Sobota, warszawskie Centrum Kultury „Alternatywy” na Ursynowie, Rada Krajowa Koalicji Obywatelskiej, największej i najsilniejszej partii w koalicji rządzącej. W niewielkiej, ciemnej salce dziennikarze oglądają na dużym ekranie przemówienie lidera KO, premiera Donalda Tuska. W praktyce jest to rozpoczęcie kampanii wyborczej. Premier wygłasza swoją mowę o PiS i Putinie, ale żadnych dziennikarzy na salę obrad nie wpuszczono. Wstęp, ale tylko na chwilę, ma kilku fotoreporterów.

Tusk występuje na tle gigantycznego ekranu w biało-czerwone barwy z sercem KO. A na widowni politycy Koalicji robią zdjęcia swoimi smartfonami. Dopiero później na scenę dołącza do niego wybrana przez niego „drużyna” kampanijna. Gdy wrzucam na X zdjęcie i opis całości, ważny polityk PiS pisze do mnie szyderczego SMS-a. „KO jest na etapie schyłku naszej drugiej kadencji, jeśli chodzi o kontrolę mediów” – czytam. 

Tusk transmituje, nie rozmawia. Odpowiada na wymogi nowej epoki. Przed posiedzeniem rządu nadaje „tematy dnia”, niczym dziennikarz z newsami. Siedząc przy stole przed Radą Ministrów zza laptopa ujawnia nowe informacje o kryptowalutach i prawicy. Daje materiał do rolek, które mają żyć w mediach społecznościowych.

Po posiedzeniu rządu zawsze odbywa się konferencja prasowa, gdzie główną rolę odgrywa rzecznik, Adam Szłapka. Sam Tusk z dziennikarzami rozmawia na konferencjach rzadko. Wywiadów nie udziela prawie wcale. Niedawno, gdy poszedł do TVN24, skończyło się to kilkudniową defensywą rządu, gdy Tusk minął się z prawdą w sprawie porodówki w Lesku przekonując, że nie jest zamknięta. Wepchnął rząd jednocześnie w temat degradacji dostępu do usług publicznych poza dużymi miastami. Trudno się dziwić, że z dziennikarzami rozmawiają najczęściej inni. 

Drużyna Tuska na wybory. Premier wspomina o sukcesji 

Kulminacyjnym momentem Rady Krajowej było zaprezentowanie przez premiera Tuska „10 na wybory”. To grupa polityków nowego pokolenia, którzy mają być odpowiedzialni za kampanię wyborczą.  – Spotkaliśmy się w tym formacie po raz pierwszy – przyznaje później w rozmowie z dziennikarzami minister finansów i rozwoju Andrzej Domański, który nie tylko został do tej grupy wybrany, ale też w sobotę został wiceprzewodniczącym KO. Tusk o „Dziesiątce” mówi, że będzie im pomagał i ich obserwował. W tym gronie są sprawni politycy z dorobkiem, zasięgami i tematami, jak Arkadiusz Marchewka, Monika Rosa, Cezary Tomczyk, Aleksandra Gajewska, wspominany wcześniej Domański. Tusk na koniec przemówienia rzuca też tajemniczo, że „nikt nie jest wieczny” i on musi myśleć o tych, którzy w przyszłości będą kontynuować dzieło „obrony i budowy Rzeczpospolitej”. To pierwszy raz, gdy premier przy takiej okazji mówi o sukcesji. 

Czytaj więcej

Architektura władzy Donalda Tuska. Jak premier zbudował nowy system rządzenia państwem?

Polityków KO w kuluarach pytamy o to, co uważają za najważniejsze politycznie wydarzenie Rady Krajowej. I, co ciekawe, najczęściej pojawia się nazwisko Andrzeja Domańskiego, a nie np. to, że sekretarzem generalnym KO ponownie został Marcin Kierwiński. Do tej pory to sekretarz generalny (zwany, nie wiedzieć czemu w żargonie wewnętrznym PO „gensekiem”) faktycznie odpowiadał za każdą kampanię wyborczą. Kierwiński robił to wielokrotnie, był też odpowiedzialny za uznawane w partii za kluczowe marsze przed wyborami w 2023 r.. Teraz jednak w kuluarach zwraca się uwagę na przejście Andrzeja Domańskiego (rocznik 1981, z Krakowa, znajomy z liceum wicepremiera Władysława Kosiniaka-Kamysza, prezesa PSL) ze sfery finansów do realnej polityki.

