Z tego artykułu dowiesz się:

  • Czym Cieśnina Ormuz jest dla Iranu w kontekście strategicznym?
  • Jak blokada tej cieśniny wpływa na światowe rynki surowców?
  • Dlaczego USA napotykają trudności w rozwiązaniu tego kryzysu?
  • Jakie są różnice w zdolnościach rozminowywania USA i państw europejskich?
  • Jakie sposoby ochrony żeglugi w Cieśninie Ormuz są aktualnie rozważane?
  • Czy zagrożenie w Cieśninie pochodzi głównie od min morskich?

– Cieśnina Ormuz będzie zamknięta. To jest najważniejsza, atomowa broń Iranu. Wszystko pozostałe nie ma znaczenia. W obecnej sytuacji siłą Iranu jest to, że znalazł on słabe miejsce Stanów Zjednoczonych i bije w nie – mówi rosyjski politolog Rafael Orduchanian.

Przed wojną przez Cieśninę przechodziło 20 proc. światowego handlu ropą naftową. Jej zamknięcie wraz z początkiem działań wojennych wywołało gwałtowny skok cen ropy na światowych rynkach. USA nie sprowadzają tego surowca z rejonu Zatoki Perskiej, ale zwyżka na światowych giełdach uderzyła też w amerykański rynek wewnętrzny. Blokada szlaku handlowego wywołała zaś konsternację w Waszyngtonie.

– Chaotyczne działania podejmowane w poszukiwaniu sojuszników czy próby opracowania operacji naziemnej (w Iranie) pokazały, że Waszyngton nie ma planu B, albo przynajmniej źle go przygotował – sądzi ukraiński iranista Ihor Semiwołos.

Amerykanie nie mają czym wykrywać irańskich min w Cieśninie

Prezydent Donald Trump zażądał, by kraje, które korzystają z Cieśniny Ormuz same zadbały o bezpieczeństwo żeglugi przez nią – przede wszystkim Europejczycy. – Nie możemy wchodzić do gry, w której każdy następny ruch tylko pogarsza sytuację – odpowiedział na to zdenerwowany szef sztabu armii francuskiej, gen. Fabien Mandon.

Czytaj więcej

Gen. Jarosław Gromadziński: Iran zbuduje teraz mit państwa niezwyciężonego

Żadne bowiem z państw, nawet same USA, nie mogą dać 100-procentowej gwarancji niezakłóconego przekraczania jej, jeśli Iran się na to nie zgodzi. Wystarczą same groźby Teheranu, by armatorzy i firmy ubezpieczeniowe tak podniosły stawki, że żegluga przez nią stanie się nieopłacalna (albo w ogóle odmówiły pracy w tym rejonie).

Irańskie twierdzenia, że zaminował akwen rzeczywiście trafiły w słabe miejsce Stanów Zjednoczonych. Do ubiegłego roku ich marynarka wojenna miała tylko osiem trałowców (specjalnych okrętów przeznaczonych właśnie do rozminowywania dróg wodnych). Ale jesienią ubiegłego roku cztery z nich – właśnie z rejonu Zatoki Perskiej – zostały wycofane ze służby i odtransportowane do USA. Druga połowa maleńkiej flotylli znajduje się w Japonii.

Czytaj więcej

Donald Trump ogłasza, że USA rozminowują Cieśninę Ormuz

Amerykańska flota chciała trałowce zastąpić nową klasą okrętów Littoral Combat Ships, ale okazały się one technologiczną porażką. – Stwarzają niesamowitą liczbę problemów – mówią amerykańscy eksperci. Ich budowa przekroczyła budżet o 70 proc., a i tak mają kłopoty z wykrywaniem min. Dwa lata temu Grecja, która ma najdłuższe na naszym kontynencie tradycje morskie, kategorycznie odmówiła ich kupna. – To byłby jakiś absurd – miał powiedzieć grecki minister obrony Nikos Dendias.

Nawet Belgia i Holandia są lepsze od amerykańskiej marynarki wojennej

Tymczasem cztery największe państwa europejskie – Wielka Brytania, Francja, Niemcy i Włochy – mają łącznie 38 takich okrętów. Sami Włosi dokupili niedawno pięć. Amerykańscy eksperci tłumaczą to tym, że w europejskich wodach bez przerwy znajdowane są miny i niewypały z czasów drugiej wojny światowej. Ponadto Europejczycy znacznie poważniej traktują możliwości wrogiego minowania licznych cieśnin naszego kontynentu, a nawet otwartych wód – z terenu Afryki.

Więcej trałowców niż obecnie Amerykanie mają nawet Belgia i Holandia. Oba kraje nadzorują jednak jedne z najważniejszych szlaków morskich na świecie, m.in. do największych europejskich portów w Rotterdamie, Antwerpii i Brugii. – Są naprawdę dobre w tych sprawach, a ich możliwości są niewspółmierne do wielkości ich flot – sądzi brytyjska ekspert Emma Salisbury. Efekty ich sprawności są dość niespodziewane: szkolenia ze zwalczania min amerykańscy marynarze przechodzą obecnie w Belgii.

Czytaj więcej

Amerykanie sami nie są w stanie odblokować Cieśniny Ormuz

Europejczycy jednak nie chcą wysyłać swoich okrętów na wojnę, a dopiero po jej zakończeniu ewentualnie przystąpić do rozminowania. Tak ustalono m.in. na spotkaniu przedstawicieli 35 państw zwołanym przez gen. Mandona.

