Po brazylijskim liderze Luli da Silvie, teraz była głowa argentyńskiego państwa w latach 2007-15, Cristina de Kirchner została oskarżona o przyjmowanie łapówek. – To jest kiepski czas na dawanie i branie łapówek. Ludzie mają tego dość – powiedział jeden z amerykańskich prawników z kancelarii obsługującej transakcje z Ameryką Łacińską.

Brazylijczyk da Silva od kwietnia siedzi w więzieniu skazany na 12 lat za przyjęcie ponad miliona dolarów łapówki od firm budowlanych i energetycznych. Kirchner wraz z mężem Nestorem (również byłym prezydentem Argentyny) oskarżeni są o otrzymanie w ciągu 12 lat około 160 mln dolarów prezentów od firm, które w zamian wygrywały państwowe przetargi.

Łapówki dawano gotówką, a ich przyjmowaniem zajmowało się kilkunastu wyższych rangą urzędników. Dawało zaś co najmniej 30 najbogatszych miejscowych biznesmenów. Pieniędzy było tyle, że wożący je służbowy kierowca wiceministra planowania Oscar Centero zaczął prowadzić skrupulatny rejestr swoich kursów po nie – by nie wpaść w kłopoty z powodu jakiejś pomyłki. Notatki robione na notebooku wpadły w końcu w ręce policji.

– Zmienił się nastrój społeczny – powiedziała szefowa argentyńskiego biura antykorupcyjnego Laura Alonso o wybuchu niezadowolenia po ujawnieniu korupcyjnych praktyk byłej prezydent. Pod naciskiem opinii publicznej parlament będzie teraz debatował nad odebraniem Cristinie de Kirchner immunitetu i postawieniem przed sądem. Wcześniej cofnął jej część przywilejów, zezwalając na rewizje w należących do byłej prezydent trzech luksusowych rezydencjach. – To są prześladowania motywowane politycznie. Gdyby (prokuratorzy) mogli, toby wykreślili z alfabetu literę K! – wołała Kirchner na wiecu swoich zwolenników.

Mimo oskarżeń nadal cieszy się poparciem ok. 30 proc. argentyńskich wyborców i nie ukrywa, że chce startować za rok w wyborach prezydenckich. Podobnie więzień Lula da Silva, który pozostając najpopularniejszym politykiem Brazylii, z więzienia zgłosił swoją kandydaturę w tamtejszych wyborach. Dopiero sąd nakazał mu rezygnację z kandydowania.

Znawcy Ameryki Łacińskiej wskazują, że korupcja (a w niektórych okresach historii – wręcz kleptokracja) była nieodłączną częścią tamtejszych systemów politycznych od czasu uzyskania niepodległości przez kraje kontynentu w XIX wieku. – Nie wiemy, czy obecnie korupcja jest większa czy mniejsza. Ale wiemy na pewno, że ludzie są o niej lepiej poinformowani – powiedziała brazylijska ekspert Marta Arretche.

– To zaś, że o tych skandalach mówimy, świadczy o tym, że demokracja i rządy prawa zapuściły wreszcie korzenie na kontynencie – stwierdziło dwóch południowoamerykańskich ekspertów –z Paragwaju i z Kostaryki.

Według rankingu niezależnej Geopolitical Intelligence Service najbardziej skorumpowane w Ameryce Łacińskiej są państwa rządzone przez lewicę: Wenezuela i Nikaragua. W tegorocznym raporcie amerykańskiej Rezerwy Federalnej wskazano zaś, że korupcja spleciona ze „zbędnym państwowym protekcjonizmem" i „błędnymi, rządowymi inwestycjami w faworyzowane gałęzie przemysłu" są najczęstszą przyczyną załamań gospodarki. Przekonuje się o tym obecnie również Argentyna, gdzie od początku roku peso straciło połowę swej wartości, a są to efekty niezwalczonego protekcjonizmu (nie mówiąc o korupcji) z czasów prezydentur Kirchnerów.

Obecnie Argentyna i Brazylia klasyfikowane są w piątce najmniej skorumpowanych krajów kontynentu (według GIS). Wyprzedzają je Chile i Urugwaj. Ale eksperci wskazują, że reformy – zarówno gospodarcze, jak i w systemie prawnym – prowadzone przez obecnego szefa państwa argentyńskiego Mauricia Macriego są połowiczne. W dodatku okazało się, że on sam też jest zamieszany w afery finansowe (znalazł się m.in. w Panama Papers). Podobnie jak następca da Luli w Brazylii Michel Tremer. ©?