Erytrejczycy są pierwszymi ofiarami nowej polityki Izraela wobec uchodźców. W listopadzie izraelski rząd zapowiedział, że osoby, których wnioski o azyl zostaną odrzucone, a którzy nie wyrażą zgody na deportację, muszą się liczyć z tym, że - na nieokreślony czas - trafią do aresztu.
"To pierwszy kron na drodze do bezprecedensowej deportacji, podyktowanej rasizmem i całkowitym brakiem poszanowania dla życia i godności uchodźców" - głosi oświadczenie izraelskiej organizacji broniącej praw człowieka.
Według wyliczeń w ONZ w Izraelu jest 27 tys. uchodźców z Erytrei i 7700 uchodźców z Sudanu. Jak dotąd azyl przyznano zaledwie 10 Erytrejczykom i Sudańczykom.
Większość uchodźców dociera do Izraela przez granicę z Egiptem.
Co najmniej dwie z siedmiu osób, które trafiły do aresztu, to ofiary tortur w swoich ojczystych krajach - twierdzą izraelscy obrońcy praw człowieka.
Na mocy zmienionych przepisów uchodźcy, których wnioski o azyl zostały odrzucone, mają miesiąc na decyzję, czy opuszczą Izrael dobrowolnie. Jeśli się na to nie zdecydują - urzędnicy decydują, czy zostaną skierowani do aresztu.
Deportacją mają nie być obejmowane kobiety, dzieci i ojcowie nieletnich, a także ofiary handlu ludźmi.
Kraje trzecie, do których Izrael zamierza deportować Erytrejczyków i Sudańczyków to Rwanda i Uganda. Osoby, które zgodzą się na dobrowolny wyjazd z Izraela mogą liczyć na pomoc finansową w wysokości 3500 dolarów, która ma im pomóc w rozpoczęciu nowego życia w kraju, do którego trafią.
Po tym jak siedmiu Erytrejczyków trafiło do aresztu setki Erytrejczyków w ośrodkach dla uchodźców rozpoczęło strajk głodowy.