Domański dokonał największego politycznego awansu wśród posłów KO od wyborów w 2023 r. Awansował też oczywiście Radosław Sikorski, obecnie nowy wiceszef KO i wicepremier, ale on jest obecny w polityce partii Donalda Tuska od wielu lat. Domański to też teraz jeden – poza Maciejem Berkiem, wpływowym szefem Komitetu Stałego Rady Ministrów  – z najczęstszych rozmówców Tuska w rządzie, jeśli chodzi o planowanie, legislację i oczywiście gospodarkę. Sikorski odpowiada oczywiście za sferę zagraniczną. To wszystko pierwszy paradoks Tuska w 2026 roku: premier dominuje w partii jak nigdy, w bezprecedensowy sposób kontroluje przekaz medialny, ale jednocześnie potrzebuje nowej drużyny na wybory.

Koalicjanci mogą liczyć na propozycję Tuska. Jeśli będą się dobrze sprawować

Paradoks drugi dotyczy właśnie politycznej pozycji samej KO. Kilkanaście godzin przed Radą Krajową, Donald Tusk chwali się w mediach społecznościowych sondażem, w którym jest rekordowy dystans między PiS-em a Koalicją Obywatelską – na korzyść KO oczywiście.  Jednak tak naprawdę w sondażach od wielu miesięcy niewiele się zmienia. Z koalicjantów nad progiem jest tylko Nowa Lewica, pod – wszyscy inni, w tym PSL. Ludowcy wykluczają zresztą wspólną listę z KO.

Tusk kieruje w trakcie Rady Krajowej do swoich koalicjantów propozycję współpracy, ale nie bezwarunkową oczywiście. Jedyny warunek – żeby potencjalni partnerzy nie atakowali się nawzajem. Przywołuje przykład węgierski i mówi, że w tamtej sytuacji, w najważniejszej sprawie, partie zrozumiały, że muszą być razem. O Węgrzech zresztą dużo było słychać w kuluarach samej konwencji. Nasi rozmówcy z KO podkreślali, że liczą na sukces tamtejszej opozycji i porażkę sprzymierzonego z PiS Orbána, co ma dodać KO skrzydeł.

Jak w praktyce ma dalej wyglądać współpraca z koalicjantami? W tym tygodniu PSL zapowiedziało ustawę o stopniowej podwyżce kwoty wolnej. – Prawdę mówiąc, ani propozycja dotycząca wyższej kwoty wolnej, ani drugiego progu podatkowego do mnie nie dotarły. Gdy dotrą, będę się im oczywiście uważnie przyglądał – powiedział później Domański w odpowiedzi na pytanie "Rzeczpospolitej" o pomysły PSL i Polski 2050. W przemówieniu Tuska nowych propozycji dotyczących gospodarki, edukacji, ochrony zdrowia, czy mieszkalnictwa nie ma. Tym ma zapewne zająć się jego drużyna. 

Przed ubiegłorocznymi wyborami prezydenckimi sondaże długo dawały sukces Rafałowi Trzaskowskiemu, ale ostatecznie wygrał Karol Nawrocki. Praktycznie mogą nie mieć znaczenia innego niż wpływ na psychologię postrzegania sytuacji politycznej przez wyborców. Tusk w praktyce liczy więc na konsolidację koalicji na listach. Bez tego mandaty niezbędne do rządzenia może zdobyć prawica. To również paradoks całej sytuacji – z którego akurat koalicjanci zdają sobie sprawę. Tusk za zasłoną ekranów smartfonów, algorytmów i swojej drużyny rozumie to na pewno bardzo dobrze.

Czytaj więcej

Michał Szułdrzyński: Tusk hasłem „za Kaczyńskim stoi Putin” rozpoczyna kampanię wyborczą

Co z drużyną Tuska za 20 miesięcy? W sobotę musieli odpowiadać – i trzeba przyznać, że to robili – na liczne pytania od dziennikarzy już po tym, jak Tusk ogłosił ich „awans”. Wkrótce jednak będą musieli odpowiedzieć na pytania wyborców: Co w zasadzie proponuje KO poza ochroną przed PiS, Konfederacją, Putinem? Bo dziś na to pytanie ich lider nie odpowiedział – nawet jeśli nie zostało przez dziennikarzy wprost zadane.