać głębiej, tłumaczyć i szanować drugiego człowieka. Zaszczepili w nim to rodzice w Grodnie, którzy w międzywojennej Polsce pracowali u boku Janusza Korczaka w zakładzie wychowawczym „Nasz Dom” na warszawskich Bielanach. Był też prawnukiem uczestnika powstania styczniowego, represjonowanego przez władze carskie. Tak bardzo nie pasował do łukaszenkowskiej Białorusi.