Samorząd województwa małopolskiego, który prześladował cię za rządów Zjednoczonej Prawicy za wystawienie „Dziadów” Mai Kleczewskiej, procedurą odwołania ze stanowiska dyrektora Teatru im. Słowackiego w Krakowie przez 800 dni – musiał zawrzeć kompromis z rządem koalicji 15 października i zrezygnować z prawnej formy mobbingu. Otrzymałeś wtedy trzyletni kontrakt. Czy czas kompromisu się skończył, zemsta jednak cię dopadła i dlatego w trakcie gigantycznego remontu teatru zdecydowano się na dyrektorski konkurs?
To, co powiedziałeś brzmi jakoś martyrologicznie i dramatycznie. Niespecjalnie odpowiada mi rola męczennika. Wolę myśleć o tym, coudało mi się zrobić w Słowaku. To teraz jedna z czołowych polskich scen o niekwestionowanej pozycji z wspaniałym rozegranym zespołem, niesamowitą ekipą wszystkich pracowników, odnosząca sukcesy na wielu festiwalach. Teatr z ogromną frekwencją 135 tys. widzów w poprzednim sezonie, gdzie dostanie biletów na wiele miesięcy przed spektaklem graniczy z cudem. Udało nam się też pozyskać ogromne środki inwestycyjne, czyli prawie 32 mln zł na remonty oraz modernizację, w tym przywrócić oryginalną widownię wg projektu Jana Zawiejskiego i wspaniały miedziany dach tego najpiękniejszego budynku teatralnego w Polsce, co łącznie – z pracami studyjnymi – trwało 4 lata.
To był trudny, ale też bardzo piękny czas w moim życiu. A zemsta? Jeżeli już – to martwię się o zespół pracowników, którzy kolejny raz są skazani na dużą niepewność i niewiadomą. Nie powinno tak być. W naszych teatrach według obecnych i jak widzę planowanych przepisów, brakuje mądrej sukcesji.
Jesteśmy dalej w trakcie gigantycznych remontów, by wreszcie na odpowiednim poziomie były toalety, kończymy modernizację sceny czy budowę nowej biblioteki z najstarszym zbiorem teatralnym w kraju, zaprojektowanej przez Tomasza Koniora.
Mamy wspaniały program edukacyjny skupiający tysiące uczestników w wieku od najmłodszych do najstarszych czy wzorcowy program dostępności. Wolę o tym wszystkim myśleć w taki właśnie pozytywny sposób. Jestem dumny, że właśnie w naszym teatrze powstały „Dziady” w reżyserii Mai Kleczewskiej czy „1989” w reżyserii Katarzyny Szyngiery. Tego mi nikt nie zabierze. To był trudny, ale też bardzo piękny czas w moim życiu. A zemsta? Jeżeli już – to martwię się o zespół pracowników, którzy kolejny raz są skazani na dużą niepewność i niewiadomą. Nie powinno tak być. W naszych teatrach według obecnych i jak widzę planowanych przepisów, brakuje mądrej sukcesji.
Fundamentalną sprawą jest to, że konkurs organizuje samorząd zdominowany przez Zjednoczoną Prawicę, która jak pamiętamy z Kielc nie uznaje zwycięzców konkursów, gdy ich sama nie popiera. Jacek Jabrzyk zwyciężył w przesłuchaniach na dyrektora Teatru im. Żeromskiego wiosną 2025 r., jednak kierowany m.in. przez PiS zarząd województwa nie chciał go powołać, mnożąc różne preteksty, gdy wychodziły na jaw takie rewelacje jak wpływanie na członkinię komisji i wiele innych, co obserwowałeś jako członek komisji. Sprawa oparła się o prokuraturę. Jak więc będzie wyglądał konkurs dyrektorski w Teatrze im. Słowackiego. I czy właśnie w obawie przed ustawką nie chcesz brać w nim udziału?
