Wynik wyborów na Węgrzech wywołuje , co zrozumiałe, olbrzymie emocje. Ale nie kończy pewnych zjawisk, które długo będą wpływały na politykę. Zarówno w Polsce, jak i w Europie. Bo choć w tej chwili wydaje się, że Tisza Petera Magyara zdobyła więcej głosów w wyborach do parlamentu, w kampanii zobaczyliśmy, jak duże zasoby ma nowa, globalna alt–prawica.

Czytaj więcej

Michał Szułdrzyński: Węgry to sojusznik agresora. Dlatego to też „nasze” wybory

Poparcie dla Orbána na długo naznaczy PiS

Dlatego bez względu na wynik wyborów na Węgrzech, zaangażowanie się na ostatniej prostej polskiej prawicy po stronie Orbána na lata naznaczy polską politykę. Przypomnijmy, że to zaangażowanie miało miejsce już po tym, jak niezależne media ujawniły głęboką infiltrację węgierskiej polityki przez Rosję. Wcześniej mogliśmy się tego spodziewać, ale skalę zjawiska pokazały ujawnione rozmowy ministra spraw zagranicznych Petera Szijjártó z Sergiejem Ławrowem. I nie chodzi tylko o to, że szef węgierskiej dyplomacji utrzymywał bliskie relacje ze swoim rosyjskim odpowiednikiem. Problemem jest to, że Budapeszt stał się koniem trojańskim Kremla, realizując wprost jego interesy w regionie i Unii Europejskiej. Na tym polega novum. Nikt na prawicy nie może teraz mówić, że nie wiedział.

PiS starał się te dwie rzeczywistości rozłączać. Popierał Orbána jako prawicowego sojusznika w bojach z Komisją Europejską, dystansując się jednak do jego jawnie antyukraińskich i prorosyjskich ruchów w polityce zagranicznej Węgier. Tyle tylko, że po tym, czego dowiedzieliśmy się przed tymi wyborami, nie da się już przymknąć na to dłużej oczu. PiS, dla którego antyrosyjska narracja była dotąd istotną cechą tożsamości, włączył się w alt–prawicową międzynarodówkę, choć jest ona jawnie prorosyjska. To prezent dla Donalda Tuska, który już w sobotę ogłosił, że plan Putina w Polsce realizuje właśnie Kaczyński z Mentzenem. I choć Tusk swoją antyrosyjskość teraz będzie wewnętrznie instrumentalizował, PiS-owi zaangażowanie w pomoc węgierskim bratankom odbijać się będzie czkawką.

AfD i Le Pen nie znikną po wyborach na Węgrzech. Jak nie znikną problemy, które napędzają alt–prawicę

Ale wynik wyborów na Węgrzech każe zadać pytanie o siłę prorosyjskiej prawicy w Europie. Fidesz, choć przegrał, dostał poparcie dużej części Węgrów. AfD wygrywa dziś w sondażach w Niemczech. Środowisko polityczne Marine Le Pen jest bliskie przejęcia władzy we Francji za rok. Europejska polityka nie może polegać na rytualnym zaklinaniu, że oto koniec świata jeszcze nie nastąpił, albo że jest coraz bliżej. Warto zadać pytanie, dlaczego przez lata Orbán cieszył się tak dużym poparciem w swoim kraju? Jakie błędy chadeków i socjaldemokratów sprawiły, że skrajna prawica rośnie w siłę we Francji i Niemczech. Można nie lubić Zjednoczenia Narodowego i Alternatywy dla Niemiec, ale odpowiadają one na istotne problemy, z którymi nie dały sobie radę rządy w Paryżu i Berlinie. Prędzej czy później będzie trzeba je rozwiązać. Bez tego Unia Europejska upadnie. I to nie przez Kaczyńskiego, Orbána, Ficę czy Babiša, ale z powodu błędów Merkel, Scholza, Merza i Macrona. I zadowolenie obozu liberalno–proeuropejskiego z wyniku wyborów na Węgrzech nie może sprawić, że będzie on ślepy na te problemy, bo jeśli Unia nie zacznie ich rozwiązywać, uśmiech szybko zniknie z ust sympatyków liberalnej demokracji.