Konwoje morskie jak w czasie drugiej wojny światowej

Europa uważa, że podejmowanie takich akcji w czasie aktywnych działań bojowych nie ma sensu. Firmom logistycznym i ubezpieczeniowym wystarcza bowiem sama możliwość wpłynięcia statku na minę lub trafienia przez irańskie drony, by odmówić rejsów lub ubezpieczeń.

Prezydent Trump ze swą skłonnością do ryzyka już nakazał amerykańskim okrętom wojennym przepłynięcie przez Cieśninę. Irańczycy ich nie atakowali, ale to nie dowód że nie uderzą w tankowce. Amerykański lider podbił jednak stawkę i zapowiedział że teraz to on blokuje Cieśninę Ormuz – dla okrętów, które zapłaciły Irańczykom za prawo przepłynięcia jej. To może zrobić, narażając się jednak na konflikt np. z Chinami, które cały czas sprowadzają ropę z Iranu. 

Ale nie może zapewnić bezpieczeństwa innym tankowcom. Armatorzy i ubezpieczeniowcy o tym wiedzą.

Czytaj więcej

Donald Trump do Iranu: Nie tak się umawialiśmy. Nocne eksplozje w rejonie Teheranu

Wojskowi planiści w Waszyngtonie chcieliby zaradzić irańskiemu zagrożeniu poprzez system konwojów – jak w czasie drugiej wojny światowej. Tankowce zbierano by w grupy, które pod osłoną niszczycieli i helikopterów (zapewniających obronę przed dronami i rakietami) płynęłyby szlakami rozminowanymi wcześniej przez trałowce. Ale nikt nie może dać gwarancji, że mimo ochrony floty statki nie zostaną trafione, a miny nie pojawią się na wcześniej oczyszczonych drogach. Irańczycy używają bowiem do swych akcji trudnych do wykrycia małych kutrów.

Przy tym statki byłyby zagrożone nie tylko w samej Cieśninie, ale i na wodach Zatoki Perskiej, jak i po wyjściu na Ocean Indyjski, na wodach Zatoki Omańskiej. Nawet z ewentualnym wsparciem Europejczyków nie wiadomo, czy starczyłoby okrętów do ich ochrony.

Ponadto konwoje nie zapewniłyby tak dużego ruchu tankowców przez Cieśninę, jaki był przed wojną. Gdyby zaczęto je formować i udałoby się im przepłynąć zagrożone rejony stałyby się jedynie pewną ulgą dla krajów importujących ropę, ale nie rozwiązaniem problemu. Jeśli rzecz jasna wcześniej zgodziłyby się na to firmy transportowe i ubezpieczeniowe.

Miny jako broń wyłącznie psychologiczna

Poza tym nikt nie jest pewien, czy Irańczycy rzeczywiście zaminowali Cieśninę, czy może tylko mówią o tym dla wywołania strachu i problemów na rynkach. Jak na razie żaden statek nie wpłynął tam na minę, za to kilku groziły irańskie drony. Nadchodzące stamtąd informacje są sprzeczne i mówią albo o kilkudziesięciu minach, albo zaprzeczają ich rozmieszczeniu.

Specjaliści uważają zaś, że minowanie akwenu nie miałoby sensu z punktu widzenia Teheranu, który przepuszcza przez Cieśninę tankowce zaprzyjaźnionych państw. Miny zaś nie rozróżniają bander, zrzucone w pośpiechu mają skłonność do swobodnego dryfowania i zagrażania wszystkim. Ewentualne zaś zatopienie chińskiego tankowca miałoby dla Iranu katastrofalne następstwa. Nadają się więc bardziej na broń psychologiczną.

Korpus Strażników Rewolucji korzysta z tego w pełni. Pod koniec marca irańska agencja Tasnim opublikowała mapę otrzymaną podobno od Korpusu, na której zaznaczono zarówno zaminowaną część akwenu (przy wybrzeżach Omanu i Zjednoczonych Emiratów Arabskich), jak i dwa nowe szlaki wodne wytyczone dla ich ominięcia.

Oba przebiegają w wodach Iranu, jeden tuż obok 300-tysięcznego miasta Bandar-e Abbas, a potem wzdłuż wybrzeży nad którymi piętrzą się góry Zagros.

Prawdziwe zagrożenia dla żeglugi w Cieśninie

Płynący nimi byliby zagrożeni nie przez miny, ale przede wszystkim irańskie drony – i to zagrożenie jest jak najbardziej realne. Góry zaś ułatwiłyby ukrycie nie tylko operatorów aparatów bezzałogowych, ale nawet wyrzutni rakiet przeciwokrętowych, a port w Bander-e Abbas byłby schronieniem dla niewielkich kutrów Korpusu. To wszystko dałoby Teheranowi pełne panowanie nad ruchem w Cieśninie.

Pewnym rozwiązaniem problemu byłaby amerykańska operacja desantowa, ale nie na irańskim lądzie, lecz na wyspach na wodach Zatoki. Nie wiadomo jednak, czy USA mają wystarczająco silną obronę powietrzną, by ochronić swoje wojska po ich zajęciu. Tym razem bowiem one stałyby się celem irańskich ataków powietrznych z gór Zagros.