Reuters pisze, że przypadek Hermana potwierdza obawy, że więzienia w Europie stają się inkubatorami radykalizmu.
Herman przeszedł na islam w czasie jednej z odsiadek. Belgijskie władze podejrzewały, że w więzieniu mógł ulec radykalizacji. Jednak - jak pisze Reuters - informacja o tym, że dana osoba trafiła na listę potencjalnych radykałów, w Belgii nie jest automatycznie przekazywana wszystkim funkcjonariuszom policji i straży więziennej.
Na kilka godzin przed zamachem Herman wyszedł z więzienia, w którym odsiadywał wyrok mający skończyć się w 2020 roku na przepustkę. Jak pisze Reuters przepustki udzielono mu po raz 14, a jej celem była pomoc w reintegracji mężczyzny ze społeczeństwem.
- Wszyscy w Belgii zadają sobie to samo pytanie: jak to możliwe, że ktoś skazany za tak poważne przestępstwa mógł opuścić więzienie? - przyznał wicepremier Belgii Alexander de Croo.
W czasie zamachu z 29 maja Herman zaatakował nożem dwie policjantki na bulwarze w centrum miasta, zabrał im broń, po czym zastrzelił je, a następnie zastrzelił przypadkową osobę, po czym wszedł do pobliskiego liceum, gdzie wziął dwie zakładniczki. W czasie ataku miał krzyczeć "Allahu Akbar". Ostatecznie zginął w czasie wymiany ognia z policjantami.
Przypadek Hermana - jak pisze Reuters - wskazuje na zagrożenie radykalizacją przestępców kryminalnych, nie powiązanych wcześniej z dżihadyzmem i nie będących muzułmanami, odsiadujących wyroki w europejskich więzieniach.
W ubiegłym roku belgijski parlament ostrzegał, że setki więźniów, którzy mogli ulec radykalizacji w więzieniu, wyjdą na wolność w najbliższych latach. - Trafili do więzienia jako handlarze narkotyków, a wyjdą jako salafici-dżihadyści - twierdzi jedno ze źródeł w belgijskich służbach odpowiedzialnych za bezpieczeństwo kraju.
Mimo to minister sprawiedliwości Koen Geens broni decyzji o przyznaniu przepustki Hermanowi podkreślając, że nie było żadnych przesłanek wskazujących na to, że będzie się on w jej trakcie zachowywać inaczej niż na wcześniejszych przepustkach.
- Nie sądzę, abyśmy popełnili błąd. Nie było oczywiste, że uległ radykalizacji - mówił Geens.
Premier Charles Michel podkreślił z kolei, że Herman nie figurował na liście osób groźnych dla państwa.
Ale belgijskie media wskazują, że już w ubiegłym roku Hermana określono jako osobę, która mogła ulec radykalizacji.