Reklama

„Wesele” Wyspiańskiego wspaniale penetruje polską duszę

W czwartek na 101 urodziny Teatru Polskiego w Warszawie premiera „Wesela" w reżyserii Krzysztofa Jasińskiego, który zrealizował je wcześniej w Teatrze STU - pisze Jan Bończa-Szabłowski.

Publikacja: 27.01.2015 20:39

„Wesele” Wyspiańskiego wspaniale penetruje polską duszę

Foto: Teatr Polski

- Zupełnie nie rozumiem, dlaczego ten utwór w stuletniej historii Teatru Polskiego pojawił się zaledwie czterokrotnie – mówi „Rzeczpospolitej" reżyser. - „Wesele" robi się po to, by uświadamiać sobie kim jesteśmy. To jeszcze długo będzie zadaniem teatru.

Reżyser zwraca uwagę na magię słowa, które jest pierwszym kluczem do duszy.

- Nie ma bardziej aktualnego dramatu - kontynuuje Jasiński - który tak wspaniale penetruje polską duszę, jak właśnie „Wesele". Po raz kolejny zapytamy więc: "Co się komu w duszy gra, co kto w swoich widzi snach". W tym spektaklu pokazujemy obrzęd weselny. Mówię obrzęd, by nawiązać do obrzędu „Dziadów" i będziemy wypędzać chochoła z Polaka. Zamierzam uświadomić widzom, jak po 25 latach odzyskania pełnej wolności nie potrafimy z niej korzystać, pielęgnując wciąż podziały, różnice.

Spektakl rozpisany jest na 11 aktorów. Widma, będą wytworami ich wyobraźni, wyrzutem sumienia. Młodą parę zagrają Lidia Sadowa, i Szymon Kuśmider, Rachelę – Natalia Sikora, Poetę Marcin Kwaśny, Wernyhorę Andrzej Seweryn, Stańczyka Jarosłąw Gajewski. W obsadzie także Joanna Trzepiecińska, Ewa Makomaska, Paweł Krucz, Piotr Cyrwus, i Jerzy Schejbal.

Utwór Stanisława Wyspiańskiego od czasów swej krakowskiej premiery w 1901 roku budził wielkie emocje.

Reklama
Reklama

„Historia wesoła, a przez to ogromnie smutna. Przesunęłą się jak taniec widm żałobnych – pisał trzy dni po premierze Rudolf Starzewski pierwowzór postaci Dziennikarza, w krakowskim „Czasie" - Bo też niezwykłe to gody, za izbę mają całą Polskę. Trwa to wesele przeszło wiek – od Konstytucji 3 maja poprzez racławickie kosy i krwawe noże rezunów, poprzez pańszczyznę i złotą hramotę, poprzez wiece i bankiety, waśnie wyborcze i sąsiedzkie miedze pól, poprzez nieufność i obojętność, poświęcenie bez granic i bezpłodne porywy. Grajkami byli na nim wszyscy wieszcze narodowi, starostami – wszyscy mężowie stanu i wszystkie stronnictwa polityczne, uczestnikiem – każdy, komu polskie serce bije w piersi lękiem i nadzieją.

A znany dramaturg i pisarz młodopolski Adolf Nowaczyński dodawał: „Ten weselny wieczór pogrzebania wszystkich optymizmów, jakie się jeszcze przechowywało, ten wieczór smutku i wstydu, poniżenia i pognębienia, to czyśćcowe widowisko, w jakie mas pchnął Wyspiański pouczyło mnie wiele, pouczyło wszystkiego, pouczyło wstydu.

Ale nie każdy podzielał ten zachwyt. Witold Gombrowicz w 1932 roku w liście do Tadeusza Kępińskiego zauważył: "Byłem na "Weselu". Sztuka ta nie zrobiła na mnie większego wrażenia, wiersz przepada na scenie i wbrew ogólnemu zdaniu uważam, że jest niesceniczna - ponieważ poetyckość jej zbyt jest subtelna na scenę. Śmieszy mnie polemika w gazetach, z której wynika, że nikt nie wie, o co tam właściwie chodzi, a nawet nikt dokładnie nie pojmuje merytorycznego przebiegu akcji. Zdaniem moim Wyspiański sam tego nie wiedział i to nie dlatego, aby był wieszczem, ale dlatego, że był pisarzem dosyć miękkim i gubił się w symbolach i abstrakcjach.

Dramat Wyspiańskiego na scenie Teatru Polskiego gościł zaledwie czterokrotnie. Pierwszą inscenizację w 1922 roku przygotował Aleksander Zelwerowicz. Zawsze w obsadzie znajdowały się gwiazdy sceny. W 1961 roku, w „akademickiej", jak pisano inscenizacji Jerzego Rakowieckiego Pana Młodego grał Marian Wyrzykowski, Stańczyka Jan Kreczmar, a Poetę – Stanisław Jasiukiewicz. Dwie następne inscenizacje przygotował podczas swej pamiętnej dyrekcji Kazimierz Dejmek. Wzbudziły one wiele dyskusji, choćby dlatego, że Dejmek chcąc szczególną wagę postawić na słowo wystawił utwór – chyba jedyny raz w dziejach - całkowicie bez muzyki.

"My wszyscy chorzy na dziwną niemoc przeglądamy się teraz w Dejmkowskim "Weselu", w którym nie ma ani jednej nuty skocznej, weselnej muzyki. Jest cisza, która sprawia, że ten zbiorowy portret Polaków namalowany bladymi, zgaszonymi kolorami może porazić wyobraźnię". - pisał w recenzji Krzysztof Kucharski. W pierwszej wersji role młodych grali Joanna Szczepkowska i Jan Englert, Andrzej Łapicki był Poetą, a Gustaw Holoubek – Stańczykiem. W drugiej – gospodarzem – Zbigniew Zapasiewicz.

Jan Bończa-Szabłowski

Teatr
„Albo jesteś pod Putinem, albo z nim walczysz”. Rosyjski reżyser Iwan Wyrypajew dla „Rzeczpospolitej”
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Teatr
Spektakl na czwartą rocznicę agresji Rosji na Ukrainę
Teatr
Komisja programu Teatr Ministerstwa Kultury poszła drogą wykluczeń. Niszowi eksperci sabotują festiwale
Teatr
Rzeź kilku czołowych festiwali w Instytucie Teatralnym
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama