W czwartek w nocy na konferencji wieńczącej szczyt przywódców „28” w Salzburgu Tusk niespodziewanie oświadczył, że plan May na brexit „nie zadziała”. Tłumaczył, że Unia nie może się zgodzić na żaden kompromis w sprawie spójności jednolitego rynku, czyli swobody przemieszczania się towarów, usług, kapitału i ludzi w Unii.

W uzgodnionym w lipcu w rządowej rezydencji Chequers scenariuszu zapisano jednak, że Wielką Brytanię będzie łączyła z Unią strefa wolnego handlu, gdy idzie o towary, ale już nie usługi czy pracowników. W ten sposób May chce zapobiec przywróceniu kontroli na granicy między Irlandią Północną a Republiką Irlandii, a także załamaniu eksportu na kontynent towarów m.in. takich firm jak Nissan czy Toyota.

Brytyjska premier liczyła, że w Salzburgu uzyska wstępną akceptację dla takiego rozwiązania. Ale spotkało ją ze strony Tuska zupełnie coś innego.

„Została upokorzona” – pisze lewicowy i proeuropejski przecież „Guardian”. „Financial Times” zwraca z kolei uwagę, że poza Tuskiem nikt spośród przywódców Unii nie przyjął tak twardej postawy wobec Brytyjczyków jak Emmanuel Macron. Stąd spekulacje, że Tusk, którego mandat w Brukseli wygasa za dziewięć miesięcy, stara się o względy Paryża, aby dalej rozwijać karierę międzynarodową.

- Brexit pokazuje nam jedną rzecz: nie jest łatwo wyjść z Unii. Nie odbywa się to bez kosztów. Ci, którzy uważają, że jest inaczej, są kłamcami – oświadczył francuski prezydent w Austrii. Dla niego priorytetem w kraju jest kontrowanie znów rosnącego w siłę Zjednoczenia Narodowego Marine Le Pen, który forsuje zniszczenie Unii w obecnym kształcie. Porażka brexitu by temu służyła.

W Salzburgu May oświadczyła, że brexit i tak nastąpi 29 marca 2019 r. Odrzuciła też wszelkie spekulacje w sprawie ponownego referendum w tej sprawie.

Jednak po deklaracji Tuska na fali znaleźli się zwolennicy twardego brexitu w Partii Konserwatywnej na czele z byłym szefem MSZ Borisem Johnsonem i byłym negocjatorem Londynu z Unią Davidem Davisem. W przyszłym tygodniu mogą oni przejąć władzę na kongresie Torysów, a nawet stery rządów. Po Salzburgu plan May wydaje się bowiem bardzo mało wiarygodny.

Jeszcze gorszy scenariusz to przedterminowe wybory i przejęcie władzy przez Laburzystów Jeremiego Corbyna, lewicowego radykała.

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ

Wszystko to wywołuje coraz większe zaniepokojenie w Warszawie. Plan umowy w sprawie brexitu będzie oznaczał, że od 29 marca 2019 roku milion Polaków żyjących na Wyspach straci swoje prawa, w tym do pracy. Londyn z dnia na dzień przestanie też płacić składkę do budżetu Unii, stawiając na porządku dziennym kwestię finansowania funduszy strukturalnych dla naszego kraju. Wielka Brytania jest też naszym trzecim partnerem handlowym, kluczowym rynkiem dla usług transportowych i pierwszym kierunkiem połączeń lotniczych z polskich miast.