Rosyjski resort dyplomacji nie podał dokładnej liczby Rosjan, którzy mieli zginąć w Syrii.

To pierwsze potwierdzenie, że w związku z zaostrzającą się sytuacją w Idlib - ostatniego zwartego terytorium kontrolowanego przez rebeliantów walczących z siłami prezydenta Baszara el-Asada - rosyjska armia poniosła straty.

Dzień wcześniej prezydent Turcji, Recep Tayyip Erdogan ostrzegał, że jeśli syryjscy żołnierze nie wycofają się z rejonu tureckich stanowisk obserwacyjnych w Idlib wówczas "Turcja doprowadzi do ich wycofania się". Erdogan wyraził też nadzieję, że wspierająca Asada Rosja "zrozumie tureckie stanowisko" w tej sprawie.

Teraz Rosja twierdzi, że z terenów kontrolowanych przez Turcję w rejonie Idlib dochodzi do ataków na siły rosyjskie oraz syryjską armię.

Rzecznik Kremla, Dmitrij Pieskow poinformował, że na razie nie ma planów dotyczących spotkania Erdogana i prezydenta Rosji, Władimira Putina, w związku z sytuacją w Idlib. Dodał jednak, że - w razie potrzeby - takie spotkanie można szybko zorganizować.

Strona rosyjska twierdzi, że w ostatnich dwóch tygodniach stycznia w prowincji Idlib doszło do ponad tysiąca ataków w wyniku których rannych i zabitych miało zostać "setki syryjskich żołnierzy i cywilów".

Pieskow twierdzi, że "w tureckiej strefie odpowiedzialności działają grupy terrorystyczne, które podejmują agresywne działania wymierzone w syryjską armię i rosyjskie stanowiska wojskowe".