Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)
Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:
- codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
- pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Protestujący w Mińsku na początku robili zdjęcia na tle OMON-u, dopóki nie użyto armatek wodnych i kul gumowych
Gdy Centralna Komisja Wyborcza ogłosiła, że to urzędujący prezydent znów „wygrał" wybory, zdobywając niemal 80 proc. głosów, dziesiątki, a prawdopodobnie setki tysięcy mieszkańców białoruskich miast wyszły na powyborcze protesty. Noc z niedzieli na poniedziałek w białoruskiej stolicy długo będzie się kojarzyć z granatami hukowymi, armatkami wodnymi, kulami gumowymi i z okrwawionymi, rozbitymi pałkami głowami protestujących. Funkcjonariusze OMON-u i wojsk wewnętrznych nie nadążali z blokowaniem ulic, gdyż tłumy protestujących z nawet najbardziej oddalonych stołecznych dzielnic ruszyły w kierunku centrum. – W mieście grzmiało i błyskało jak w sylwestra. Tłum ludzi szedł bez żadnych liderów czy przywódców, w pewnym momencie zapanował chaos. Nikt nie wiedział, gdzie iść i co robić dalej, przecież od niedzieli nie mamy dostępu do internetu, nie wiemy nawet, co się dzieje w innych miastach – relacjonował w poniedziałek „Rzeczpospolitej" jeden z uczestników nocnych protestów w Mińsku. – Na razie odpoczywamy – mówi.
Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)
Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji: