Odrażający mord dokonany na prezydencie Gdańska wywołał reakcje, które mówią wiele o współczesnej demokracji liberalnej. Opozycja uczyniła z niego zbrodnię będącą wynikiem „polityki nienawiści" i „mowy nienawiści obecnego rządu i mediów publicznych, rodzaj mordu założycielskiego Partii Wielkiej Zemsty". Definiowano go też jako mord polityczny porównany do mordu na prezydencie Narutowiczu w 1921 r.

Czytaj także: Mowa nienawiści: nie dajmy się hejtom

Narracja ta została podjęta przez liberalne media na zachodzie podkreślające konflikt między ideałem liberalno-demokratycznym, którym nagle stał się zamordowany prezydent, a szaleństwem nacjonalizmu i populizmu, z którym walczył. Niezawodny w takich sytuacjach Parlament Europejski urządził spektakl potępienia „mowy nienawiści" w imię „wartości europejskich", z politykami odgrywającymi „wzburzenie moralne" niewiele kosztujące, a pomagające w podniesieniu poczucia swojej moralnej wyższości.

Kto jest wrogiem

Pojęcie „mowy nienawiści", wymyślone przez George'a Orwella w powieści „ Rok 1984", jest obecnie słowem medialnym mającym wywołać gotowość do walki ze złem. Wymyka się jednak racjonalnemu myśleniu. Niemożliwe do precyzyjnego zdefiniowania, ma wywołać właściwą dyspozycję moralnego oburzenia, stając się subtelniejszym niż w Orwellowskim totalitaryzmie narzędziem mobilizacji medialnej dla oskarżeń i wyznaczania wrogów. Konkretna zbrodnia jest interpretowana jako wynik „nieświadomie nienawistnego kształtowania osobowości" będącego podłożem takich czynów i apelem do certyfikowanych profesjonalistów od walki z mową nienawiści o ponowną pracę nad świadomością.

Mówienie prawdy

To walka pod pretekstem cywilizowania debaty publicznej głównie z przeciwnikami dominującej dziś narracji liberalnej, z przypisaniem swoim przeciwnikom nienawiści do jednej słusznej ideologii. Jak ujął to filozof Herbert Marcuse, walka z mową nienawiści jest funkcją właściwej i niewłaściwej tolerancji: „Tolerancja oznacza nietolerancję względem ruchów prawicowych i tolerancję wobec ruchów lewicowych", czyli realizujących postęp.

Używanie spektakularnych morderstw do oskarżenia politycznych przeciwników to już norma. Mord jedenastu modlących się w synagodze w Pittsburgu został natychmiast określony przez wiodące ruchy liberalno-lewicowe jako inspirowany przez Trumpa, tak jak niemal każda jego polityka, w domniemaniu motywowana przez „nienawiść". Trump w tej perspektywie stanowi nieustanne zagrożenie dla wszystkiego, co współcześni liberalni lewicowcy uważają za święte, czyniąc ich życie męczarnią. Opozycja do niego jest definiowana niemal wyłącznie przez nienawiść będącą synonimem „oporu" .

Również opozycja wobec programu politycznego George'a Sorosa i jego Fundacji finansującej olbrzymią część organizacji walczących z państwami narodowymi na rzecz tzw. otwartego społeczeństwa jest przedstawiana w prasie liberalno-lewicowej jako „mowa nienawiści". Uznanie Sorosa za sponsora otwartych granic jest często definiowane nie tylko jako fałszywe, ale też powodowane nienawiścią tożsamą z antysemityzmem. Mówienie prawdy staje się „mową nienawiści".

Autopromocja
Historia Uważam Rze

Teraz z darmową dostawą i e‑wydaniem gratis!

ZAMÓW

Śmierć Polaka w brytyjskim mieście Harlow w wyniku bójki z podpitymi wyrostkami rozpętała histerię wiązania tej zbrodni z „mową nienawiści" w „atmosferze przyzwolenia", z ksenofobią i rasizmem rozsiewanym przez polityków namawiających do bexitu. Innymi słowy: gdyby Brytyjczycy zagłosowali właściwie, do takich wydarzeń by nie doszło.

Gra na emocjach

„Moralne wzburzenie" to obecnie zjawisko masowe polityki świata liberalnego, opartej w dużej mierze na „oburzeniu" wobec zła, bo jednym z najbardziej opłacalnych gestów jest współczucie. To rywalizacja na sentymenty. Krytyk kultury Lionel Trilling zauważył, że istnieje bliskość emocjonalna między oburzeniem moralnym a samouwielbieniem i skłonność obu tych emocji do przekształcania się w nienawiść. Konsekwencją jest utożsamienie moralności z polityką, gdzie, jak zauważyła Chantal Delsol, „powołaniem polityki jest wdrażanie moralności. (...) Ludzie, którzy nami rządzą, często mówią, jak walczą ze złem moralnym, a ich zmagania robią wrażenie krucjat. W reżimach totalitarnych zabijano w imieniu Dobra; dziś w imieniu Dobra wyklucza się, ucisza, i rujnuje reputację. (...) Zadaniem rządów nie jest walka ze złem, lecz z przeciwnościami. Jeśli bowiem państwo zawłaszczy definicję moralności, to cóż pozostanie obywatelom, jeśli nie posłuszeństwo inkwizytorom (...) Polityka, która rządzi w imieniu moralności, nie jest już polityką, lecz porządkiem moralnym".

Polityka rozumu staje się polityką emocji niebezpiecznie blisko powiązaną z irracjonalnością, a zadania rozumu moralnego zostają zastąpione moralizatorstwem.

Autor jest profesorem na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego