„Historia wesoła, a przez to ogromnie smutna. Przesunęłą się jak taniec widm żałobnych – pisał trzy dni po premierze Rudolf Starzewski pierwowzór postaci Dziennikarza, w krakowskim „Czasie" - Bo też niezwykłe to gody, za izbę mają całą Polskę. Trwa to wesele przeszło wiek – od Konstytucji 3 maja poprzez racławickie kosy i krwawe noże rezunów, poprzez pańszczyznę i złotą hramotę, poprzez wiece i bankiety, waśnie wyborcze i sąsiedzkie miedze pól, poprzez nieufność i obojętność, poświęcenie bez granic i bezpłodne porywy. Grajkami byli na nim wszyscy wieszcze narodowi, starostami – wszyscy mężowie stanu i wszystkie stronnictwa polityczne, uczestnikiem – każdy, komu polskie serce bije w piersi lękiem i nadzieją.
A znany dramaturg i pisarz młodopolski Adolf Nowaczyński dodawał: „Ten weselny wieczór pogrzebania wszystkich optymizmów, jakie się jeszcze przechowywało, ten wieczór smutku i wstydu, poniżenia i pognębienia, to czyśćcowe widowisko, w jakie mas pchnął Wyspiański pouczyło mnie wiele, pouczyło wszystkiego, pouczyło wstydu.
Ale nie każdy podzielał ten zachwyt. Witold Gombrowicz w 1932 roku w liście do Tadeusza Kępińskiego zauważył: "Byłem na "Weselu". Sztuka ta nie zrobiła na mnie większego wrażenia, wiersz przepada na scenie i wbrew ogólnemu zdaniu uważam, że jest niesceniczna - ponieważ poetyckość jej zbyt jest subtelna na scenę. Śmieszy mnie polemika w gazetach, z której wynika, że nikt nie wie, o co tam właściwie chodzi, a nawet nikt dokładnie nie pojmuje merytorycznego przebiegu akcji. Zdaniem moim Wyspiański sam tego nie wiedział i to nie dlatego, aby był wieszczem, ale dlatego, że był pisarzem dosyć miękkim i gubił się w symbolach i abstrakcjach.
Dramat Wyspiańskiego na scenie Teatru Polskiego gościł zaledwie czterokrotnie. Pierwszą inscenizację w 1922 roku przygotował Aleksander Zelwerowicz. Zawsze w obsadzie znajdowały się gwiazdy sceny. W 1961 roku, w „akademickiej", jak pisano inscenizacji Jerzego Rakowieckiego Pana Młodego grał Marian Wyrzykowski, Stańczyka Jan Kreczmar, a Poetę – Stanisław Jasiukiewicz. Dwie następne inscenizacje przygotował podczas swej pamiętnej dyrekcji Kazimierz Dejmek. Wzbudziły one wiele dyskusji, choćby dlatego, że Dejmek chcąc szczególną wagę postawić na słowo wystawił utwór – chyba jedyny raz w dziejach - całkowicie bez muzyki.
"My wszyscy chorzy na dziwną niemoc przeglądamy się teraz w Dejmkowskim "Weselu", w którym nie ma ani jednej nuty skocznej, weselnej muzyki. Jest cisza, która sprawia, że ten zbiorowy portret Polaków namalowany bladymi, zgaszonymi kolorami może porazić wyobraźnię". - pisał w recenzji Krzysztof Kucharski. W pierwszej wersji role młodych grali Joanna Szczepkowska i Jan Englert, Andrzej Łapicki był Poetą, a Gustaw Holoubek – Stańczykiem. W drugiej – gospodarzem – Zbigniew Zapasiewicz.
Jan Bończa-Szabłowski