Dwa dni przed szczytem przywódców UE rząd wyznaczył na 23 maja termin wyborów do Parlamentu Europejskiego w Wielkiej Brytanii. Bo choć premier poleciała do Brukseli z prośbą o krótkie (do 30 czerwca) odłożenie terminu rozwodu, wydawało się przesądzone, że zwłoka będzie o wiele dłuższa.
Jednak perspektywa udziału w wyborach europejskich trzy lata po referendum w sprawie brexitu wywołuje furię wśród bardzo wielu torysów. Ich zdaniem w tym momencie Wielka Brytania powinna być już poza Unią, a nie angażować się w unijne instytucje. Dlatego już w ubiegłym tygodniu 170 spośród 313 deputowanych Partii Konserwatywnej podpisało list do May z żądaniem, aby wykluczyła udział Londynu w wyborach do europarlamentu.