Pisma wysłano ze skrzynki e-mail bez podpisu elektronicznego. Poczta powołuje się na decyzję premiera podjętą na mocy specustawy koronawirusowej, ws. „czynności niezbędnych do przeprowadzenia wyborów". W tym trybie samorządy mają przekazać dane 30 mln obywateli ze spisów wyborców.

– Żądanie nie ma podstawy prawnej i może nosić znamiona przestępstwa – napisali naukowcy z Krakowskiego Instytutu Prawa Karnego.

– Tego się nie da obronić w perspektywie konstytucyjnej – mówi Wojciech Klicki, ekspert fundacji Panoptykon.

Tak też myśli dr Paweł Litwiński, adwokat. – Ustawa o wyborach pocztowych jeszcze jest w Senacie. Polecenie premiera jest niekonkretne i blankietowe. Tak można poprosić o użyczenie auta do przewiezienia próbek, ale nie o dane 30 mln obywateli.

Czytaj także: Pakiety wyborcze wrzucą nam przez płot?

Co więc mają robić samorządy, by nie naruszyć prawa?

– Na pewno nie wysyłać pliku ZIP bez hasła, za to powinna być kara UODO – mówi dr Litwiński.

– Nie mieści mi się w głowie, że dla kogoś te wybory są do bezpiecznego przeprowadzenia – mówi prezydent Wałbrzycha Roman Szełemej, lekarz. Rada miasta apeluje do władz o przełożenie wyborów.

Problem widzi też Państwowa Komisja Wyborcza. Przyznaje, że Poczta Polska jako „operator wyznaczony" ma prawo uzyskać spisy wyborców, ale nie może tego żądać e-mailem bez podpisu elektronicznego i bez kopii decyzji będącej jej podstawą prawną.

Te i inne działania – jak deklaracja odpowiedzialnego za wybory wicepremiera Jacka Sasina, że rozpoczęto druk kart do głosowania (nie wiadomo, czy będą opieczętowane), każą zapytać o odpowiedzialność prawną. Szczególnie że tarcza antykryzysowa 2.0. w art. 76 wyłącza odpowiedzialność funkcjonariuszy publicznych lub szefów spółek podejmujących decyzje mające zwalczać skutki pandemii. Czy to gwarancja bezkarności dla rządzących ws. wyborów?

– Raczej nie – ocenia prof. Ryszard Stefański, karnista i były wiceprokurator generalny. – Wybory dziś to nie jest działalność zapobiegająca pandemii, prędzej szerzenie choroby zakaźnej – ocenia.

– To szkodliwy i skandaliczny przepis. Funkcjonariusze publiczni i zarządzający spółkami, w tym Skarbu Państwa, muszą działać zgodnie z prawem i w granicach uprawnień, a nie być blankietowo i na podstawie niejasnych kryteriów wyłączeni spod prawa. To absurd – komentuje prof. Maciej Gutowski, adwokat.

– Wyobraźmy sobie urzędnika, który z własnej inicjatywy zamawia maseczki po zawyżonych cenach w firmie szwagra, licząc na jego wdzięczność w przyszłości. Albo prezesa spółki Skarbu Państwa, produkującej środek dezynfekujący, zamawiającego spirytus w firmie kochanki, licząc na korzyści osobiste. Takie przypadki będą bezkarne – mówi adwokat Zbigniew Krüger, karnista.

Zgadza się z nim adwokat Hubert Maciąg z Warszawy.

– Może być utrudnione lub niemożliwe pociągnięcie do odpowiedzialności karnej tych, którzy działają, by osiągnąć korzyść majątkową lub osobistą.