Ja nie boję się konkursów. Stawałem do wielu. W tej instytucji robiłem to już dwa razy. Rzecz w tym, że zapowiadany konkurs miałby się odbyć w bardzo niefortunnym dla teatru momencie. W samym środku wielkich inwestycji i spowodowanych przez nie wielkich wyzwań logistycznych – takich jak zachowanie ciągłości repertuarowej, znalezienie koproducentów, miejsc do grania, sceny zastępczej. Obiektywnie to najgorszy moment na zmianę lidera. Oczywiście, podporządkuję się decyzji, ale nie wezmę udziału w konkursie. Powiedzmy, że po ostatnim konkursie, w którym brałem udział, mam dość ograniczone zaufanie i zwyczajnie nie stać mnie już na kolejne przechodzenie przez to wszystko. Znam swoją wartość i nie muszę tego udowadniać.
Czy można powiedzieć, że mamy do czynienia z cichą ofensywą PiS na scenach oraz przegrupowaniem kadr? Już dawno Michał Chorosiński, skądinąd mąż Dominiki Chorosińskiej, minister kultury w ostatnim gabinecie Morawieckiego, został dyrektorem Centrum Spotkania Kultury w Lublinie, gdzie kiedyś gościła La Scala i La Monnaie. Mateusz Matyszkowicz, ostatni prezes TVP za PiS-u, został dyrektorem Teatru im. Osterwy w Lublinie. Kto ma przejąć Teatr. im. Słowackiego? Czy ktoś mocno związany z hierarchią PiS?
Nie wiem tego i przyznam się szczerze, w ogóle mnie to nie interesuje. Dopóki tak będą wyglądać konkursy i przepisy, na podstawie których się je organizuje, zawsze będzie pokusa dla organizatora, aby naruszać niezależność instytucji kultury, czyli to, co powinno być zasadą. Muszę dodaćże Unia Teatrów Polskich, w której jestem wiceprezesem, zajmuje się obecnie rzeczą najważniejszą, czyli stworzeniem projektu ustawy o teatrach. Teatry są bardzo specyficznymi instytucjami kultury. Obecna ustawa i każda ogólna ustawa nie rozwiązuje problemów związanych z całą specyfiką tej branży. Potrzebujemy w zasadzie całego ustroju dla teatrów. Jak chociażby właśnie sposobu wyłaniania dyrektorów, sukcesji, ciągłości istnienia zespołów i ich uzupełniania. Ale to moje prywatne zdanie. Oficjalne należy do Ewy Pilawskiej, prezeski Unii Teatrów Polskich.
Obiektywnie to najgorszy moment na zmianę lidera. Oczywiście, podporządkuję się decyzji, ale nie wezmę udziału w konkursie. Powiedzmy, że po ostatnim konkursie, w którym brałem udział, mam dość ograniczone zaufanie i zwyczajnie nie stać mnie już na kolejne przechodzenie przez to wszystko. Znam swoją wartość i nie muszę tego udowadniać Krzysztof Głuchowski
Ministra Marta Cienkowska doprowadziła do kompromisu w Kielcach i zakończyła kryzys wokół tamtejszej sceny, przejmując prowadzenie teatru, ale zgoda na to samorządu kosztowała zwiększenie dotacji na podległe mu Muzeum Narodowe w Kielcach. Kultura na tym nie straci. Ale czy rozmawiałeś z ministrą, przekonywałeś ją o tym, że zgoda na konkurs w Teatrze im. Słowackiego jest politycznie ryzykowna, bo PiS lubi obsadzać stanowiska w instytucjach kultury ludźmi z politycznego świecznika?
Oczywiście, że rozmawiałem. Wyraziłem swoje zdanie, o które nikt mnie wcześniej nie zapytał. Dwa lata temu udało nam się w Teatrze im. Słowackiego wspólnie z ministerstwem - najpierw z Bartłomiejem Sienkiewiczem, a potem Hanną Wróblewską i Andrzejem Wyrobcem oraz zarządem województwa i nowym marszałkiem Łukaszem Smółką wypracować trudny, ale dobry kompromis, tak aby teatr mógł dobrze funkcjonować i się rozwijać. Minister kultury był gwarantem bezpieczeństwa teatru - strażnikiem jego niezależności. W minionych dwóch latach teatr zaczął wreszcie funkcjonować w normalnym trybie, wszystko zaczęło się docierać. Dlatego doprawdy nie wiem po co teraz to wszystko. I zaznaczam, że w tej sprawie w ogóle nie chodzi o moje stanowisko dyrektorskie. Ja naprawdę jestem tu tylko kolejnym dyrektorem i po mnie będą kolejni. Chodzi o to, by wszyscy zrozumieli, co należy zrobić, w jaki sposób i jak najlepiej dla teatru. Mam nadzieję, że obecna ministra zrobi wszystko, co najlepsze w tej chwili dla rozwiązania tej sytuacji zanim dojdzie do kryzysu.
