Przed Kapitolem zebrała się „szeroka koalicja prawicowych grup i pojedynczych osób, (…) od stosunkowo umiarkowanej Woman for Amerca First, po używające przemocy ekstremistyczne grupy takie, jak Proud Boys”.

Dziennikarz śledczy ze słynnej grupy Bellingcat opisał przygotowania amerykańskich skrajnie prawicowych ugrupowań do manifestacji 6 stycznia w Waszyngtonie. Swój raport Robert Evans opublikował dzień przed rozruchami. Dziennikarz ostrzegał w nim, że może dojść do krwawych starć na ulicach stolicy, tak jak przy okazji poprzednich dwóch manifestacji w amerykańskiej stolicy zwolenników tezy o „ukradzionych wyborach” (w jednej z nich 33 osoby zostały ranne w bójkach na noże).

W dniu samej demonstracji nikomu z władz nie przyszło do głowy, że jej uczestnicy mogą wedrzeć się na Kapitol. Pytani przez media policjanci z różnych miast USA wyrażali zdumienie z powodu słabej ochrony siedziby parlamentu i zbyt długiego czasu w jakim nadjechały posiłki.

Czytaj więcej:

– Zawiodło planowanie – mówił jeden z nich, jako winnych wskazując dowództwo policji w stolicy.

Z wpisów na portalach społecznościowych można wnosić jednak, że przynajmniej niektóre grupy które zebrały się 6 stycznia w Waszyngtonie wcześniej już gotowe były atakować siedzibę Kongresu.

„Można to obejść lecąc samolotem do jakiegoś miasta w pobliżu DC (District Columbia którego częścią jest Waszyngton-red.) a potem wjechać do miasta” – jeden z użytkowników sieci TheDonald.win proponował jak wwieźć broń do amerykańskiej stolicy. W Waszyngtonie są jedne z najostrzejszych ograniczeń dotyczących posiadania, wwożenia i noszenia broni. Przed manifestacją bojówkarze porozumiewali się, jak ją dostarczyć do stolicy a potem maszerować z nią ulicami. Część jednak protestowała przeciw temu pomysłowi gdyż noszenie broni w Waszyngtonie „jest nielegalne”. „Czy musimy postępować zgodnie z prawem zwalczając komunistyczny przewrót?” – pytali inni.

Byli też tacy, którzy poza noszeniem broni gotowi byli na bardziej zdecydowane działania. „Dzisiaj powiedziałem swoim dzieciom: żegnajcie. Tatuś może nie wrócić z DC.” – pisał kolejny ekstremista w przeddzień rozruchów. „Trzeba być psychicznie przygotowanym na wyciąganie ich (kongresmenów z Kapitolu-red.) i wieszanie. (…) Musimy wysłać światu mocną wiadomość” – dopowiadali inni.

„Proszę, nie bądźcie głupkami i nie zostawiajcie odcisków palców na łuskach. Ładujcie pociski w rękawiczkach” – radzono sobie nawzajem.

Autopromocja
30 listopada, godz. 12.00

Kto zdobędzie Zielone Orły "Rzeczpospolitej"?

Sprawdź szczegóły

Waszyngtońska policja twierdzi, że część manifestantów miała broń, ale nie ma informacji by ją użyli. Do tej pory jednak nie wiadomo, jak na Kapitolu zginęły trzy osoby.

Inni mundurowi mówili też o „braku wywiadu”. A skrajni prawicowcy skrzykiwali się w takich sieciach społecznościowych jak Phoenix Social Network, Palrer, Spreely (skrót od „Speek Freely”) – w zasadzie nie kryjąc się. – Oczywiście, że wśród stróżów prawa widać pewne sympatie dla skrajnej prawicy i teorii jakie głosi. Na poziomie federalnym trzeba będzie rozstrzygnąć jak one wpłynęły na ten brak odpowiedzi na przemoc – tłumaczył Micheal German, były agent FBI.

Jednak wśród prowadzących tłum do ataku na Kapitol był też … świeżo wybrany republikański kongresmen z Zachodniej Wirginii, Derrick Evans. Odmawia przeprosin za swoje zachowanie a republikanie grożą teraz postawieniem go przed sądem.

Ale użytkownicy większości sieci społecznościowych związanych ze skrajną prawicą (jak np. „Spreely”) przewidywali jedynie „walki na pięści”. Z jednej strony ekstremiści ogłosili, że „policja nie jest już przyjacielska” i możliwe są starcia z nią. Inne, dość znaczne grupy uważały, że na manifestacji dojdzie do prowokacji ze strony lewackiej „Antify”, której aktywiści spróbują wmieszać się w tłum, by wywołać bijatyki. Sami jednak ani nie chcieli, ani nie szykowali żadnych rozruchów, nie mówiąc już i używaniu broni.

W dodatku ta sama większość w równym stopniu nie ufa demokratom, jak i partii republikańskiej. Poza prawicowymi ekstremistami są tam – sądząc z flag jakie wnieśli na Kapitol - zwolennicy Południa z czasów wojny secesyjnej czy libertarianie. Zauważono bowiem tzw. flagę Gadsdena – ale nią posługują się też przeciwnicy zwiększania kompetencji rządu oraz zwolennicy założonego w 2009 roku konserwatywnego Ruchu Tea Party.

Jedynie Donalda Trumpa uznają za swojego przywódcę, co widać na zdjęciach spod Kapitolu. Tłum nosi charakterystyczne, czerwone bejsbolówki z hasłem Trumpa „Make America Great Again”.  W takiej czapeczce występowała zastrzelona przez policję na Kapitolu Ashley Babbit, która 14 lat służyła w amerykańskim lotnictwie (z tego co wiadomo czterokrotnie brała udział w akcjach bojowych). W rodzinnej Kalifornii występowała za drugą poprawkę do konstytucji, czyli prawo do posiadania broni przez obywateli USA oraz, rzecz jasna, przeciw „sfałszowanym wyborom”.

Podobnie znany ze zdjęć z Kapitolu Jake Angeli z Arizony (ubrany w futrzaną czapę z rogami, z pomalowaną twarzą i włócznią w ręku). Angeli w takim stroju występował kilkukrotnie na wiecach z poparciem Trumpa w swoim stanie. Przyznał, że ubiera się tak by przyciągać uwagę. Zwolennicy Trumpa nazywają go QAnon Shaman – Szaman QAnon. To ostatnie jest określeniem popularnej od 2017 roku w USA „teorii spiskowej”. Według jej wyznawców w amerykańskiej elicie istnieje ściśle zakonspirowana grupa ludzi, którzy chcą rządzić USA i światem. Wierzący w QAnon uważają, że w „deep state” (czyli wśród spiskowców) jest wyznająca satanizm rodzina Rotschildów, a Barack Obama i George Soros wspierają handel dziećmi.

W tym ostatnim przekonany jest również 60-letni Richard „Bingo” Barnett z Arkansas, sfotografowany gdy rozsiadał się na fotelu przewodniczącej Kongresu Nancy Pelosi, położywszy nogi na jej biurku. W swoim stanie założył organizację 2A! NWA STAND!, która broni drugiej poprawki do konstytucji. Ale jesienią ubiegłego roku zbierała pieniądze na zwalczanie handlu dziećmi i seksualnego niewolnictwa. Nie wiadomo z jakim skutkiem.

„Bingo” zabrał z biurka Nancy Pelosi jakąś korespondencję adresowaną do przewodniczącej Izby. Sam twierdzi, że nie była to kradzież bo na blacie zostawił monetę 25-centową jako „opłatę za pamiątkę”.