Tytułowy bohater dramatu Słowackiego, planując carobójstwo, na progu komnaty Aleksandra I walczy przede wszystkim sam ze sobą. Ulegając wewnętrznym sprzecznościom, pada ofiarą autodestrukcji niczym nasz naród udręczony polsko-polską wojną.

Kordiana gra wtedy dwóch aktorów: Marcin Hycnar i Kamil Mrożek. Błyskotliwie parafrazują słynną scenę Konrada Swinarskiego z jego pamiętnych „Dziadów", w której Konrad mocował się z Szatanem.

Reżyser Jan Englert opowiada dramat polskiej niemocy, dialogując z największymi arcydziełami naszego teatru. Ukłonem wobec Jerzego Grzegorzewskiego jest z kolei rwana narracja z efektownymi suspensami. Akcja przenosi się wtedy, dzięki dublerom głównych postaci, w ten punkt sceny, gdzie najmniej się gry spodziewamy. Przedstawiana rzeczywistość dwoi się więc i troi, a także symbolicznie rozpada.

Englert przypomina również sekwencje szopki wigilijnej z teatru Kazimierza Dejmka oraz drabinę z „Kordiana" Adama Hanuszkiewicza. Motywy inscenizowane na wielopiętrowych zapadniach, gdzie rozgrywają się sceny spisku koronacyjnego w krypcie katedry, a także na wewnętrznych galeriach, które grają szczyt Mont Blanc – nawarstwiają się w wymyślny tort godny jubileuszu 250-lecia Narodowego.

Szkoda, że reżyser przesłodził baletowe sceny zbiorowe – trailery polskiej historii, w których miksuje symbole i bohaterów: Reytana, kosyniera, bogoojczyźniane manify. Te sekwencje są nazbyt ilustracyjne, publicystyczne, dosłowne. „Przygotowanie" uwspółcześnił. Zamiast karykatur dowódców powstania listopadowego proponuje kabaretową szyderkę z Piłsudskiego, Becka, Gomułki, Jaruzelskiego, Wałęsy. Zgodnie z frazą „mówców plemię" pchają się slapstickowo do mikrofonu, wypowiadają swoje najsłynniejsze deklaracje. Ich fiasko pointuje kibolskie „Nic się nie stało".

W postaci starego Kordiana (Jerzy Radziwiłowicz) można dopatrzyć się alter ego reżysera. Rozlicza polski i swój romantyzm, który tłumi odruchy rozumu, z czego biorą się nasze klęski i niespełnienia. Dyrektor Teatru Narodowego jest po stronie Kordiana, gdy Marcin Hycnar mówi monolog na Mont Blanc, bo to wielka poezja. Jednak nie ma wątpliwości, że emocje są równie złym doradcą jak Szatan (diaboliczny Mariusz Bonaszewski). Ten zaś nieustannie gotuje pod kotłem polskiego piekła i pilnuje, żeby nikt się stamtąd nie wydostał.

Archanioł (Danuta Stenka) nie ma szans z Szatanem, podszywającym się nawet pod papieża. Scena w Watykanie została rozegrana w groteskowym stylu Felliniego. Szatan miesza też w tłumie, gdy wielki Konstanty (mocny Grzegorz Małecki) wysyła Kordiana na pewną śmierć.

Ale Szatan i Rosjanie są silni, bo Kordian jest słaby, słaba jest jego wiara, również w siebie samego. Englert wizualizuje to poprzez transowe wideoprojekcje. Mózg przerażonego bohatera odbiera świat jak koszmarne halucynacje, pokazywane w formie hologramu pogrzebowego pochodu. Kordian przegrywa, bo nie przezwyciężył kompleksu ofiary oraz melancholii, której źródłem jest historia Polski kultywowana jako korowód klęsk.