Dla porządku przypomnijmy, że nie tylko PiS ma złą rękę do konkursów. Dziwne rzeczy działy się wokół konkursów na kierownictwo Instytutu Teatralnego z dziesięcioosobową komisją – zazwyczaj są nieparzyste! – a także na dyrektora Teatru Narodowego. Prezydent Radomia Radosław Witkowski forsował na stanowisko dyrektora Teatru Powszechnego im. Kochanowskiego w Radomiu Jarosława Rabendę, a gdy nie został wyłoniony w pierwszym konkursie, mianował go na dyrektora na czas do kolejnego konkursu, który już Rabenda wygrał. Na szczęście nie jest politycznym funkcjonariuszem, tylko aktorem, który wywodzi się z zespołu. Marek Mokrowiecki ma 87 lat i kieruje teatrem w Płocku od 1990 r., czym marszałek Adam Struzik bije światowy rekord. Jak powoływać uczciwie dyrektorów i jak w odpowiednim czasie ich zmieniać?
Ja mam odmienne zdanie od obecnego trendu. Uważam, że w przypadku wielkich strategicznych instytucji kultury otwarte konkursy nie zawsze wyłaniają najlepszych kandydatów. Ci najlepsi przeważnie są zajęci i należy ich pozyskać. Do tego dochodzi konieczność zachowania ciągłości, mądry wybór – swoista sukcesja czy wręcz przygotowywanie następcy. Takie instytucje jak teatr w ogóle nie powinny mieć komisyjnych wyborów dokonywanych przez urzędników w składach komisji. Wybór powinien być wielostopniowy, tak jak się to robi w poważnych przedsiębiorstwach, gdzie wynajmuje się do tego headhunterów. To nie są konkursy marzeń tylko prawdziwego doświadczenia i realnych umiejętności czy wreszcie posiadania udokumentowanych sukcesów zawodowych.
Konkurs na dyrektora Teatru Narodowego, choć niedoskonały, przynajmniej był zamknięty, a w komisji była większość niezależnych ekspertów. Cały czas słyszę o transparentności jako głównym aspekcie konkursów dyrektorskich, a przecież to nie jest jedyne kryterium, bo jak widać w naszym kraju można cały czas transparentnie i bezkarnie robić świństwa.
Uważam, że w przypadku wielkich strategicznych instytucji kultury otwarte konkursy nie zawsze wyłaniają najlepszych kandydatów. Ci najlepsi przeważnie są zajęci i należy ich pozyskać
Wróćmy do gigantycznego remontu Teatru im. Słowackiego. Czy zmiana dyrektora w jego trakcie to już sabotaż?
Może nie sabotaż, ale wygląda na co najmniej nie do końca przemyślane działanie. Ten remont jest od początku całkowicie moją inicjatywą, efektem wieloletnich starań, logistyki, całej masy pomysłów i decyzji. Jestem w samym środku tych działań. To najgorszy moment na konkurs. Czuję się zwyczajnie zobowiązany dokończyć remont i mam przekonanie, że robię to dobrze wraz z moim zespołem świetnych specjalistów.
Czy świadomie kierujesz teatr w stronę widowisk muzycznych?
Nie. Absolutnie nie! Mamy tak naprawdę tylko dwa całkowicie muzyczne przedsięwzięcia jak „1989” i „Antygona”, ale rzeczywiście znaczna część zespołu jest fantastycznie przygotowana uzdolniona wokalnie, więc możemy też robić takie przedstawienia i, jak widać, całkiem nieźle konkurować z teatrami muzycznymi, jeżeli chodzi o poziom. Dla porządku dodam, że robimy też całą masę niemuzycznych spektakli i projektów. Ten teatr daje 6-9 premier rocznie na trzech, a mam nadzieję, że za rok – już na 4 scenach
Nie było żadnych wpadek?
Jak to bywa w teatralnej pracy jest cała masa wpadek i nie mówię tu o artystycznych, bo tu zawsze jest ryzyko – nie zawsze mamy „Dziady” czy „Wesele”, ale to, co gramy, tak naprawdę weryfikuje publiczność.
