Komisja sejmowa ds. zmian w kodyfikacjach pracuje nad przepisami mającymi walczyć z patostreamingiem. W grze są dwa projekty rozpatrywane łącznie, które miałem już okazję omawiać w tej rubryce. Na bazie przedłożeń sejmowych – nie wykraczając poza ich zakres – zaproponowałem następujące brzmienie nowego przestępstwa:

„§ 1. Kto za pośrednictwem sieci teleinformatycznej publicznie rozpowszechnia treści przedstawiające:

1) popełnienie czynu zabronionego,

2) przemoc wobec zwierzęcia,

3) poniżające traktowanie innej osoby, nawet za jej zgodą, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

§ 2. Tej samej karze podlega, kto za pośrednictwem sieci teleinformatycznej publicznie rozpowszechnia treści mogące wywołać przekonanie, że przedstawiają zachowania określone w § 1.

§ 3. Jeżeli sprawca dopuszcza się czynu określonego w § 1 lub 2 wobec treści przedstawiających małoletniego, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

§ 4. Nie stanowi przestępstwa określonego w § 1-3 czyn podjęty w ramach działalności artystycznej, edukacyjnej lub naukowej albo w celu ochrony interesu publicznego”.

Propozycja stała się podstawą poprawki rozpatrywanej w procesie legislacyjnym. Debatowaliśmy o niej na posiedzeniu podkomisji 28 kwietnia 2026 r. Chodzi o przekaz internetowy (sieć teleinformatyczna), charakteryzujący się masowym odbiorcą (publiczne rozpowszechnianie). Przepis ma objąć trojakiego rodzaju treści, których zaistnienie jest warunkiem odpowiedzialności karnej.

Czytaj więcej

Julia Gerlich i Małgorzata Kosucka: Prawo karne kontra patostreaming

Odmiany patotreści

Po pierwsze chodzi o prezentowanie czynu zabronionego. Przepis chwyta prezentowanie przestępstw, nie wykroczeń, co wynika z definicji legalnej pojęcia „czyn zabroniony” na gruncie kodeksu karnego. Nie należy zawężać przepisu do wybranych przestępstw (np. tylko zbrodni lub tylko czynów zagrożonych karą więzienia powyżej 3 lat), ponieważ grozi to luką w prawie, którą wykorzystają patostreamerzy. Ponadto społeczna szkodliwość danego typu czynu nie przekłada się automatycznie na karygodność patostreamingu z jego udziałem.

Przykładowo, za kradzież z włamaniem grozi 10 lat więzienia, za uderzenie przypadkowego przechodnia jedynie rok pozbawienia wolności. Transmisja internetowa obu czynów cechuje się odwrotną szkodliwością: o wiele groźniejsze jest rozpowszechnianie zachowań przemocowych niż „eleganckiego” chodzenia po piwnicach w celu dokonania włamania. Warto więc, by patostreamingiem było rozpowszechnianie jakiegokolwiek przestępstwa, na którego pokazanie zdecyduje się sprawca.

Po drugie, patostreaming może polegać na znęcaniu się nad zwierzęciem, o którym mowa w ustawie o ochronie zwierząt (kręgowców). Ale nie tylko. Szersze określenie „przemoc wobec zwierzęcia” ma objąć zachowania przemocowe wobec istot żywych, których oglądanie przez dzieci działa demoralizująco i oswaja je z brutalnym traktowaniem żyjących organizmów. Podczas posiedzenia sejmowej komisji zastrzegłem, że nie będę epatował przykładami wyrafinowanego maltretowania owadów, którego pokazywanie w Internecie z pewnością powinno być zakazane – aby nie zrobić patostreamingu z transmisji obrad. Takie zachowania bez dwóch zdań zasługują na reglamentację, mimo że same w sobie nie są czynem zabronionym w myśl ustawy o ochronie kręgowców.

Czytaj więcej

Mikołaj Małecki: Napisanie dobrego prawa trwa

Po trzecie, w praktyce patostreamerzy niejednokrotnie prezentują zachowania przemocowe za obustronną zgodą: wyzywają się, biją, szarpią, znieważają, wykonują gesty obsceniczne, które są jawnie sprzeczne z „rozumem i godnością człowieka”. Przyzwyczajanie widzów do poniżającego traktowania innych ludzi rodzi ryzyko powielania tego typu zachowań. Patostreaming polegający na poniżającym traktowaniu człowieka zasługuje na karę. Chodzi o poniżające działania nawet za zgodą innej osoby, co precyzuję w przepisie. Wzajemne znieważania za zgodą zainteresowanych nie są bezprawne ani karalne. Ich rozpowszechnianie rządzi się swoimi prawami, gdyż zagraża innym dobrom prawnym, w tym dobru dzieci, a to uzasadnia wprowadzenie zakazu rozpowszechniania takich szkodliwych wzorców.

Patostreaming. Czy udawana patologia powinna być karana?

Patostreamerzy ewoluują. Nie można pozwolić, by uniknęli odpowiedzialności za pomocą jedynie pozorowanych działań udających czyn zabroniony, udających przemoc wobec zwierzęcia czy poniżające traktowanie innych ludzi. Rozwój technologii powoduje, że patostreamerzy mogą zacząć wykorzystywać deepfakes (perfekcyjne podróbki imitujące do złudzenia prawdziwe zdarzenia i osoby). Stąd penalizacja publicznego rozpowszechniania treści mogących wywołać przekonanie, że przedstawiają zachowania określone w § 1.

Chodzi o treści wytworzone lub przetworzone przy użyciu technik cyfrowych, ale nie tylko – udawana bójka na streamie przez realnych ludzi również jest objęta tak skonstruowaną regulacją. Przepis penalizuje treści, które „mogą”, niekoniecznie „muszą” wywołać błędne przekonanie o autentyczności poszczególnych zachowań. Możliwość wywołania błędnego przekonania bazuje na obiektywnej ocenie danego nagrania, pod kątem wrażliwości i percepcji tzw. modelowego dobrego obywatela. Badaniu podlega treść, a nie skutek w postaci wprowadzenia w błąd widzów.

Przepis nie zagraża wolności słowa, nie penalizuje działań, które nie są społecznie szkodliwe.

Przepis nie zagraża wolności słowa, nie penalizuje działań, które nie są społecznie szkodliwe. Wynika to z ogólnych założeń systemu prawnego, a zostaje podkreślone w § 4: działania artystyczne, naukowe, edukacyjne i wszelkie inne, w tym informacyjne służące interesom publicznym w ogóle nie stanowią przestępstwa.

Autor jest doktorem habilitowanym, profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego, prowadzi portal DogmatyKarnisty.pl.

Czytaj więcej

Mikołaj Małecki: Porządek publiczny funkcjonuje również w internecie