Według informacji przekazanych przez jednego z dowódców syryjskiej armii w nalocie na bazę nikt nie ucierpiał.

Syryjska agencja informacyjna SANA podaje, że syryjska obrona lotnicza otworzyła ogień do dwóch izraelskich rakiet - i obie zniszczyła.

Do ataku miało dojść w rejonie miasta Al-Kiswa, na południe od Damaszku, ok. godziny po tym, jak Donald Trump ogłosił, że USA jednostronnie wycofują się z porozumienia nuklearnego z Iranem. Celem ataku miały być pozycje syryjskiej armii.

W ostatnich tygodniach doszło do dwóch ataków powietrznych na cele w Syrii, o które Damaszek i Teheran oskarżają Izrael. 9 kwietnia izraelskie F-15 miały zbombardować lotnisko wojskowe T-4 w okolicach Hims - w ataku zginęło kilku irańskich doradców wojskowych i żołnierzy Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej.

Pod koniec kwietnia izraelskie lotnictwo miało zaatakować bazę wojskową w okolicach miasta Hama, do której Iran sprowadzał sprzęt wojskowy.

Izrael obawia się, że rosnąca obecność irańskich sił w Syrii zagraża jego bezpieczeństwu - Iran miałby wykorzystać sprowadzane do Syrii systemy uzbrojenia do ataku na Izrael.

Teheran jest sojusznikiem prezydenta Syrii Baszara el-Asada w wojnie domowej toczącej się od siedmiu lat w Syrii.