W repertuarze Słowaka, z czego jestem dumny, jest już bardzo dużo przedstawień, które przekroczyły liczbę 100 spektakli. Bardzo trudno nam grać cały repertuar, a publiczność ciągle nie pozwala na zdejmowanie starszych spektakli. Naszym głównym kłopotem logistycznym są magazyny scenografii. Przy naszym tempie pracy logistyka i organizacja pracy jest bardzo ważna. Dodam, że w teatrze działa system producencki z dużą autonomią działów techniki. Cały czas udoskonalamy system ewaluacyjny. Dopracowujemy go tak, aby był samonaprawiającą się maszyną produkcyjną. W teatrze odbywa się rocznie kilkadziesiąt ankiet i spotkań ewaluacyjnych oraz kilkadziesiąt ewaluacji formacyjnych, w których biorę udział osobiście.
Czytaj więcej
Powinniśmy stworzyć odrębny, polski model teatru, korzystając z dobrych praktyk i rozwiązań, które działają - mówi Ewa Pilawska, prezeska Unii Pols...
Ewa Pilawska, prezeska Unii Teatrów Polskich domaga się nowej ustawy o teatrze. Ministra Marta Cienkowska przypomniała w tym tygodniu o nowelizacji ustawy o działalności kulturalnej z zapisem, że tylko dwie kadencje dyrekcji można odbyć bez konkursu. Czy nowelizacja wystarczy?
Dla mnie to nie jest najważniejsze. Tworzymy system podobny do sytemu politycznego, a kultura to nie polityka, zaś dyrektorzy to nie politycy. To, co słyszymy o konkursach brzmi nieco populistycznie. Może dobrze sprawdzi się w domu kultury albo w samorządzie, ale na pewno nie w teatrze. Istotą zmiany jest jej konieczność, nie automat. Nie ma żadnych mechanizmów dokonywania oceny pracy i programów zarządzających instytucjami. Dyrektor pod koniec kadencji powinien być poddany bardzo dokładnemu audytowi i rozliczeniu z tego, co właściwie dokonał. Wszystkim należy się taka ewaluacja. Ja na przykład poddaję się jej w mojej pracy nieustannie. Dopiero po czymś takim należy podejmować decyzje o zmianie lub kontynuacji i brać za to również odpowiedzialność. Dyrektor jest jedyną osobą, która za wszystko odpowiada i jedną całkowicie nie chronioną i nie poddawaną ocenie.
Czytaj więcej
Gdyby przy każdej zmianie władzy organizator zmieniał wszystkich dyrektorów instytucji, doszłoby do totalnej katastrofy – mówi Krzysztof Głuchowski...
Przy takim trendzie w myśleniu o zarządzaniu teatrami za parę lat będziemy mieć sytuacje, gdy nikt z dużym doświadczeniem, wiedzą, sukcesami i umiejętnościami praktycznymi – nie będzie chciał być dyrektorem teatru lub też po prostu nie będzie mógł. Kompletnie odwrotnie niż we wszystkich innych branżach.
Co zobaczymy na scenie Teatru im. Słowackiego w sezonie 2026/27?
Pod hasłem „od pogardy, od nienawiści...” zaczerpniętym z wiersza Natana Tenebauma, pokażemy m. in. „Kraków narodowej sztuce, czyli tryumf miernoty” Agaty Duda-Gracz, która w wspaniale przyjętym spektaklu „Wyspiański umiera” cofa się do młodzieńczego okresu życia naszego czwartego wieszcza, a spektakl rozegra się w czasie III próby generalnej do „Wesela”. Maria Wojtyszko wystawi „Reniferka” Richarda Gadda, zaś Borys Lankosz „Jezusa Niechrystusa” Piotra Augustyniaka. Zaś Piotr Mateusz Wach pokaże inscenizację „Melancholii” Larsa von Triera. Jakub Roszkowski przypomni „Przeminęło z wiatrem” w koprodukcji z Teatrem im. Jana Kochanowskiego w Opolu, koprodukcją z Théâtre Nanterre-Amandiers w reżyserii Christophe’a Raucka będą „Godziny” Michaela Cunninghama, nagrodzone Pulitzerem, znane ze słynnej wersji filmowej