O wystrzeleniu rakiet poinformowało południowokoreańskie Kolegium Połączonych Szefów Sztabów (JCS). Według tego źródła, dwa pociski balistyczne krótkiego zasięgu zostały wystrzelone z okolic Kwail w prowincji Hwanghae Południowe na południowym zachodzie Korei Północnej.
Rakiety przeleciały ok. 450 km, osiągając pułap 37 km. Zdaniem południowokoreańskich i amerykańskich służb wywiadowczych, charakterystyka lotu pocisków przypominała tę, którą zaobserwowano podczas północnokoreańskich testów z 25 lipca.
Zasięg 450 km oznacza, że Korea Północna jest w stanie uderzyć w dowolne miejsce w Korei Południowej.
Południowokoreański resort obrony ocenił, że test pocisków jest sprzeczny z duchem obniżania napięć na Półwyspie Koreańskim.
Rzecznik północnokoreańskiego resortu spraw zagranicznych oświadczył, że wspólne ćwiczenia wojskowe Korei Południowej i Stanów Zjednoczonych łamią zawarte umowy. Rzecznik dodał, że Pjongjang opowiada się za dialogiem, ale "zgodnie z wcześniejszymi sygnałami" będzie zmuszony do "szukania nowej drogi", jeżeli Seul i Waszyngton będą kontynuować "wrogie ruchy wojskowe".
W tym kontekście wymienił przybycie amerykańskich myśliwców F-35A do Korei Południowej, wizytę amerykańskiego okrętu podwodnego o napędzie atomowym w południowokoreańskim porcie oraz amerykańskie testy pocisków balistycznych.
"Przedstawiciele Stanów Zjednoczonych i Korei Południowej mówią o dialogu, a gdy kończą, ostrzą miecz, by wyrządzić nam krzywdę" - oświadczył rzecznik.
To czwarty w ostatnim czasie test pocisków Korei Północnej. Po wcześniejszych amerykański doradca ds. bezpieczeństwa narodowego John Bolton oceniał, że działania Pjongjangu nie naruszają obietnicy, jaką Kim Dzong Un złożył prezydentowi Donaldowi Trumpowi w sprawie międzykontynentalnych pocisków balistycznych.
Wcześniej Korea Północna zagroziła wznowieniem testów jądrowych i testów międzykontynentalnych pocisków balistycznych, jeśli USA i Korea Południowa nie zrezygnują z planowanych ćwiczeń wojskowych.