Czego oczekują Ukraińcy od środowego szczytu w Genewie?

Wielkich oczekiwań nie mamy. Nie oczekujemy jakiegoś przełomu, zbyt różnią się stanowiska Rosji i Stanów Zjednoczonych, również w kwestii ukraińskiej. Liczymy jednak na to, że jeżeli napięcie w rosyjsko-amerykańskich relacjach spadnie, to dojdzie też do deeskalacji sytuacji na wschodzie Ukrainy. Mieliśmy szczyt eskalacji na przełomie marca i kwietnia, następnie sytuacja nieco się uspokoiła, ale rosyjskie wojska wciąż tam stoją. I Putin powiedział, że na razie pozostaną. To taka gra. Obie strony prężą muskuły, zachowują się jak kowboje, ale chcą się dogadać.

Prezydent Zełenski rozmawiał ostatnio z przywódcą USA. O coś poprosił Bidena?

Myślę, że przede wszystkim rozmawiali o zbliżeniu Ukrainy z NATO oraz wizycie Zełenskiego w Waszyngtonie. Kijów chce uzyskać też status sojusznika militarnego USA spoza NATO. Wiem, że ukraińska strona prosiła też, by poruszyć temat Cieśniny Kerczeńskiej i Morza Azowskiego, do którego dostęp blokują Rosjanie. Ograniczają w ten sposób dostęp do portów ukraińskich, łamią międzynarodowe prawo morskie oraz porozumienie rosyjsko-ukraińskie.

Ale w kwestii Nord Stream 2 Amerykanie postanowili odpuścić, by nie komplikować relacji z Niemcami.

Nie tak dawno uczestniczyłem w zdalnej dyskusji, w której brali udział zarówno ukraińscy, jak i niemieccy dyplomaci. Nasi eksperci bardzo stanowczo wypowiedzieli się na temat NS2. Niemcom niezbyt zręcznie było się tłumaczyć, ale mają w tym interes. Rok temu byłem w Berlinie, pytałem o to przedstawicieli niemieckiego MSZ. Dostałem odpowiedź: nie chodzi o stanowisko niemieckiego rządu, to jest w interesie niemieckiej gospodarki.

A czy to nie jest tak, że Ukraina, a od niedawna i Białoruś, stały się zakładnikami relacji Rosji z Zachodem?

Niestety tak. Ukraina jest zakładnikiem Rosji od 2014 roku.