Informując członków Zgromadzenia Narodowego, szef francuskiego rządu podkreślił, że kraj będzie musiał "żyć z wirusem". Philippe chwalił wprowadzone obostrzenia, ponieważ bez tego liczba zgonów mogła we Francji wynieść nawet 70 tys. - Pozytywne skutki tej decyzji przeważają nad negatywnymi - ocenił premier.

Jednocześnie przekazał, że długoterminowe zamknięcie kraju przyniosłoby negatywne skutki, w tym uczniowie nie uczęszczający na zajęcia, brak kontaktu rodzin i przyjaciół oraz brak inwestycji. - Wszystko to groziło załamaniem się gospodarki - mówił Philippe.

Premier podkreślił potrzebę "zdyscyplinowania" Francuzów przed 11 maja i powiedział, że jeśli sytuacja w tym momencie nadal będzie wyglądać źle, zniesienie blokady będzie opóźnione.

Obecne plany zakładają, że 11 maja ponownie zostaną otwarte sklepy i markety. Zamknięte pozostaną bary i restauracje.

W miarę możliwości powinna być kontynuowana praca z domu. 

Rząd planuje wykonywać do 700 tys. testów tygodniowo. Zostaną nimi objęci wszyscy, którzy mieli kontakt z osobą zakażoną, bez względu na to, czy mają objawy, czy nie.

Premier ogłosił, że przedszkola i szkoły podstawowe zostaną ponownie otwarte 12 maja, z nie więcej niż 10 dziećmi w grupie przedszkolnej i 15 uczniami w klasach. Ograniczone ponowne otwarcie szkół średnich rozpocznie się 18 maja.

Rozgrywki sportowe nie zostaną we Francji wznowione przed sierpniem.

Od 11 maja obowiązkowe będzie również noszenie masek w środkach komunikacji publicznej.