- Zupełnie nie rozumiem, dlaczego ten utwór w stuletniej historii Teatru Polskiego pojawił się zaledwie czterokrotnie – mówi „Rzeczpospolitej" reżyser. - „Wesele" robi się po to, by uświadamiać sobie kim jesteśmy. To jeszcze długo będzie zadaniem teatru.
Reżyser zwraca uwagę na magię słowa, które jest pierwszym kluczem do duszy.
- Nie ma bardziej aktualnego dramatu - kontynuuje Jasiński - który tak wspaniale penetruje polską duszę, jak właśnie „Wesele". Po raz kolejny zapytamy więc: "Co się komu w duszy gra, co kto w swoich widzi snach". W tym spektaklu pokazujemy obrzęd weselny. Mówię obrzęd, by nawiązać do obrzędu „Dziadów" i będziemy wypędzać chochoła z Polaka. Zamierzam uświadomić widzom, jak po 25 latach odzyskania pełnej wolności nie potrafimy z niej korzystać, pielęgnując wciąż podziały, różnice.
Spektakl rozpisany jest na 11 aktorów. Widma, będą wytworami ich wyobraźni, wyrzutem sumienia. Młodą parę zagrają Lidia Sadowa, i Szymon Kuśmider, Rachelę – Natalia Sikora, Poetę Marcin Kwaśny, Wernyhorę Andrzej Seweryn, Stańczyka Jarosłąw Gajewski. W obsadzie także Joanna Trzepiecińska, Ewa Makomaska, Paweł Krucz, Piotr Cyrwus, i Jerzy Schejbal.
Utwór Stanisława Wyspiańskiego od czasów swej krakowskiej premiery w 1901 roku budził wielkie emocje.
„Historia wesoła, a przez to ogromnie smutna. Przesunęłą się jak taniec widm żałobnych – pisał trzy dni po premierze Rudolf Starzewski pierwowzór postaci Dziennikarza, w krakowskim „Czasie" - Bo też niezwykłe to gody, za izbę mają całą Polskę. Trwa to wesele przeszło wiek – od Konstytucji 3 maja poprzez racławickie kosy i krwawe noże rezunów, poprzez pańszczyznę i złotą hramotę, poprzez wiece i bankiety, waśnie wyborcze i sąsiedzkie miedze pól, poprzez nieufność i obojętność, poświęcenie bez granic i bezpłodne porywy. Grajkami byli na nim wszyscy wieszcze narodowi, starostami – wszyscy mężowie stanu i wszystkie stronnictwa polityczne, uczestnikiem – każdy, komu polskie serce bije w piersi lękiem i nadzieją.
A znany dramaturg i pisarz młodopolski Adolf Nowaczyński dodawał: „Ten weselny wieczór pogrzebania wszystkich optymizmów, jakie się jeszcze przechowywało, ten wieczór smutku i wstydu, poniżenia i pognębienia, to czyśćcowe widowisko, w jakie mas pchnął Wyspiański pouczyło mnie wiele, pouczyło wszystkiego, pouczyło wstydu.
Ale nie każdy podzielał ten zachwyt. Witold Gombrowicz w 1932 roku w liście do Tadeusza Kępińskiego zauważył: "Byłem na "Weselu". Sztuka ta nie zrobiła na mnie większego wrażenia, wiersz przepada na scenie i wbrew ogólnemu zdaniu uważam, że jest niesceniczna - ponieważ poetyckość jej zbyt jest subtelna na scenę. Śmieszy mnie polemika w gazetach, z której wynika, że nikt nie wie, o co tam właściwie chodzi, a nawet nikt dokładnie nie pojmuje merytorycznego przebiegu akcji. Zdaniem moim Wyspiański sam tego nie wiedział i to nie dlatego, aby był wieszczem, ale dlatego, że był pisarzem dosyć miękkim i gubił się w symbolach i abstrakcjach.
Dramat Wyspiańskiego na scenie Teatru Polskiego gościł zaledwie czterokrotnie. Pierwszą inscenizację w 1922 roku przygotował Aleksander Zelwerowicz. Zawsze w obsadzie znajdowały się gwiazdy sceny. W 1961 roku, w „akademickiej", jak pisano inscenizacji Jerzego Rakowieckiego Pana Młodego grał Marian Wyrzykowski, Stańczyka Jan Kreczmar, a Poetę – Stanisław Jasiukiewicz. Dwie następne inscenizacje przygotował podczas swej pamiętnej dyrekcji Kazimierz Dejmek. Wzbudziły one wiele dyskusji, choćby dlatego, że Dejmek chcąc szczególną wagę postawić na słowo wystawił utwór – chyba jedyny raz w dziejach - całkowicie bez muzyki.
"My wszyscy chorzy na dziwną niemoc przeglądamy się teraz w Dejmkowskim "Weselu", w którym nie ma ani jednej nuty skocznej, weselnej muzyki. Jest cisza, która sprawia, że ten zbiorowy portret Polaków namalowany bladymi, zgaszonymi kolorami może porazić wyobraźnię". - pisał w recenzji Krzysztof Kucharski. W pierwszej wersji role młodych grali Joanna Szczepkowska i Jan Englert, Andrzej Łapicki był Poetą, a Gustaw Holoubek – Stańczykiem. W drugiej – gospodarzem – Zbigniew Zapasiewicz.
Jan Bończa-Szabłowski